Wpisy

Jakiej opowieści słuchasz?

14 sierpnia 2020

Jakiej opowieści słuchasz?

W noc perseidów leżymy z młodszą B. na ciepłej ciągle trawie i słuchamy opowieści sierpniowego nieba. I choć to trawa zaraz koło domu, a nie gdzieś daleko, w pięknym, wakacyjnym miejscu, jest dobrze. Każdemu widzianemu na niebie świetlnemu strumieniowi odpowiadamy wypuszczanym do góry marzeniem. Nasze marzenia są wielkie, bez granic, jak kosmos nad naszymi głowami.

Opowieści i ich język tworzą naszą rzeczywistość. Dosłownie. I określają nasz stosunek do świata. Również do siebie. 

Cały czas czytam „Pieśń ziemi”, Robin Wal Kimmerer, dawkuję sobie kilka akapitów, odkładam i wracam do niej, tak naprawdę chciałabym nigdy nie dotrzeć do końca tej książki, porusza mnie tak bardzo. 

Robin Kimmerer pisze o opowieściach, które nas tworzą, którymi żyjemy. O ich języku, który albo wyznacza granice naszego świata albo je usuwa, na pewno nie istniały one w językach rdzennych mieszkańców kontynentów. 

Pisarka ucząc się języka swoich rodziców i dziadków, języka potawatomi, odkrywa ze zdumieniem, że to język żywotności, język czasowników. Że wszystko w nim żyje. Jest. Istnieje. I ma swojego ducha. Rośliny, zwierzęta, skały, woda. Wszystko trwa, oddycha, pulsuje. 

Lista obiektów nieożywionych w słowniku potawatomi jest krótka – to przedmioty tworzone przez człowieka. 

Małe dzieci traktują rośliny i zwierzęta jak istoty żywe. Pochylają się nad nimi z uwagą i współczuciem, przenosząc na nie cechy przypisane nam, ludziom. Młodsza B. płacząc, zawsze mówi o swoich odchodzących przez chorobę albo starość rybkach, że umarły. 

Opowieść naszej kultury uczy nas języka innego, tego, który nadaje otaczającemu światu znaczenie przedmiotu, ograniczając na wyłączność podmiotowość tylko do gatunku ludzkiego.

Redukcja tego, co daje nam życie i jest życiem (rośliny z wody i światła stwarzają dla nas pożywienie, zauważa Kimmerer) do „czegoś”, stawia między światem, który nas tworzył i dał nam w ufności całego siebie, a nami granicę i otwiera drogę do bezrefleksyjnego korzystania z niego.

Żyjąca planeta a zasoby naturalne to nie jest to samo. Zwierzę a czująca istota to też nie jest to samo. 

O ile mniej bylibyśmy samotni w dzisiejszym świecie uznając, że wszystko, co nas otacza, słucha nas w swoim, specyficznym języku i w swoim języku czegoś nas uczy. Czegoś ważnego, pozwalając nam w pełni w tym świecie współuczestniczyć. Nie tylko brać.

W poruszającym wystąpieniu na TED, pisarka Chimamanda Ngozi Adichie, mówi o niebezpieczeństwie pojedynczej historii, o tym, kiedy jedna historia staje się jedyną historią. I kiedy przez ten i tylko ten pryzmat widzimy świat. 

Adichie opowiada, że kiedy przyjechała z Nigerii do Ameryki na studia, jej współlokatorka była zaskoczona, że tak dobrze mówi po angielsku. Kilka lat później recenzent jej powieści, profesor literatury stwierdził, że jej postaci są za mało afrykańskie. Nie będąc mieszkańcem tego kontynentu miał zdefiniowane wyobrażenie o jego cechach.

Ale pisarka opowiada też o sobie, że pochodząc z dobrze sytuowanej, nigeryjskiej rodziny, miała konkretne wyobrażenie o ludziach biedniejszych niż ona. Zawstydzona odkryła, że ludzie ci też mogą być szczęśliwi, że potrafią w swoich domach tworzyć piękne rzeczy.

Współczesne opowieści snują się na zamkniętej przestrzeni, ograniczonej przede wszystkim do nas, pojedynczych ludzi, wspólnoty stają się coraz mniejsze. Narratorzy tych historii, coraz bardziej lubią granice i jasne definicje, kto gdzie przynależy i kim jest. Kto powinien jaki być. I jak żyć. 

Nasze umysły lubią tego słuchać. Czujemy się bezpiecznie w powtarzalnych schematach.

Ale te opowieści zamykają nam serca.

I nie mówią wiele o otaczającym świecie. W zasadzie tylko tyle, co mieści się w uwodzącej nas opowieści o wiecznym wzroście. 

To opowieść o tym, co możemy zdobyć. I to te zdobycze, w przeciwieństwie do językowego świata potawatomi, stają się ożywione. Tak bardzo się do nich przywiązujemy, tak bardzo są dla nas ważne i przez nie często definiujemy siebie. Redukując przez to nie tylko świat, który daje nam życie do przedmiotu, ale także ludzi, nie mieszczących się w nazewnictwie opowieści, której nas nauczono.

Tymczasem wszystko jest ze sobą połączone. 

Sierpniowe niebo daje nam perseidy, my kosmosowi szczerość i piękno intencji naszych marzeń. 

Kora drzewa, skóra słonia i linie papilarne naszych palców zdumiewają podobieństwem. Podobnie jak uniwersalne pragnienie karmiącego i nakarmionego serca niezależnie od tego, gdzie przyszło nam być.

Adichie na koniec swojego wystąpienia mówi, że słuchając wielu opowieści, doświadczamy namiastki raju. 

Myślę cicho, że po prostu dajemy sobie możliwość najgłębszego doświadczania życia. 

Otwartości serca i ucha. 

xoxo, a.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Jesień i życioczułość.

25 września 2020

Graniczność.

19 września 2020

W kręgu.

11 września 2020

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!