Wpisy

dwie grudniowe mantry.

19 grudnia 2020

dwie grudniowe mantry.

W tym roku, okazuje się, najcenniejszym i najczulszym doświadczeniem stały się dla mnie milczenie i zanurzanie się w ciszy. 

Kiedy wczesnym porankiem w ciemnej mgle słychać tylko własne kroki i świst wciąganego do nosa, a potem wędrującego do płuc powietrza, znika na chwilę wszystko inne. Rozpuszcza się. To, co trudne, nierozwiązywalne, to, co czeka na mnie za rogiem, a czego nie chcę, to, co jest i teraz czasami waży ciut za dużo. 

Kiedy w grudniu przechodzę pod drzewem, które ciągle jeszcze ma liście, zdumiewająco nieopadłe i brzęczące na gałęziach, zatrzymuję się, żeby ich posłuchać, przez chwilę staję się częścią tego krajobrazu. I to daje mi wolność. I koi.

Moja pierwsza mantra na grudzień:

Teraz jest zawsze. Przeczytałam  kiedyś u Sama Harrisa, rozprawiającego się z ludzką, nieustanną gonitwą za szczęściem. Zabrałam ze sobą to zdanie dawno temu, mocno do serca i kiedy zbyt daleko wybiegam w przyszłość, przypominam sobie, że nic innego poza mną i tym co słyszę i mówię w tym teraz nie istnieje. 

I oprócz tego, że dzięki temu te wielkie, czasem zbyt wielkie, przyszłe niewiadome przestają istnieć, jakość tego teraz staje się bardziej świadomym stanem. Co robię i jak reaguję na to, w czym jestem. A czego często nie mogę zmienić. 

To jedna z najcenniejszych praktyk tego roku – niezależnie od stanu uczuć, teraz, jedynie uchwytne, istnieje. Co z tym zrobię, zależy ode mnie. To kolejna chwila wolności – wybór jest mój.

Czekanie na lepsze czasy, na szczęście, na cuda, które odmienią rzeczywistość i nas – nic takiego poza nami się nie stanie. Wszystko wydarza się w środku nas samych. I odbywa się zawsze w kręgu życia, niezależnie od zaklinania rzeczywistości. I mimo krótkości dnia, krótkości oddechu i braku słońca uczy mnie codziennie tak trudnej akceptacji. I daje nadzieję.

Zaraz najdłuższa noc.

Ale przecież też mija. 

Potem dzień rozciąga się na nowo, o najmniejszy ułamek sekundy, ale jednak.

Skupienie w teraz jest zawsze obfitością istnienia i pomniejszeniem tego, co przerasta.

Zatem druga mantra na grudzień brzmi:

Kochanie, jestem tu dla ciebie, pisze Thich Nhat Hahn, mówiąc, że to najpiękniejsza mantra jaką można dać drugiej osobie. Jestem tu dla ciebie, czyli świadoma obecność, w której umysł, nawykowo rozproszony i pełen lęku i chaosu, daje się okiełznać i milczy. 

To obecność jak najcenniejszy prezent, który można dać, obecność, w której nie ma strachu, tylko nasza pierwotna potrzeba i zdolność do kochania. Żadnej determinacji i uzasadnienia przez działanie, tylko bycie, wyrastające ponad siebie. Bcie dla drugiej osoby, dla siebie, dla życia.

Jestem tu dla ciebie, teraz.

Powtarzam te dwie mantry codziennie i stają się moją rzeczywistością  tym trudnym, dziwnym czasie.

Wymagające naszego wysiłku, bo najbardziej lubimy być gdzie indziej, trwanie w chwili obecnej to nie zaklinanie rzeczywistości, ale praktyka, jak nie stracić sensu, kiedy życie czasem przerasta.

I najgłębsze doświadczenie, że jednak nic poza jego wartością, mierzoną wdechem i wydechem, dzielonym tak bardzo z ludźmi, których brak wywołuje tęsknotę, nie ma wielkiego znaczenia.

Tego Ci życzę na ten czas. Z całego serca. Świadomego trwania w teraz z bliskimi Ci ludźmi. To zmienia wszystko.

Dobrego przesilenia, dobrego wejścia w erę Wodnika, dobrych Świąt.

xoxo, a.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook