Rozwój Życie w zachwycie.

Zen i sztuka układania kwiatów.

12 stycznia 2019

Zen i sztuka układania kwiatów.

W zimowe, krótkie dni zakopuję się w książkach. Jedna w torbie, dwie przy kanapie, blisko jej lewego, ulubionego rogu. Kilka patrzy z naprzeciwka, uzbieranych na regale. Nowy rok witam lekturą sztuki układania kwiatów i pisania chińskich liter. Po lekturze dwudziestu jeden lekcji dla naszego wieku Yuwala Harari natychmiast potrzebuję czegoś, co do czego mam pewność, że mnie nie zalgorytmizuje i nie wyliczy na podstawie długości zatrzymywania się na fejsbuku, co bardzo lubię, a co mniej i tym samym nie przejrzy mnie na wylot.

Zasadniczo, czytam w Drodze zen, pierwsza reguła sztuki Dalekiego Wschodu mówi, że jakikolwiek pośpiech jest zgubny. Pośpiech gubi wszystkie sensy. W momencie, kiedy na horyzoncie pojawi się cel, ćwiczenie się w jakiejkolwiek sztuce staje się niemożliwe. Chodzi o skupienie, praktykę, poczucie jednocześnie i początku i końca w każdej, maleńkiej chwili. Cel wszystko to rozmywa.

Jak to ze mną rezonuje, choć żadnej sztuki przecież nie uprawiam, może poza ćwiczeniem niewzruszoności wobec rzucanych każdego popołudnia butów, plecaków i kurtek, centralnie, na środku przedpokoju, razy dwa. Wieszak, mantruję łypiąc z kuchni, plecaki na szafkę, buuty, przedłużam u, żeby dotarło i zasadziło się w świadomości i może tam zostało. Ponoć potrzeba dziewięćdziesięciu dni na wyrobienie nowego nawyku, ktoś chyba badał to u dorosłych, bo nie u dzieci, u moich na pewno nie. Moje są odporne na amen.

W tym roku po raz pierwszy od wielu lat nie kupiłam kalendarza, nie spędziłam żadnego wieczoru z Pinterestem w poszukiwaniu tego idealnego, po to tylko, żeby go następnie ze zdziwieniem odkryć w maju, w przypływie chwilowej motywacji do zapisywania myśli i przedsennych idei.

Cele zabierają życiu treść, czytam dalej. Jak to się ma do naszej kultury, gdzie rozrysowujesz i odhaczasz, nagradzasz się za osiągnięte odcinki specjalne i koniecznie przecież w coś powinieneś celować?

Celując nie widzisz drogi, umyka ci moment przyjęcia, akceptacji i bycia w chwili, w której właśnie jesteś. Nie chodzi o moment zdobycia góry, ale o to, co mijamy, czego doświadczamy.

Chowam wszystkie smutki świata ubiegłego roku pełnego rozczarowań i naiwności, ciągle tej samej, pełnej wiary i ufności w ludzi. Zdaję się, że się tego nigdy nie oduczę, wieczorami zbieram resztki połamanych piór i próbuję jako tako poskładać w całość, na sznurku zawiesić ponownie na plecach.

Za celami, mimo woli, zawsze postukują jakieś oczekiwania. Tak mi wynikło z własnych doświadczeń. Więc może jednak oddać ten rok filozofii sztuki dalekiego wschodu, gdzie malowanie liter staje się jednocześnie pięknym malarstwem, misterne kreślenie pędzlem zakrętów i prostych wyzwaniem samym w sobie, bez czekania na doskonałość?

Sztuka układania kwiatów jest doświadczeniem cierpliwości i nauką pokory, kiedy łodygi wyginają się po swojemu. Kiedy kończy się ich ludzka piękność trzeba pozwolić im zwiędnąć, dać im czas, nie biec od razu po nowe.

Może o to chodzi, żeby się zatrzymać i nie chcieć więcej? Nie pytać po co i dlaczego ta naiwność, tylko szukać treści w tym, co się właśnie otrzymuje, co z tego, co się stało, wyniknęło. Nie przeklinać, że nie wyszło, niczego nie zakładać i iść z gwiezdnym pyłem wierząc, że to kumpel i wie, jak prowadzi droga.

Trudność naszej kultury polega na tym, że spieszymy się tak, że nie potrafimy odczuwać.

Kiedy się nie spieszysz, dopiero wtedy, widzisz wszystko, co cię otacza. Nagle jest pełno treści. Podróż cieszy nie dlatego, że widzi się jej koniec, ale dlatego, że coś zaskakującego się nam w niej przytrafia.

***

Spaceruję w ciemnościach z psem, daję się jej prowadzić wąską ścieżką. Ogląda się, czy na pewno za nią idę, ufna bez granic swojemu nosowi, wielkiemu i pysznemu jak trufel. Mroźna cisza zagląda w uszy, łaskocze. Słucham, głośnego w rozrzedzonym powietrzu, dźwięku psich łap i swoich kroków. Słyszę swój oddech, tak zaskakująco przejrzysty. 

Jestem. Bez zaprzeczenia. Bez pytania.

Przez chwilę, nie dłuższą niż wydech powietrza z moich płuc, zdaję się rozumieć, czym jest zen. Że sekret życia, jak w sztukach z Dalekich Wschodów, leży w codziennym kroku, a nie w ich sumie. 

Takie proste.

***

Jutro rano kupię świeże kwiaty. 

***

Ściskam.

xoxo

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.