Życie w zachwycie.

Alfabet na lato.

27 czerwca 2019

Alfabet na lato.

Chciałabym napisać coś mądrego, ale jestem przytłoczona końcami świata, których pełno wokół. Ostatni czas wykluczył mnie na dłuższą chwilę z poczucia sensu i sprawczości, ilość zła zalewającego świat przerosła mnie. Dosłownie. Nie mogę czasem oddychać.

Na dzień dzisiejszy ogłaszam, że wrażliwość do najgłębszej komórki ciała jest bardzo, bardzo niefajna i ja rezygnuję.

Poproszę jakąś amnezję, brak świadomości i empatię komara.

Nie wiem, jakie lato będzie za rok. Nigdy nie zaglądam tak daleko. Zabiera mnie to z teraźniejszości. Najdłuższy dzień roku właśnie za nami. Skończyło się jing, weszliśmy w jang. 

Czerwiec odchodzi, zaraz przyjdzie lipiec, rozgrzany, hojny sybaryta, rozdający obfitość wszystkiego, co zmysłowe i letnie. Po nim sierpień, dyskretnie zwalniający, zatrzymujący nas nocami na widoki spadających perseid, dający nadzieję, dzięki życzeniom wypuszczanym w kosmos.

Na kartkach zapisuję wczesnoporanne i późnonocne myśli, notuję skrawki sensów. Potrzebuję wsparcia i wiary, że gdzieś istnieje dobro i ratunek. Układam te kartki na biurku, zostawiam na kanapie, czasem podnoszę z podłogi, ukradzione przez przeciąg w pokoju z wyjściem na taras. 

Wychodzi mi z tego alfabet na lato. I może i na nowe czasy. Jeszcze niepełny, ciągle się tworzy.

Kilka ważnych słów i pojęć. Mam nadzieję.

 

A jak akceptacja. Że nie na wszystko mam wpływ. Że nie uratuję całego świata. Ale mam spory wpływ na jakość życia własnego i wokół siebie, tym bardziej, że z racji kontynentu, na którym mieszkam, mogę się czuć uprzywilejowana. Mam dużo i mogę naprawdę dużo.

B jak bezczynność. Jest też decyzją. I zgodą na brak zmiany. W każdym wymiarze. Własnego rozwoju, jak i tego, co nas otacza.

C jak czas. Nie da się zapasteryzować, ani odłożyć w słoiku na później. Dlatego warty jest codziennych, przemyślanych decyzji, na co go poświęcać. 

C jak cierpliwość. ”Sztuka potrzebuje czasu. Monet uprawiał ogród, zanim go namalował” (Atticus).

D jak dobro. Jeśli nie wiesz, co robić, rób dobro. Najlepiej codziennie, nawet w minimalnym wymiarze. „Dopóki można, dopóki żyjesz, czyń dobro” (Marek Aureliusz). Dzisiejszy świat najbardziej potrzebuje właśnie tego. 

D jak dystans. Do siebie, do tego, czym karmią nas media, politycy, do tego, co pokazuje świat mediów społecznościowych. 

E jak entuzjazm. Czyni świat lepszym, pozwala nam rosnąć.

F jak filozofia. Czytanie jej, studiowanie bez końca uczy, że nie na wszystko jest odpowiedź, ale koi lepiej niż filtrowana rzeczywistość fejsbuka, w której pozornie jest odpowiedź na wszystko

I jak intuicja. Wierna towarzyszka, lojalna i raczej się nie myli.

K jak kwiaty. Kupuję ostatnio już przecenione w supermarkecie. Zabieram je do domu, zanim wylądują w kontenerze na śmieci, pozwalam im przeżyć swoje kwiatowe życie, uschnąć, zrzucić z godnością płatki.

K jak kojot. Twórca świata według Indian Ameryki Północnej. Przeciwnik dualizmu, opiekun ciekawych, prześmiewca, lis – przechera, nie ma ochoty na głoszenie końca świata i raju po śmierci. W jego orzeczywistości nieustannie coś się stwarza, zaskakuje. Dobro okazuje się czymś, co powstaje nawet z rzeczy pozornie bez cnoty.

L jak ludzie. Ciągle wierzę, że jest wiele dobrych. Dużo takich spotykam. Nawet w internecie, który wydaje mi się coraz częściej epicentrum wszystkich najgorszych ludzkich cech.

Łagodność. Pisałam o niej wczoraj u siebie na –  instagramie – .Ważne, zapomniane słowo.

M jak miłość. Stąd tyle nienawiści. Ludziom brak jest miłości. Również do siebie. Dlatego hejtują. Tych odważnych, innych, tych, którzy są szczęśliwi. 

M jak minimalizm. Mniej zakupów, mniej posiadania, mniej porównywania się, mniej hałasu, mniej tłumów. Mniej.

N jak nadzieja. Wcale nie matka głupich. Nadzieja to działanie. Niezależnie, czy z happy endem, zawsze czyni świat odrobinę lepszym. Tak samo, jak nasze życie. „Mam nadzieję dotrzeć do mojej śmierci późno, zakochany i lekko pijany” (Atticus).

O jak oczekiwania. A raczej ich brak. Ile pięknych rzeczy dzieje się nagle w życiu, jeśli niczego nie oczekujesz.

P jak prostota. „Upraszczać, upraszczać, jeszcze raz upraszczać”, pisał dawno temu Thoreau spacerując w swojej leśnej głuszy. Nasze potrzeby są proste: gdzieś przynależeć i być kochanym. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy wydaje nam się, że „mieć” może świetnie zastąpić „być”. 

R jak radość. Z małych rzeczy. Jest lato. Rano budzą mnie ptaki. Mam gdzie się schować przed słońcem. Ktoś na mnie czeka, ja na kogoś. I jeszcze milion innych małych rzeczy, które są powodem do radości. „Małe rzeczy? Wcale nie są małe” (Jon Kabat Zinn).

S jak samotność. Ta z wyboru, czasem na chwilę, żeby zanurzyć się w siebie. Odnaleźć kolejne ważne s, jak spokój.

T jak tu i teraz. Wyglądać w przyszłość co najwyżej do zachodu słońca. Co jest dziś najważniejsze? A co, jeśli jutra nie będzie?

U jak uważność. Pełna świadomość chwili. Codzienna praktyka. „Kiedy jem truskawki, moja tragiczna koncepcja świata unicestwia się w zachwycie, że jem truskawki” (A. Świrsz­czyń­ska).

W jak wiara. W siebie. Że możemy być lepsi. „Wierzę w las, wierzę w łąkę i w noc, w czasie, której rośnie zboże” (Thoreau). Mrok jest dobry.

W jak wolność. Cornel West stworzył pojęcie „jazzowego bojownika o wolność”. West definiuje jazz jako „nie tyle pojęcie określające formę muzyczną, ile sposób bycia w świecie, improwizacyjne, proteuszowe, płynne i elastyczne podejście do świata, podejrzliwe wobec postaw typu albo albo”.

Jestem jazzowym bojownikiem o wolność. Tym, spod znaku kojota.

W jak wieczność. „Wieczność jest słońcem wymieszanym z morzem” (A. Rimbaud). Marzy mi się tego lata. Tak bardzo…

W jak wrażliwość. Uh. „Nie możesz żyć, kiedy jesteś niedotykalny. Życie jest wrażliwością, podatnością na zranienie”. (É. Boubat, zdjęcia, zdjęcia, które – robił – …: )

Z jak zen. Wszystko i nic. Żadnych podziałów. Mądrość i brak myślenia. Trwanie i nieistnienie. Szacunek do każdego istnienia. Odpowiedniość, wielka nauka zen. Przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest i w chwili, w której jest. 

Z jak zdumiewająca prostota myśli Ryōkana:

nie rób niczego połowicznie

nie jedz za dużo

nie obiecuj zbyt wiele

nie wypowiadaj się na temat, na którym się nie znasz

nie mów ostrym tonem tego, co możesz wypowiedzieć łagodnie

nie budź śpiącego

Z jak ziemia. Na dzień dzisiejszy zdaje się, że jest tym, co powinno nas bardzo obchodzić.

 

Dobrego weekendu. 

Uściski. 

xoxo

#earthloveandrockandroll

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.