Wpisy

Halo, tu ziemia.

7 lutego 2020

Halo, tu ziemia.

Tydzień temu notowałam o potrzebie drzew i uziemienia, a kilka dni później zatrzymuje mnie Alan Watts ze swoją głęboką, prostą mądrością zen: jeśli pójdziesz daleko, daleko do lasu i będziesz bardzo cicho, zaczniesz rozumieć, że jesteś połączony ze wszystkim.

Wiele razy przekonałam się, że im bardziej racjonalizuję, kalkuluję, ustalam za i przeciw, ulegam szybkości świata, zasiedzę się na dłużej w światłowodach i informacjach, tym bardziej staję się sobie obca. Stoję nagle zagubiona w kuchni, piję kolejną kawę i nie mam pojęcia, jak smakuje. Jestem bez kontaktu ze sobą i nie umiem nawet powiedzieć, jak się czuję i dokąd idę.

Zabieram psa na długi spacer, celowo bez rękawiczek i czapki, żeby poczuć chłód do szpiku kości i dowiedzieć się na nowo o sobie. Gdzie jestem? I gdzie są sensy?

Pies domaga się siłowania z gałęzią dłuższą niż ona sama, przewracam się na trawę, bo puściła swój wielki kawał drzewa i właśnie postanowiła pogonić ptaka. Niezmienna radość stworzenia na czterech łapach, gramolę się przy jej pomocy i otrzepuję kolana.

Halo, tu ziemia, witamy we własnym życiu.

Bez regularnych raportów i kontaktów z ciałem i własnym oddechem, często lądujemy tam, gdzie nigdy świadomie byśmy się nie wybrali. Przynajmniej ja, to już wiem.

I choć daleko mi do ustalania targetów, planów rocznych i wieloletnich, kontrolowanej produktywności i całej nowomowy rozwoju osobistego, to jednak lubię celowość własnego działania w jakimś własnym, minimalnym stopniu, nie obliczonym na sukces i kolejne mety, ale ze względu na dbałość i szacunek do drogi, którą codziennie przemierzam, tkając gdzieś jakąś własną historię.

Raz dziennie siedzieć razem przy stole, inaczej wszystko i wszyscy się rozłażą.

W sobotę śniadanie jest wielkie i słodkie, głośne i późne, potem kolektyw dziecięcy wyprowadza psa, kolektyw dorosłych ogarnia chaos przestrzeni.

Zapisywać, co ważne, co zatrzymuje, teraz i natychmiast.

Jak bierze na żale, rozglądać się i wyliczać, co się ma.

Nie czekać na lepsze czasy, samemu coś robić.

Pamiętać, że złość to oznaka bezradności.

Asertywności uczyć się od dzieci i psa, mają w tym mistrzostwo świata.

Uważność jest tak potrzebna, żeby wiedzieć, czym jest życie i żeby sensów nie zgubić.

Jeśli jednak jakiś Bóg faktycznie stworzył świat, zastanawia się młodsza B., to dlaczego nam się tyle niefajnych rzeczy przytrafia? Dlaczego na to pozwala? Maleństwo, odpowiadam, a kto powiedział, że życie jest po to, żeby nam nieustannie było dobrze i żeby było tak pysznie, o smaku waniliowym, jak twoje lody, które właśnie jesz? No nie wiem, mówi między jednym chrupnięciem czekoladowej polewy, a drugim.

Nie wzrastalibyśmy, gdyby nam ciągle było wygodnie, kochanie. Bycie na wiecznym haju byłoby na dłuższą metę chyba strasznie nudne. Tak mi się wydaje. No, w sumie,  i odchodzi ze wzruszeniem ramion i skupieniem nad lodem, to w końcu sobota i lody je się tutaj zawsze przed śniadaniem.

Wczoraj w sklepie rozmowa ze sprzedawcą o wyborze laptopa (stary, niestety odmówił współpracy, według oceny fachowca na zawsze). Przemiły człowiek objaśniał mi wspaniałości najnowszego procesora, który pozwoli mi jeszcze szybciej pracować, bo: po co czekać tę parę sekund. Również to tu, ulepszenie, mówi,  odczyta zamiary przy pisaniu i wskaże rozwiązania. Czekanie jest dobre, mówię, lubię pić kawę, jak pracuję, lubię trochę pomyśleć albo pogapić się w okno. Nie przeszkadza mi powolność. Uśmiechnął się zaskoczony. No w sumie… Racja…

Żyjemy w kulturze całkowicie zahipnotyzowanej iluzją czasu, w której tak zwana chwila obecna jest odczuwalna jako nic innego,  jak nieskończenie mała linia pomiędzy sprawczą przeszłością,  a absorbującą ważną przyszłością. Nie mamy teraźniejszości. Nasza świadomość jest prawie całkowicie zajęta pamięcią i oczekiwaniami. Nie zdajemy sobie sprawy, że nigdy nie było i nie będzie innego doświadczenia, niż obecne. Dlatego nie jesteśmy w kontakcie z rzeczywistością. 

I znowu Alan Watts. Z zapisków. Notes w szarej okładce. Prezent od młodszej B.

Czas.

Gdzie nam się śpieszy?

serdeczności,

xoxo

 

 

 

 

 

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Jesień i życioczułość.

25 września 2020

Graniczność.

19 września 2020

W kręgu.

11 września 2020

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!