Wpisy

Listopad.

13 listopada 2021

Listopad.

Zdumiewa mnie, jak często zaglądam tej jesieni w kalendarz i jak bardzo chciałabym, jak dziecko mrużąc oczy i zwijając dłonie w pięści, umieć zaklinać czas. Żeby dni płynęły szybciej, żeby już się skończył ten rok. Żeby to wszystko się jakoś poukładało w środku, przeżyło. I jakby tu oszukać to, co musi się wykrzyczeć, pomilczeć, uleżeć. Niech to się wszystko odbędzie jakoś bez mojego udziału. Choć trochę.

Magiczne myślenie.

Pierwszego stycznia wszystko będzie inne. 

Niekoniecznie, prawda?

Stoję boso na chłodnych deskach tarasu, zanurzam stopy w liściach, których coraz więcej i więcej i wcale nie chce mi się ich zbierać i robić porządków. Jeszcze wpadam na pomysł przesadzania kwiatów, z worka z ziemią wyskakuje nagle mysz, maleńka jak pół mojej dłoni, chowa się w tych liściach przerażona.

B. opowiada mi od godziny o koleżance z klasy. C. jest straszna, o wszystkich mówi źle, o włosach J., że są kręcone i o jej ciemnej skórze, o B., że za dorośle się ubiera, ciągle komentuje to, jak ubieram się ja. Nie cierpię jej, nie cierpię! 

Podnosi głos, wymachuje rękami. Słucham coraz uważniej, zastanawiam się, o co chodzi w tym jej wybuchu. 

I nagle przychodzi to najważniejsze: i wszędzie, wszędzie tylko jej zdjęcia: byłam z rodzicami tu i tu i mój tata zabrał mnie tam i tam, och, mój tata jest taki wspaniały!

Chodzi o to, że ty taty nie masz?

Tak, płacze. Tak. 

I jeszcze o wszystko inne. O to, że zawsze myślałam, że jak jest się dobrym, to życie też takie jest. A ona, C., jest niedobra, krzywdzi innych i zobacz, nic się nie dzieje, u niej jest wszystko świetnie…

Jak mam mojemu dziecku wytłumaczyć życie tak, żeby zrozumiało i żeby właśnie tłumaczenie TEGO, co się zdarzyło, nie bolało tak bardzo? 

Że nie, kochanie, to nie jest tak, że bycie dobrym uchroni cię od nieprzewidywalności życia. I że życie wcale nie jest sprawiedliwe według naszych pragnień, choćby najbardziej szczerych i pięknych.

Że im dalej tym jest trudniej, im bardziej masz otwarte serce, tym bardziej może boleć. A jednak, mimo wszystko, nigdy go nie zamykaj?…

Nie mogę nic zrobić, moja mała B., tak po prostu czasem się zdarza. Nie mogę nic zrobić, córeczko. (Magiczne myślenie nie działa, mogę zapomnieć o pierwszym stycznia, uświadamiam sobie samej i próbuję się nie rozpłakać, tak bardzo próbuję się nie rozpłakać przy moim dziecku i nie nawalić). Mogę cię przytulić, kochanie, najmocniej jak umiem, to wszystko, co mogę.

Listopad. 

Miesiąc nieskończonej, czułej szarości nieba, w której można się schować i skulić. 

Na macie do jogi znowu zastaję psa w wianuszku wielkich śladów jej własnych łap. Siadam na poduszce obok i wydłużam oddech.

Potem piekę ciasto. Wiem, że może mnie boleć brzuch, ale chcę zjeść gorące, wtedy jest najlepsze, zawołaj mnie proszę, jak będzie gotowe. Nakładam na talerzyki, wołam, oboje zbiegają z góry.

Wyprowadźmy się stąd, mówi młodsza B., przecież też nie lubisz tego miasta, prawda? Tak, kochanie, też nie chcę tu być. Pomyślę, dobrze? – daj mi czas.

Czasem nie wiem, kim jestem. W jakimś życiu, które ciągle się przypomina i nowym, które jest mi obce, w którym szukam punktów zaczepienia i odniesienia. 

Nie wiem, jak być dobrą matką. Radzącą sobie matką. Znowu zapomniałam coś podpisać, gdzieś się spóźniłam. Otwieram rano okno, do pokoju wpadają liście z tarasu, zostawiam je i wychodzę. Po prostu.

Nie wiem, jak być radzącą sobie z sytuacją osobą. Nie odpisuję na wszystkie mejle i wiadomości, nie odbieram czasem telefonów, milczę, po prostu nie mogę, nie jestem w stanie. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, choć tak bardzo chciałabym ich mieć blisko siebie, właśnie teraz. Chciałabym się nie tłumaczyć i nie odpowiadać na pytania, chciałabym, żeby byli. 

A potem rano pytam kwiaciarza, czy mogę zrobić zdjęcie jego hortensji i wrzucam to zdjęcie na instagram i mam jakieś absurdalne poczucie przynależności i obecności ludzi wokół. I jestem tak bardzo wdzięczna za to. 

Chciałabym gdzieś istnieć, ale nie wiem gdzie. 

Może listopad jest właśnie od tego? Żeby nie wiedzieć i nauczyć się to uznawać? Że takie właśnie jest życie, dziejące się niezależnie od tego, co chcemy? Czego pragniemy i jak widzimy nasz ratunek? A może wcale nie o ratunek chodzi, a o nie same. O życie?…

Nie wiem.

Wiem. Ale ta praktyka jest czasem bardzo trudna. 

muzyka na listopad: aviino: such great heights

Dziękuję, że jesteś moim Patronem. Twoje wsparcie jest wyjątkowe i dzięki niemu tworzy się już kilka nowych rzeczy.

Jeśli jeszcze nie jesteś, możesz dołączyć tu:

https://patronite.pl/agnesonthecloud

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!

Facebook