Wpisy

Osiem lekcji uważności na trudny czas.

5 czerwca 2021

Osiem lekcji uważności na trudny czas.

1.To, czego się nauczyłam w tych wymagających ostatnich miesiącach to to, że żaden z moich snujących się samodzielnie w głowie scenariuszy nie spełnił się. Żadne z wyobrażeń kolejnego dnia, tygodnia, czasem dalekiej przyszłości, jeśli tylko ulec pogoni niecierpliwych i wyprzedzających zagrożenia neuronów, nie stał się rzeczywistością. 

W nawet, wydawałoby się, najgorszym momencie, moje kino w głowie pozostaje tylko kinem i wyobraźnią, a potem dzieje się tak, jak się dzieje, według kosmicznego porządku, o którym niewiele wiem. A wobec którego nie pozostaje mi nic innego jak tylko to, co się dzieje, uznać, choć wydaje się to czasem ponad siły. 

Ale uznanie oznacza ulgę. I brak lęku.

2. Nauczyłam się, że w trudnym czasie najlepsze, co można dla siebie zrobić, to nie uciekać przed tym, co przychodzi, co się w związku z tym czuje. 

Wyparte powróci i zwali z nóg. Przyjęte i przeżyte odejdzie samo, a to, co pozostało rozsypane, da się poskładać. Uczę się robić to z czułością, pamiętając o sztuce kintsugi.

3. Wiem, że jeśli wezmę na siebie za dużo i nie uważam, moje ciało będzie mnie budzić w nocy, milcząco i boleśnie informując o swoich granicach. Ciało to czuły życiowy przewodnik, który jednak domaga się uznania swojego istnienia.

Ciało to również dobry nauczyciel. Jeśli potrzebuję odpowiedzi, idę w miejsce gdzie jest cicho, zadaję pytania i słucham, co mają mi do powiedzenia brzuch i tętno.  

4. Dobrze jest zapamiętać przeżyty kiedyś – dosłownie cieleśnie i na poziomie umysłu – stan spokoju i przywoływać go wtedy, kiedy brakuje uziemienia. W samym środku złych wiadomości i zdarzeń, wyjść z ich objęć i wsunąć się do środka tego, co było dobre i kojące, przypomnieć sobie to i o(d)żywić się. Pomaga przetrwać.

5. W każdym sprowadzeniu się do tu i teraz udaje się odnaleźć santoshę, obfitość, radość, coś, co jest dobre, coś, co wyznacza kierunek kolejnemu dniu. Życiu, nawet jeśli trudno jest tak daleko spoglądać. 

Nawet jeśli jest się w samym środku rozpadu dotychczas poukładanego świata. Nauczyłam się nie wychodzić z łóżka bez tego minutowego zatrzymania – co mam, co mnie karmi? I z tym wchodzić w dzień. I tak samo go kończyć.

6. Kiedy wydaje się, że nic straszniejszego nie może się już wydarzyć, dobrze jest wejść, krok po kroku, choćby najmniejszym, do codzienności. 

Podlać kwiaty, usunąć z nich suche liście, poskładać pranie, wyprowadzić psa, pokroić owoce, ułożyć w dwóch miskach, zanieść dzieciom, przytulić je. Krok po kroku. Nawet jeśli jest to krok najmniejszy z możliwych, bo na większy nie ma sił. 

7. I jeszcze przebłysk w każdym uziemionym tu i teraz, a potem jakaś chyba jedyna stała, że o tym właśnie jest życie. O uważności. O tej właśnie chwili, która się dzieje. Żadnej ciągłości, mimo tego, że tak się wydaje. Życie to chwile. Przejrzystości, radości, smutku, bezsilności, szczęścia. Jedne dla drugich jako punkt odniesienia. 

8. I jeszcze przekonanie, że wszyscy jesteśmy gwiezdny pyłem. I to jest piękne.

dobrego czerwca,

xoxo,

a.

TAGS

29 maja 2021

POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook