Wpisy

Nauka pływania.

8 stycznia 2022

Nauka pływania.

Kilka tygodni przerwy w pisaniu, kwiaty w doniczkach zdążyły urosnąć, laptop zdążył się zakurzyć na biurku, choć ręczne pisanie ciągle gdzieś się odbywa, wszędzie kartki, notatniki, notesy. Jakbym szukała potwierdzenia, że jestem. 

Grudzień ważył tak dużo. W tęsknocie nie da się przewidzieć liniowego porządku. Nie kurczy się tylko dlatego, że mijają kolejne dni, że nowe życie się układa, powoli.

Fale zalewają niespodziewanie i bez ostrzeżenia. Czasem podmywają stopy we wspomnieniu, czasem zmiatają z powierzchni.

Z grudniowej zimy zrobiła się styczniowa, inny rok, symbolicznie inny wymiar czasu, otwarta przestrzeń. Na słowa, na ludzi, na tworzenie, na życie. 

Na chmury, na słońce. Między nimi zachwyt. Aż do absurdu. Nawet, kiedy brakuje mi powietrza.

Pierwszego stycznia zalewa mnie wdzięczność, po czubek kołdry, po najczystszą ciszę, ciepło psa obok. Że przetrwałam, że nie utonęłam. Że dzieci śpią. Że dzień jest o kilkanaście sekund dłuższy. Że czuję swoje ciało. Że głód, że uziemienie, że w głowie galaktyki słów.

Chciałabym nie mieć żadnych oczekiwań.

A pod skórą ciągle pragnienie wypowiadane czasem przed snem, że będzie dobrze. 

Chciałabym leżeć w wodzie na plecach, na jej powierzchni, czuć przepływ, oddech, czuć najgłębiej, aż sama stanę się tą wodą. 

Jestem.

Nauczyłam się, że kiedy nadchodzą fale, nie ma sensu im się opierać.

Nauka pływania na nowo, nurkowania, długi oddech, szukam podłoża, stopy w piasku. 

Jak się masz, pytam starszego B., kiedy w zimowe popołudnie idziemy z psem, tak w środku, głęboko, jak się masz?

Tak sobie, odpowiada cicho. Dzisiaj, czy tak w ogóle, dopytuję? Dzisiaj, w ogóle. 

A teraz?

Zimno. Jest mi zimno i chcę już do domu.

Nauka pływania. Stopy w piasku.

Dom. Ciepły obiad. 

Wieczorem pytanie – jutro też pójdziemy razem? O czternastej? Tak, synku. 

Odkładam na półki przeczytane w ubiegłym roku książki. Zapisane z nich zdania. 

Stopy w piasku, grunt pod nogami. 

Zrobione zdjęcia. Wszędzie na nich światło. 

Zbieram wreszcie góry liści na tarasie. Nagle w samym ich środku szczęśliwy pies. Składam wszystko od nowa. Zaczynam się śmiać.

Między falami przestrzenie na wynurzenie, na oddech, zdziwienie, że świat istnieje, gotowy na jego przyjęcie.

Dwadzieścia trzy piątki do lata, mówi młodsza B. Już dwadzieścia dwa. Dzisiaj słońce. Kawa na zewnątrz stygnie w minutę. 

Uczę się pływać. Najlepiej wychodzi wtedy, kiedy się nie opieram. 

Fali. 

Sobie.

Życiu.

xoxo.

a.

muzyka na dziś: idealism :: still

•••

Dziękuję, że jesteś moim Patronem i w jakiś sposób częścią mojego życia. Twoje wsparcie jest wyjątkowe i dzięki niemu tworzy się już kilka nowych rzeczy.

Jeśli jeszcze nim nie jesteś, zapraszam Cię tu:

https://patronite.pl/agnesonthecloud

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!

Facebook