Wpisy

Grudzień i miliony sekund.

11 grudnia 2021

Grudzień i miliony sekund.

Tęsknota ma różne kształty. Czasem jest miłością, której nie ma już komu dać. Czasem przekłuwa na wylot i każe się zgiąć w pół, czasem rozpuszcza od łez.

Czasem, jak dziś, w grudniu, kiedy wpadam w zaspy śniegu spacerując z psem, przywołuje wspomnienie dawnego życia, od którego robi mi się w środku ciepło. Zimowe wypady A. z dziećmi na narty. Niedzielny chaos o poranku, termosy, kanapki, bawcie się dobrze, do zobaczenia wieczorem, paaa.

W dawno nieotwieranej szufladzie odkrywam całe mnóstwo brokatowych fiolek. Znowu ciepło. Brokatowa miłość młodszej B. rozsypywana kiedyś na schodach, potem roznoszona gołymi stopami po całym domu przez nią, psa, nas wszystkich. Zamykam szufladę, potem oczy. Zostaję tak na chwilę z różowo – złotymi drobinkami pod powiekami.

Kiedy zdamy sobie sprawę, czytam, że każdego dnia mamy 86 400 sekund i kiedy one znikną, to znikną naprawdę, stajemy się bardziej świadomi wartości czasu.

A jednak często po prostu siedzę i pozwalam mu płynąć w zdziwieniu tego, w czym i kim jestem. Tyle strat za mną. Tych najtrudniejszych.

Przez ostatnie kilka miesięcy pozwalam sobie być bez żadnych zastrzeżeń i oczekiwań. Nie poganiam tego, co trudne, w skuleniu na kanapie odczuwam ulgę tak samo, jak w skupionym oddechu. 

Daję sobie ten czas, jestem w nim, moje dziesiątki tysięcy sekund przepływają przeze mnie i obok mnie i stają się plastrem, który składa i skleja mnie od środka.

Na nowo. 

Czasem jestem ciekawa, kim będę, kiedy to, co rozsypane ułoży się w jakąś nową całość.

Co nie będzie miało już znaczenia? A co jeszcze bardziej? 

W grudniu w soboty rano zabieram ze sobą kawę w szklanym kubku i wychodzę z psem na spacer. Stoję na środku łąki i pozwalam sobie marznąć, czuć życie, wciągane mocno do płuc powietrze.

Ilu sekundom w swoim życiu pozwoliłam odejść, nie nadając im znaczenia? Ilu milionom sekund?

Nie wiem.

Jutro i kiedy znowu dni staną się dłuższe pewnie znowu czasem zapomnę o tym, żeby je liczyć.

Zamartwię się na chwilę czymś bez znaczenia, pozwolę niepotrzebnie poprowadzić umysłowi.

Ale najczęściej zatrzymam się w jakimś zachwycie, zdziwieniu, zachłyśnięciu tym, co między słowami, pod skórą, wydychanym powietrzu. 

Nie pospieszę się już do tego, co na zewnątrz i co w cudzych oczekiwaniach. 

Zajmę się życiem, najlepiej jak mogę.

Na dzisiaj nie mam żadnego innego pomysłu na nie.

dobrego czasu.

xoxo,

a.

muzyka na dziś: arbour x drkmd: interstellar

Dziękuję, że jesteś moim Patronem. Twoje wsparcie jest wyjątkowe i dzięki niemu tworzy się już kilka nowych rzeczy.

Jeśli jeszcze nie jesteś, zapraszam Cię tu:

https://patronite.pl/agnesonthecloud

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!

Facebook