Wpisy

list o tym, że nie jesteśmy tym, co mamy w głowie.

8 kwietnia 2023

List o tym, że nie jesteśmy tym, co mamy w głowie.

Björn N. Lindeblad mieszkał kilkanaście lat w tajskim klasztorze, praktykując buddyzm. Kiedy wrócił, napisał o tym książkę. Zapytany przez jednego z dziennikarzy, co jest dla niego najważniejszym doświadczeniem po siedemnastu latach medytacji, odpowiedział: to, że nie jesteśmy naszymi myślami.  

Zaraz miną dwa lata, odkąd zdarzył mi się mój własny koniec świata. Dużo, mało, główkują codziennie neurony, jak to ocenić i spiąć, żeby się gdzieś odnaleźć i odpowiednio osadzić w poukładanej i znanej przestrzeni. Ale w kategorii straty po człowieku, wiem to już, nie można podporządkowywać się jakiemuś nazywaniu, jak chciałby bardzo mój umysł, bo idą za tym oczekiwania. Strata i to, co po niej, nie zamykają się w jakichkolwiek kategoriach i nie dają się odmierzać linearnie.

Tymczasem moja głowa w lustrze mówi, że przecież już chyba  c z a s  się ogarnąć, cokolwiek ma na myśli.

Ale ludzie i rzeczy potrzebują czasu.

Czasu, który nie dzieli się na odcinki, którego nie wypełnia się na siłę i nie próbuje oszukać, stawiając się samemu do pionu. 

W mojej głowie, pełnej powinności i mantr przymusu, wymagam od siebie pełnej przydatności do życia według zewnętrznych norm o nie znoszących sprzeciwu definicjach.

I nagle zdziwienie, bo moje ciało nie nadąża za tym, czego chce moja głowa. Odkrywam to któregoś dnia na środku łąki, czując tak bardzo fizyczny ból i zmęczenie, nie dniem i nawet nie tygodniem, nie brakiem słońca, ale tym, co się zdarzyło na przestrzeni wielu miesięcy, o czym ciągle śnię i w czym tonę. 

Mądrość ciała jest inna, odmierzana w czasie, który nie ma znanego wzoru, za to wypełnia przestrzeń i życie jak powietrze.

Ciało mi mówi, żeby się zatrzymać i oddychać, dużo, głęboko. Mówi, żeby się nie spieszyć i zauważać, co tam w środku u mnie, tak naprawdę. 

Żeby się uleczyć, ludzie i rzeczy potrzebują czasu, tego poza ramami umysłu, dla którego tu i teraz nie istnieje.

I kiedy moja głowa w lustrze znowu mnie popędza, zamykam oczy, nic nie wiesz, mówię do niej, do siebie i pozwalam powietrzu powoli rozchodzić się w ciele. I chowam się tam, jak w bezpiecznym schronieniu.

W byciu i własnej cielesności, w dźwiękach mojego domu, w pokojach dzieci, chrapaniu psa, w jakimś karmiącym wspomnieniu krótszym niż westchnienie, ale obecnym, zapisanym przecież w ciele. We m n i e, poza umysłem, niespokojnym, wyuczonym, przewidywalnym.

I ciało mówi mi, jestem, jesteś, jest gdzie być i wrócić, ogrzać ręce i serce, posiedzieć, zostań tak długo, jak chcesz. Pójdziesz w życie, jak będziesz gotowa. Kiedy będę to wiedzieć?, pytam w lustrze. Poczujesz, słyszę.

Jakbyśmy sobie nie wymyślili, że nasze życie będzie piękne, czasem się nam nie udaje. Ale dalej jest warte bycia w nim najmocniej jak się da.

dobrego, świątecznego czasu,

xoxo,

a.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Facebook