Wpisy

Kilka myśli na babie lato.

12 października 2019

Kilka myśli na babie lato.

O poranku, na pierwszy spacer z psem, ciągle jeszcze wybiegam w krótkich spodenkach. Choć na wierzchu mam już długą kurtkę. Na trawie chłód i srebro już znowu pełnego księżyca, na drzewach złoto liści. Ze wszystkich pór roku jesień zatrzymuje najmocniej. Czasem aż zabiera oddech.

Babie lato. Strzepuję z głowy psa cieniutkie nitki. Może pajęcze. A może nicie życia, dopiero co utkane? Zostawiam je sobie na palcach.

To już ten czas. W ciche popołudnie chowam głęboko do szafy sukienki. Do zobaczenia, za rok. Kiedy znowu niczym nie trzeba się będzie martwić i mieć dzikie serce bez lęku.

••• 

Za osiemdziesiąt dni kończy się rok. Za osiemdziesiąt dni kończy się kolejna dekada. Co zrobiłam w tym roku? Co zrobiłam przez ostatnie dziesięć lat? Czy dobrze wykorzystałam swój czas? Ile go zmarnowałam? I jakie, czy też kogo, kryterium brać w tej kwestii pod uwagę? 

Może za bardzo się bałam, a może właśnie akurat? Marzenia mi się nie zmieniły, nie wiem, czy to dobrze, czy źle? Ale nie mam potrzeby zaglądać na drugą stronę lustra. 

Było tak, jak miało być. Zdarzyło się to, co zdarzyć miało i przyniosło, co miało przynieść.

Na dziś, pod koniec dekady, w centrum uwagi mam życie. 

Na dzień dzisiejszy nigdzie mi się nie spieszy.

•••

Uczę się, że kiedy mnie wszystko przerasta, zabieram się za najprostsze rzeczy. Nawet jeśli w głowie mam koniec świata i przez chwilę mapy pogody na jutro nie istnieją, zawsze trzeba obudzić dzieci i zrobić im śniadanie. Wyprawić w świat. Kocham was. Do zobaczenia. Wyprowadzić psa. Nakarmić rybki. Pozbierać pogubione skarpetki. Pościelić łóżka. Ubrać się. Spojrzeć sobie w twarz. Wyprawić siebie w świat.

I potem lęki rozpuszczają się w chłodnym powietrzu. I jedna rzecz i jeden moment prowadzą do następnej rzeczy i następnej chwili. I świat wokół staje się widoczny i jedyny, do jakiego można się odnieść. A potem w kształcie chmur widać mapy i linie horyzontu na następny dzień.

•••

Popołudniem zakładamy swetry i zabieramy psa nad staw pod miastem. Mimo słońca wkładam kalosze, z powodu słońca zakładam ciemne okulary. 

Po co co kalosze?, pyta zdziwiony A. Może będę chciała wejść do wody. Po co? Może  postać w niej chwilę po prostu. Po prostu sobie tak pobędę?

Stojąc na brzegu nabieram potem odrobinę wody do ręki. Zaciskam dłoń, za chwilę otwieram, nie ma w niej nic, prócz kilku kropel. 

To jak ze wszystkim, czego się trzymamy i co wydaje nam się, że do nas należy. Prędzej czy później zniknie, tylko palce pozostaną chłodne. Przez chwilę mokre. 

I dlatego, mimo wszystko, a może właśnie dlatego, trzeba kochać. To, co wywołuje skurcz w brzuchu, zawrót głowy, troskę i strach, co porusza, daje spokój, uczucie nieskończoności.

•••

Babie lato. 

Siadam na tarasie, owijam się swetrem. A. otwiera wino. 

Za nitki babiego latające w późnym słońcu, które ucieka już do innych, na drugą stronę. Za nasze zdrowie. Za życie. Za wszystko, co się przytrafia i czego możemy doświadczyć. 

Niech trwa, jeszcze trochę, wysyłam w kosmos.

dobrego czasu,

xoxoxo

TAGS

18 października 2019

POWIĄZANE WPISY
25 pięknych rzeczy.

15 listopada 2019

Zanurzenie.

8 listopada 2019

Alfabet na nowe czasy.

2 listopada 2019

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.