Życie w zachwycie.

A może zamiast selfie ubuntu?

4 stycznia 2019

A może zamiast selfie ubuntu?

31 grudnia pod wieczór siedzę pod kocem na kanapie. Jestem w moim kochanym mieście, ciężkim od deszczu, który pada tu od kilku dni. Mój pies z wielkim nosem i sercem, większym niż zdolne jest pomieścić jego ciało, czule pochrapuje obok i od czasu do czasu sprawdza jednym okiem, czy jestem. 

Zamiast oczekiwać z nadzieją nowego roku i cudów, których pełne są spisywane i wypowiadane w gwiazdy postanowienia noworoczne, zasmuca mnie do łez świat, o którym czytam w mądrych tekstach podsumowujących ten rok. Pełno w nim na nowo odrodzonych Makbetów idących prosto w kierunku końca świata.

Zaglądam na portal opiniotwórczej gazety, pod którym oceany nienawiści niezależnie od tematu. Czytam słowa skrajne, bijące po plecach, na oślep. Widzę najeżone litery z łokciami rozłożonymi na boki, stojące po dwóch stronach bram wszechświata, których strzegą wojownicy ego tak wielcy, jak kompleksy tych, których bronią.

Przygniata mnie rozmiar skrajności i obojętność na to, co jest między nimi.

Naprawdę tacy się staliśmy?

Granice mojego języka są granicami mojego świata, przemyka mi przez głowę słynne zdanie Wittgensteina.

Granica to zamknięcie, także siebie. Na świat. I ludzi.

Słowa naszego języka są obrazami nas samych.

••• 

Wieczorem spaceruję wśród mokrych liści i choć w parku tylko przydymione światła latarni, widzę obfitość kształtów i kolorów. Ciemność nie jest tylko zamkniętym rzeczownikiem, są w niej nieskończone niuanse szarości. Oddycham mocno przez nos, zaglądam ludziom w okna, w których niezależnie od religii i statusu, mieszają się te same uczucia i emocje. Powstałe w relacji z innymi. Nawet samotność nie istnieje bez drugiej osoby.

Niezależnie od koloru firanek, które nas oddzielają od innych, jesteśmy tą samą energią, misterną, subtelną układanką atomów. Związani z innymi ludźmi oddychamy tym samym powietrzem. Związani z ziemią, związani z wodą, którą nam daje.

Ubuntu, mówią patrząc w niebo rdzenni mieszkańcy południowej Afryki.

Ubuntu, piękna, prosta filozofia człowieczeństwa. 

Jestem człowiekiem dzięki innemu człowiekowi, objaśnia. Abym powstał potrzeba dwóch osób. Nikt nie przychodzi na świat sam z siebie.

Jak bardzo o tym nie pamiętamy.

Ubuntu mówi, że wszyscy jesteśmy ze sobą związani. Istniejemy dzięki sobie. Każdy, kto pojawia się w naszym życiu coś w nim pozostawia. 

Ubuntu to współodczuwanie. Jest mi dobrze, ponieważ wiem, że dobrze jest także tobie. Jeśli coś mam, dzielę się tym z tobą. Radość przeżywana z kimś jest piękniejsza, rośnie, udziela się innym. Smutki niesione razem są lżejsze.

Ubuntu to szacunek, wdzięczność, to bycie częścią kosmosu.

Żyjemy w kulturze, w której coraz mniej liczymy się my sami, coraz więcej nasze ultraego, odmieniane przez wszystkie przypadki. Mamy się samorozwijać, samodoskonalić, samostanowić, filtrując nasze lęki wypuszczamy w świat doskonałe, nigdy nie skaleczone smutkiem selfie.

Głównym źródłem cierpienia jest przywiązanie, mówi buddyzm, również do siebie samego. Studiując nasze ego na wszystkie możliwe sposoby nie będziemy wcale szczęśliwsi. Zamknięci na siebie biegniemy do iluzji doskonałości. Skupieni na własnych problemach nadajemy im jeszcze większej wagi.

Tymczasem wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, by z zaskoczeniem stwierdzić, że każdy z czymś się zmaga. Mniejszym i większym, obciążającym duszę i serce. 

Ubuntu to różnorodność. Między a i z jest kilkanaście liter. Między czernią i bielą leży ocean kolorów. 

Zrób codziennie coś dobrego, nawet najmniejszego dla kogoś i nagle nawet w chwili największego zwątpienia okaże się, że zawsze jest sens, o który można się oprzeć, nawet jeśli wali się świat. Bądź dobry i zaskakująco dostaniesz od świata to samo.

Afrykańskie przysłowie mówi, że jeden patyk z miotły złamać łatwo, zebrane wszystkie razem dużo trudniej. 

W kulturze, w której proporcjonalnie do naszego stanu posiadania rośnie też nasza samotność i zagubienie, bądźmy ubuntu.

A jeśli już koniecznie selfie, to tylko grupowe. Bez filtrów, utrwalając chwilę szczęścia w byciu z innymi.

Pięknego roku. Pełnego czułości i bliskości z ludźmi.

Serdeczności.

xoxo

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook