Kilka opowieści o miłości.
Kilka opowieści o miłości.
…Siedzimy na kanapie, jemy lody i pistacje, pies przewraca się na plecy w psiej szczęśliwości, że wszyscy są razem i w stadzie. Mam fajnych przyjaciół, jest mi dobrze z nimi, mówi starszy B. w środę wieczorem. Opowiesz więcej o tym, jacy teraz jesteście? J. jest bardzo mądry, wiesz przecież i taki śmieszny jak nikt, nie znam nikogo takiego, nie da się być przy nim poważnym, mówi B. i łapie się za brzuch ze śmiechu tylko na wspomnienie o nim. J., jego kocham, jest taki dobry, jest po prostu tak niemożliwe dobry, czuć w nim takie ciepło, on jest jak dom, taki wiesz, pełen miłości. H. zaliczył semestr, wreszcie udało mu się, podnosiliśmy go do góry z radości i klaskaliśmy mu w klasie, bo wiemy, jakie to dla niego było trudne. Cieszy się, ale i tak mówi, że będzie kierowcą ciężarówki, jak jego ojciec i dziadek. Ale z maturą. I E., on jest crazy, no wiesz, ale będę go kochał do końca życia za to, że w moje ostatnie urodziny przyjechał po mnie, zabrał mnie na obiad i spędziliśmy razem cały dzień. To było takie dobre.
…powoli mi się już układa, mówi potem, kiedy młodsza B. znika w swoim pokoju, no wiesz, z tym, że taty nie ma. Staram się przypominać sobie tylko to, co było dobre. To mi pomaga.
A jak jest u ciebie?, pyta. Jestem bardzo zła i nie bardzo wiem, co z tym zrobić. Rozumiem, mówi mój syn, byłem tam już.
Koam cię bardzo, mówi do mnie zaraz potem, -ch- uciekło dawno temu, albo w ogóle go nie było, przez to samogłoski są dłuższe i bardziej puchate, może od tej miłości mojego dziecka, która jest taka dobra, tak żywo obecna?…
•••
…Na przykład czapka z daszkiem na wieszaku, w przedpokoju, często spada, kiedy nieuważnie zawieszam kurtkę. Albo zatyczki do uszu, do pływania. Leżą w szufladzie w kuchni, w tej w której są zapasowe baterie, długopisy, karteczki i rachunki. I jeszcze okulary przeciwsłoneczne i rękawiczki żeglarskie w szafie. Ślady obecności człowieka. Ciągle się potykam o jego rzeczy, jakby po prostu wyszedł i nic się nie wydarzyło.
Tylko ja, sama, i sny, nieznośne, męczące, przypominają, że końce świata istnieją naprawdę.
Najszybciej znika zapach, najdłużej w przestrzeni zostaje głos.
I śmiech. Co za absurd.
•••
Tańczy pani?, zapytała mnie kobieta w masce i białym fartuchu w szpitalu, kiedy tamtej zimy czekałam w nim na A. Nie można tańczyć i jednocześnie się martwić. To absurdalne, odpowiedziałam jej wtedy.
Nie można tańczyć albo pisać albo malować i martwić się jednocześnie. Miała rację.
Ale szczeliny po kimś nie zastępuje to ani trochę. Można robić to wszystko i wspaniale do bólu kurczyć się w środku jednocześnie.
•••
Czy można kochać miejsca aż niemożliwie? Tak, że kiedy do nich wracasz, stoisz i wdychasz powietrze starych, wilgotnych podwórek? Albo zamykasz oczy pod drzewem w parku, w którym jesienią nie zbiera się liści, a w którym nad ranem w niedzielę dobrzmiewają resztki głośnych opowieści, bo bar jest już zamknięty, a przecież historię o nieudanej miłości trzeba wykrzyczeć?
Wychodzi mi, że można.
•••
Jesteś taka irytująca, mówię, nie masz serca, przysięgam, ostatni raz, ja wiem, że to kaprys, bo wiesz, że jestem w domu dziś, nie? Wygląda na to, że słucha. Siedzi nieruchomo, nawet nie mrugnie, tylko ogon rytmicznie tłucze o podłogę. Wzdycham, no przecież jasne, piesku, że wyjdę z tobą, nawet ósmy raz, chodź, sprawdźmy, co się zmieniło w świecie przez ostanie trzy godziny. Idziemy, psia i ludzka miłość, każda w swoich wyobrażeniach i kształtach, tu i teraz szczęśliwa, mając siebie nawzajem.
•••
… i jeszcze morze. I wszystko to, co nim i wokół niego. Odcienie błękitu i szarości, którym nie wpływa ani moja obecność ani jej brak.
Właśnie tak:
„Kontemplując tętniące życiem wybrzeże, mamy niespokojne poczucie komunikowania się jakiejś uniwersalnej prawdy, która leży tuż poza naszym zasięgiem. Jaką wiadomość sygnalizują hordy okrzemek, błyskających mikroskopijnymi światłami w nocnym morzu? Jaką prawdę wyrażają legiony pąkli, wybielające skały swoimi siedliskami, a każda mała istota znajdująca swoje potrzeby egzystencji w falach przyboju? A jakie znaczenie ma istota tak maleńka, jak przezroczysta smuga protoplazmy, która jest morską koronką, istniejąca z jakiegoś nieodgadnionego dla nas powodu — powodu, który domaga się trylionowej obecności pośród skał i wodorostów wybrzeża? Znaczenie prześladuje nas i zawsze nam umyka, a w samej jego pogoni zbliżamy się do ostatecznej tajemnicy samego Życia”.
xoxo,
a.
muzyka na dziś: drama :: hopes us

