Wpisy

Czego mnie nauczyły ostatnie dwa tygodnie?

27 marca 2020

Czego mnie nauczyły ostanie dwa tygodnie? 

Raport z oblężonego miasta.

Większość z nas jest w tej samej sytuacji – siedzimy w domu, mamy dzieci, pracujemy zdalnie, robimy trochę za nauczycieli, animatorów i restauratorów i usiłujemy nie zwariować. 

Te dwa tygodnie, choć to czas krótki, dużo mnie nauczyły. Dziś krótki raport z oblężonego miasta, mam nadzieję, że któreś punkty, niektóre mocno pragmatyczne, niektóre  dotyczące stanu ducha, mogą okazać się dla kogoś przydatne albo chociaż wspierające.

1. Wprowadzenie struktury w domu, czyli określonych godzin, kiedy szkoła i lekcje, kiedy zabawa i zajęcia w podgrupach bardzo ułatwiają życie. Dobrze się samemu dyscyplinować, bo każde poluzowanie zasad rujnuje dzień. I dzieciom, i mnie. Poza tym taki wewnętrzny system daje spore poczucie bezpieczeństwa (dzieci) i jakiekolwiek poczucie sensu i sprawczości(dorośli).

2. Niestety początkowy optymizm, że oto nadrobię zaległości czytelnicze, nauczę się malować akwarelami i – co najważniejsze – skończę pisanie książki, zrewidował mi się już po trzech dniach. Przebywanie w domu praktycznie bez przerwy to inny stan umysłu i inny stan emocjonalny i coraz częstsze rozdrażnienie u wszystkich. Trzeba zatem po prostu założyć, że robimy tyle, ile się da, w takich, a nie innych warunkach. Potrzebne jest myślenie i współodczuwanie mocno kolektywne. Kiedy co chwilę przychodzą B&B z setnym pytaniem, prośbą, żalem i smuteczkiem, to jest to od teraz sprawa priorytetowa, nie cierpiąca zwłoki i moim zadaniem jest ogarnąć to, ponieważ oni nie radzą sobie z obecnym stanem (bolesny brak kontaktów socjalnych) tak, jak ja (introwertyzm mocno mnie wspiera).

3. W związku z czym cieszy mnie każde napisane zdanie. Kiedy nie mogę wejść głęboko w proces pisania, to robię notatki. Baby steps, progres jest. Wszystkie inne, budujące i kreatywne rozrywki typu nadrabianie mądrych, książkowych zaległości, które sobie postanowiłam, odstawiłam na bok. I to jest ok. Smuteczków w tym obszarze brak. Dorosły stan umysłu.

4. Otwarta i przejrzysta komunikacja, brak oczekiwań i świadomość, że jesteśmy w sytuacji absolutnie wyjątkowej i bardzo trudnej dla wszystkich. Trzeba to sobie powtarzać codziennie.

5. Dozór i marudzenie dzieciom, że za dużo w ich życiu telefonu, staje się wobec stanu rzeczy absurdalne. Szkoła, nauka, kontakty z innymi. Dziękuję ci, armio amerykańska, za wynalezienie internetu.

6. Mam dosyć mediów. Breaking newsów, żółtych pasków, dwudziestominutowych aktualizacji najnowszych wiadomości. Telewizor jest praktycznie wyłączony. Grubo o ponad połowę zmniejszyłam konsumpcję mediów społecznościowych, usunęłam ikonę Facebooka z telefonu. Uczucie wolności absolutnie bezcenne, choć przez pierwsze dwa dni miałam trochę fomo i syndrom odstawienia, co, nie przeczę, zaskoczyło mnie i było doświadczeniem zupełnie nowym.

7. W ubiegłą niedzielę, wcześnie rano, kiedy spacerowałam ze Sieną, było tak cicho, że słychać było tylko jej i moje kroki oraz wiatr. Przeżycie i bycie w takiej ciszy było dla mnie doznaniem najgłębiej duchowym i poruszającym. Polecam każdemu po prostu przystanięcie w nagle cichym świecie i pozwolenie sobie na poczucie rozpuszczenia się w czymś tak wielkim i pięknym. W zen istnieje chodzona medytacja, to idealny czas na praktykę jej. Wokół nie ma niczego, co mogłoby nas rozproszyć. 

8. Sytuacja, w której jesteśmy, obnaża mocno i nasze siły i słabości. Zaskakująco czuję przede wszystkim spokój i akceptację wobec obecnego stanu. Czasami jednak wieczorami bardzo łopocze mi na chwilę serce ze strachu, kiedy pomyślę o trudnej i niepewnej przyszłości finansowej, która nas z pewnością czeka. Ratuje mnie zen i praktyka uważności. Brak przywiązania. Dzisiaj. Tu i teraz. To jedyne, co istnieje.

9. Nic nie zastąpi lektury książki z papieru (no trochę tam jednak czytam wcześnie rano, kiedy wszyscy śpią…).

10. Młodsza B. miała za zadanie opisać jakąś osobę. Napisała o mnie. Że jestem superbohaterką. Starszy B. natomiast mówi, że ma matkę pitbulla, bo nie obchodzą mnie superważne misje online i to nie jest obowiązek uczestniczyć w nich, natomiast w domowym nauczaniu już tak. Well… Dr Jekyll and Mr Hyde, bywa.

11. Wspólne posiłki nabierają innej wartości. Podobnie jak kolektywne porządkowanie dawno zapomnianych szuflad.

12. Tyle rzeczy nagle straciło znaczenie. Zaskakująco minimalizują się potrzeby. Jakiekolwiek zakupy online nikomu ani razu nie wpadły do głowy. Wszystko, co potrzebne, mamy przy sobie.

13. Mimo izolacji obowiązują w domu stroje niepidżamowe. Mój ulubiony kosmetyk to bronzer, od razu jakaś taka bardziej słoneczna się sobie wydaję. W piątek fantazyjnie upinam włosy, w końcu zaczyna się weekend, hehe.

14. Coraz częściej mówię „nie wiem”.

15. Śmiech pomaga.

16. Mamy mimo wszystko więcej niż potrzeba, wiele więcej niż inni. Wdzięczność na każdym kroku.

17. Mam gęsią skórkę, kiedy moje młodsze dziecko snuje plany i zaczyna od: „kiedy już będziemy mogli znowu wychodzić z domu…”.

18. Piękne jest słyszenie i słuchanie ptaków.

19. Życie jest piękne. 

xoxoxo.

 

 

 

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.