Wpisy

Kilka krótkich lekcji na jesień.

14 listopada 2020

Kilka krótkich lekcji na jesień.

Tyle wiemy o życiu i sobie samym, ile nas sprawdzono. Pamiętam, że pisałam już to zdanie. Kiedyś, w innym życiu. Dzisiaj jego znaczenie czuję do szpiku kości. 

Przez ostatnie kilkadziesiąt dni nowe życie mówi do mnie codziennie – sprawdzam cię. Poddaję się temu, dużo częściej niż buntuję, poddaję się temu głośno i z gniewem, czasem cicho i z pokorą, czasem idąc, czasem w skuleniu na kanapie, czasem szykując obiad, potem zbierając pozostawione na stole szklanki.

Patrzę na siebie w lustrze ze zdziwieniem. Przez ostatnie kilkadziesiąt dni wydarzyło się tyle, że jestem już lata świetlne od siebie samej sprzed końcówki wrześniowego lata.

Na dzień dzisiejszy odrabiam kilka jesiennych lekcji.

Nie bierz niczego za pewnik, nigdy, brzmi najkrótsza i tak trudna jednocześnie do przełknięcia lekcja, którą dostałam początkiem października. Wszystkiego tego się przecież nauczyłam już wcześniej, dawno temu, ale odłożyłam ten zeszyt na półkę i przykryłam stosami pięknych książek. A jednak tej lekcji zapominać nie wolno.

Ufać bez zastrzeżeń, że wszystko zawsze będzie tak, jak zapisane i wyklejone w pięknych kalendarzach, wydaje się być dorosłą, naiwną formą marzeń z intencją, że się spełnią. 

Czasem październikowa, słoneczna sobota pokazuje, że niekoniecznie. 

Druga lekcja, którą dostałam. to ta, że jedyne, co możesz mieć pod kontrolą, to siebie i swoją reakcję na to, kiedy nagle i bez zapowiedzi zastaje cię nowe życie, o którym nic nie wiesz i które bardzo dużo od ciebie wymaga.

Kiedy nagle nie widać żadnego sensu porannego wstawania, trzeba wyjść na świeże powietrze i głośno oddychać. Aż do zmęczenia. Czasem do płaczu. A potem wrócić do domu, zagotować wodę, obudzić dzieci, zrobić kanapki, pozbierać drobne z blatu w kuchni i wrzucić do słoika, który od lat magicznie nie daje się napełnić. I tak robić codziennie. To i jeszcze więcej, to, co widać na wyciągnięcie ręki. To, na co mam wpływ.

Dlatego – kolejna lekcja – nie puszczaj wolno umysłu, nigdy. W sytuacjach granicznych to nie jest twój przyjaciel. I naprawdę nic nie wie o przyszłości, a zajmowanie się przyszłością, o której przecież nikt nic nie wie,  jest jak aroganckie wróżenie z fusów.

Zajmuj się tym, dzięki czemu rośniesz. Dziś dopisuję – zajmuj się tym, co cię karmi, teraz. Rób to codziennie.

Bez ustanku, bez przerwy, bądź tu i teraz. Do zmarzniętych do bólu stóp, kiedy stoisz na ziemi, żeby poczuć, że jesteś. I do ściśnięcia serca, kiedy je składasz na nowo o poranku rozsypane na kawałeczki.

Jakie to jest niemożliwe nie przywiązywać się, kiedy kochasz. Jakie to jest niemożliwe nie płakać czasem w nocy. Z żalu, ze strachu.

Ale tak długo, jak możesz oddychać i kochać, masz wszystkie przywileje świata.

Cała reszta nie ma znaczenia, naprawdę.

dobrego weekendu,

xoxoxo, a.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook