Wpisy

Kilka myśli na kwiecień. Vol.2.

11 kwietnia 2020

Kilka myśli na kwiecień. Vol. 2

Nie przychodzili mi nic przełomowego i mądrego do głowy, co mogłabym złożyć w jakiś mądry i fantastyczny tekst tutaj. Łapię się na tym, że pozwalam ostatnio umysłowi robić, co chce. Kolejny tydzień w domu to pojedyncze chwile zwątpienia i – przyznaję – ukłucia poczucia bezsensu i braku znaczenia wielu spraw, również pisania, nie tylko tutaj, ale też książki, którą kończę. Komu to potrzebne dziś?

Ludzie muszą czuć się bezpiecznie, dbać o siebie i się kochać. Jakiekolwiek zaspokajanie umysłu to sprawa teraz drugorzędna i potrzebna dopiero wtedy, kiedy głowa jest wolna, a nie pełna lęków o przyszłość. Tak wiele rzeczy nagle traci na znaczeniu, zaskakująco. 

***

Przez całe swoje życie byłam przekonana, że nie potrafię gotować, tymczasem – szarlotka, dal z soczewicy, curry, ciasteczka czekoladowe, macham ze zdziwienia głową, bo niczego nie udało mi się zepsuć. Ile to się człowiek o sobie może dowiedzieć, siedząc w zamknięciu…

***

Wczoraj znowu trafiłam na absolut ciszy i pomyślałam, jakie to będzie trudne przyzwyczaić się do tego głośnego świata, który na chwilę zamilkł. Jak znowu zaczniemy się spieszyć, przemieszczać, latać, nie widzieć siebie nawzajem, szukając gorączkowo dawnego życia, które było znane i bezpieczne. 

Jaki świat jest spokojny, kiedy w nim nas nie ma. To chyba mój najsmutniejszy wniosek z tego dziwnego czasu. 

Wolałabym pozostać na zawsze i być częścią tego, co teraz rozkwita na zewnątrz. 

***

„Nikt z nas nie jest pojedynczym Ja i niekiedy owe różne JA w nas (złe, zalęknione, smutne) muszą zostać wysłuchane”. To cytat z jednej z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam.* Chciałabym, żeby się nie skończyła. Przyznaję, zaglądam do niej codziennie, między małymi radościami istnienia, którymi nieustannie zarażają mnie dzieci i pies, a dorosłym, późnowieczornym lękiem i czasem smutkiem.

***

Coraz częściej mówię „nie wiem”. Typuję, że będzie zdaniem roku i drogowskazem na przyszłość dla wielu z nas. 

To zdaje się najprostsza definicja życia.

***

Dziękuję jeszcze raz z całego serca narodowi gruzińskiemu za to, że wymyślił wino. Sądząc po braku na półkach mojego ulubionego z ziemi włoskiej, nie jestem sama z tą wdzięcznością.

***

Jak nam się nagle rozpuszcza ego w tym dziwnym czasie. Jacy jesteśmy zdziwieni, że cała pewność poglądów i przekonań kruszy się dzień po dniu.

Wszyscy mamy te same lęki i tę samą potrzebę miłości. 

I przerasta nas samotność, nagle tak widoczna, bo gnaliśmy do przodu nie dbając o siebie nawzajem. Nagle nie mamy sobie nic do powiedzenia. Nic o sobie nie wiemy. Więc może to dobry czas, żeby nauczyć się słuchać, również siebie: 

„Idź i zadbaj o siebie. Twoje ciało cię potrzebuje, twoje uczucia cię potrzebują, twoja percepcja potrzebuje się również. Twój smutek też potrzebuje, abyś go uznał. Idź do domu i bądź tam dla tych wszystkich rzeczy” (Thich Nhat Hahn)

Mamy czas, prawda? 

dbajcie o siebie. bądźcie razem. przytulam mocno.

xoxo.

a.

*Paul Gilbert, Choden, „Uważne współczucie”. Wspaniała lektura.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.