Wpisy

Zapiski z nocnego stolika.

29 stycznia 2021

Zapiski z nocnego stolika.

Nie mam ostatnio wiele do powiedzenia. Rzeczywistość wymusza na mnie twarde ustalanie priorytetów i regularny czas na pisanie nie jest niestety na tej liście, choć jest mi to tak potrzebne. Czasem zapisuję coś przed snem na małych kartkach, które w dodatku słabo się kleją i potem zbieram je rano spod łóżka i biurka.

Jestem w momencie, w którym wiem, że pewne rzeczy nigdy się już nie wydarzą tak, jak miało to miejsce jeszcze kilka miesięcy temu. Ostatni raz miałam pomalowane rzęsy trzeciego października. W sobotę, w którą A. zabrano do szpitala. Od tamtej pory za często trę oczy, a ja nie mam i nigdy nie miałam wodoodpornego tuszu. 

Co za absurd, że w skrajnie trudnych sytuacjach akurat takie rzeczy nabierają nagle znaczenia. Tak jak picie kawy z tej samej filiżanki, codziennie, choć wcześniej było to obojętne. Ale teraz ma. Jakbym w tym małym nawyku znajdowała całe poczucie bezpieczeństwa, jakąś szczególną formę uziemienia.

Czasem w tygodniu myślę, że może odczaruję dawne leniwe soboty i poświęcę sobie czas przed lustrem starannie malując włosek po włosku górnej powieki, najpierw prawego, potem lewego oka. Ale dawne soboty nie wrócą. 

Na moim biurku, na pudełku w chmury, stoi maleńki posąg Buddy, żeby przypominał o tym, że każdy smutek bierze się z niezaspokojonego pragnienia, a więc wiele w tej kwestii zależy ode mnie. 

Na prawym przedramieniu wytatuowany mam okrąg, przypominający morską falę, okrąg enso, symbol wielu znaczeń. między innymi pustego i pełnego jednocześnie. Ale nad enso mam kilka gwiazdek, które przypominają mi też, są w pewnym sensie moim cichym wyznaniem wiary, że w każdym z nas jest kosmos, a ten nie ma końca. 

Kiedy życie przerasta, kiedy czasem siedzę skulona na łóżku i nie mogę się ruszać,  ta perspektywa przynosi ulgę, zabiera z przyzwyczajeń i nawyków myślowych i pozwala znaleźć spokój, mimo wszystko.

Wolność i wieczność zaczynają się zawsze poza umysłem.

•••

Mimowolnie, odwracam czasem głowę i zaglądam w przeszłość, do tego, co się w moim życiu zdarzyło, co przeżyłam tak, a nie inaczej, co było moim udziałem, co mniej. 

Dawno temu postanowiłam nie rozliczać  się ze sobą zbyt mocno i krytycznie – wydaje mi się, zakładając, że dobro własne i bliskich nam jest dla nas ważne, że każdy z nas stara się jak może. I że w danym momencie robi tyle, ile potrafi. To wiele ułatwia, ludzki świat, tak widziany, staje się trochę lepszym miejscem. I my dla siebie trochę bardziej łagodni.

•••

Długi, bardzo długi czas było mi trudno wybaczyć kilku osobom w moim życiu. Natrętnie i niepotrzebnie, marnując siły wracałam do tego, co mnie skrzywdziło. A potem przyszło olśnienie. 

Granice, których nie wyznaczyłam. Ja sama. Brak lojalności wobec samej siebie, a wszystko to z braku miłości własnej. Choćbyśmy nie wiem, jak daleko uciekali, nasze własne, niekochane dziecko zawsze o sobie przypomni i upomni się o tę miłość. To mnie krzywdziło. Nie ludzie. 

Dojrzałość zaczyna się chyba też wtedy, jeśli potrafimy mu ją dać, temu spragnionemu dziecku. A więc też dorosłemu sobie. I kiedy bierzemy całkowitą odpowiedzialność za siebie.

I teraz, kiedy już potrafię czasem patrzeć na siebie z czułością, stojąc przed lustrem wiem, że wszędzie może mi być dobrze i wszędzie może mi być źle, to zależy tylko ode mnie. 

I wszyscy ci dawni ludzie, z którymi było mi niedobrze i niewygodnie, zwyczajnie zniknęli. W jakimś sensie tu też zaczyna się wolność.

Podobnie jak w akceptacji. Ale to jest tak bardzo trudne. Na dzień dzisiejszy najtrudniejsze.

•••

Pierwszy raz w swoim życiu regularnie, przynajmniej raz w tygodniu piekę ciasta i ciastka. B.&B. wynurzają się wtedy czasem ze swoich pokojów zwabieni zapachem z piekarnika. 

Kiedy starszy B. z policzkami wypchanymi sernikiem, macha głową i pyta – jak ty to robisz, że takie pyszne, odpowiadam niezmiennie, od zawsze – z miłością, Kochanie. To było robione z miłością.

Więc mimo wszystko, niezależnie od tego, co się wydarza i że okna dzisiaj zalane są deszczem, nic przez nie nie widzę i ma tak padać przez najbliższe dni, zawsze i nieustannie można gotować, piec i robić wszystko w życiu z miłością. 

Wszystko inne jest drugorzędne.

xoxo,

a.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook