Wpisy

Oswajam się z tobą, nowe życie. 

23 października 2020

Oswajam się z tobą, nowe życie.*

Kiedy przytrafia ci się coś, coś granicznego, co zmienia na zawsze wszystko, co było dotychczas znajome i uformowane, poranki zaczynasz od liczenia wstecz. 

Wczoraj o tej porze, przedwczoraj, w ubiegłą środę, tydzień temu było tak i tak… Chcesz tak bardzo zawrócić, choć przecież wiesz, że to nie zadziała. 

Dziesięć dni po tym, jak zbierałam na chodniku roztłuczone moje dawne, znane życie i siebie samą, liczenie wstecz przestało działać. Przestało zajmować mi głowę, żebym nie dostrzegała, gdzie jestem i że boli, cały czas.

Nagle stało się mocno tylko dziś.

Jest poranek, jest ciemno i nagle dawne życie stało się przezroczystym snem. Jestem w nowym. Nic o nim nie wiem, poza tym, że mnie często przeraża, tak wiele ode mnie wymaga. 

Wymaga na przykład siły. Tak dużo więcej niż zwykle. Niemożliwie dużo. Więc jej nabieram w wydłużonym oddechu. Żeby za chwilę wypełnić mnie zwątpieniem, aż do spuchnięcia.

Wymaga na przykład przyjmowania tsunami rozpaczy, która pojawia się nagle, którą zbieram gorączkowo i ścieram z twarzy, żeby w niej nie utonąć we wtorek po południu. Przecież jeszcze czekają na mnie do sprawdzenia zadania z matematyki i odpytanie z historii, nie mogę tak gorączkowo machać ramionami i zakrywać nimi twarzy.

Wymaga też na przykład to nowe życie chwili zapomnienia o tym, jakie jest, obce i ciemne i zanurzenia się po czubek głowy w październikowym słońcu. I przez ułamek sekundy, krótszy niż westchnienie, pozwala mi zastygnąć w poczuciu spokoju i zaufania. A potem w zaskoczenia, że tak można, też. Teraz. W strachu i niepewności.

Wymaga na przykład brnięcia w ciemności, a potem ślepnięcia od światła w wieczornej nadziei, że się to wszystko jakoś ułoży.

Przez ostatnie trzy tygodnie zdarzyło się tyle, że zastanawiam się, gdzie ja to wszystko pomieściłam. Jak mogłam. Jak można.

Można, pokazuje mi nowe życie, kiedy robię kawę i codziennie nalewam do tej samej filiżanki, choć nigdy wcześniej nie miało to dla mnie znaczenia. Ale ta filiżanka teraz to poczucie bezpieczeństwa, kotwica w nowym świecie, w którym jeszcze nie znam kierunków i stare, nowe rzeczy stają się obce albo przeciwnie, bardzo bliskie.

Można, kiedy nagle okazuje się, że od trzech tygodni jest mi nieustannie zimno, ale telefon, bo telefon w kieszeni to teraz też poczucie bezpieczeństwa, pokazuje wychodzone codziennie z psem jedenaście kilometrów.

Oswajam się z tobą, nowe życie. Mówisz mi codziennie sprawdzam. Ile we mnie wyczytanych mądrości i pięknych teorii, a ile praktyki. 

Mówię ci – trochę. Choć wobec twojej obfitości uczuć – niewiele. Uczę się wszystkiego, na nowo. Ciebie, siebie. Nie wiem nic na dzień dzisiejszy. Ani o przyszłości ani nawet o jutrzejszym dniu.

Wiem tylko, że piątku nie da się przenieść na inny dzień i robię to, co trzeba zrobić w piątek. Z oddaniem, czasem nadmiernym jak na prozaiczne sprzątanie porzuconych skarpetek, ale to dobrze zajmuje mi głowę.

Zasypiam potem, zresztą pierwszy raz w życiu, przy cichym dźwięku telewizora, który dochodzi z drugiego pokoju, pies pochrapuje mi co noc w stopach.

I choć niewiele o tobie wiem, nowe życie, to wprowadzam w ciebie nadzieję, musisz się nauczyć, że tu jest. Obecna.

Oswajam się z tobą, nowe życie. Choć to takie trudne.

 

dbajcie o siebie.

xoxo,

a. 

 

*Cztery tygodnie temu A. niespodziewanie znalazł się w szpitalu.  Jest po bardzo ciężkiej operacji. Czekam na jego powrót. Najbardziej na świecie. 

 

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook