Życie w zachwycie.

Nie masz obowiązku być takim jak wczoraj.

19 grudnia 2017

Nie masz obowiązku być takim jak wczoraj.

Jest takie miejsce nad rzeką, które lubię wyjątkowo. Wiele lat temu mieszkaliśmy tam, kiedy B&B byli jeszcze w kosmosie, a lipcowe imprezy na trawie kończyły się beztrosko o świcie. 

Teraz przyjeżdżamy tam latem z dziećmi, oni skaczą z pomostu, a ja mrużąc oczy zamykam kolejny, słodki rok życia mocno w pamięci.

Wczoraj pojechałam tam sama, potrzebne są mi długie chwile samotności, kiedy przerasta mnie miejska codzienność i w jej pośpiechu nagle umyka mi to, co najważniejsze.

Bycie dorosłym to taka książka, w której najczęściej powtarzają się dynamiczne słowa nie znoszące sprzeciwu. Muszę, powinienem, trzeba. Które są często naszym własnym wyborem.

Projektujemy sobie tempo życia, jego sposób, status i im więcej tych muszę i powinności, tym mniej słychać, czego naprawdę nam potrzeba, czasem nawet kim jesteśmy. A punktem odniesienia do tego często wcale nie jesteśmy my sami.

Kim jesteś, zanim świat powiedział ci, kim powinieneś być? 

To zdanie Charlesa Bukowskiego zawsze mnie zatrzymuje, przynosi smuteczek i chociaż zaglądanie w przeszłość to nie jest dobry pomysł, widzę ilu wyborów dokonałam licząc się bardziej ze światem na zewnątrz niż ze sobą samą.

Jesteśmy od dzieciństwa projektowani na życie, w którym empatia łączy się z drugim człowiekiem, nigdy z nami. Nie uczy się nas empatii do siebie, która bezbłędnie wyczuwa, kiedy ktoś przekracza nasze granice albo kiedy pewnymi decyzjami krzywdzimy siebie samych. Tej empatii, dzięki której można sobie bez wyrzutów sumienia czasem coś odpuścić i nie rozpatrywać latami, że wtedy się nie dało rady.

I chociaż jedynym, co się odbywa jest uważne życie tu i teraz, czułe wyłapywanie esencjalności chwil, to dobrze czasem z nadzieją spojrzeć w przyszłość. Co pewnie wielu z nas robi, bo zamykamy kolejny rok i zbieramy własną listę życzeń.

Nie mamy obowiązku być takimi, jak wczoraj. 

Co oznacza, że nie jesteśmy przypisani do własnej przeszłości, decyzji, może czasem smutnych historii, może tych, które nigdy nie powinny się były wydarzyć. 

Nie mamy obowiązku myśleć o sobie tak, jak jeszcze wczoraj wieczorem. Że się nie uda, że ktoś za nas pisze nas scenariusz i że nie mamy pomysłu na własne życie i nie mamy wcale wielkich marzeń, które zaprowadzą nas do sukcesu.

Czterdzieści procent naszych wyborów ma charakter nieświadomy. Wielu z nich dokonujemy, bo tak wypada. Znajomości, poświęcony komuś czas, ilość obowiązków. Czasami jest tak, że kurczowo trzymamy się siebie, zaprojektowanych na potrzeby innych.

Nie mamy obowiązku być takimi jak wczoraj.

I to jest takie uwalniające, że o świcie, każdego kolejnego dnia możemy poczuć empatię do nas samych i być dla siebie, przede wszystkim i najpierw dla siebie, lepszym. I zastanowić się ile muszę dotyczy nas samych, a ile jest podyktowane w oparciu o innych i bo tak wypada.

Codziennie rano możemy powiedzieć sobie, że jesteśmy w porządku tacy, jacy jesteśmy, że jesteśmy wystarczający.

Codziennie rano możemy spróbować zrobić pierwszy krok w kierunku czegoś, co jest dla nas ważne, a na co do dziś nie mieliśmy odwagi.

Codziennie możemy pójść do pracy inną drogą, wyznaczoną przez nas, nie standardy.

Codziennie mamy szansę na powiedzenie nie i wyznaczenie granic, poza którymi nie czujemy się już dobrze. Możemy przestać popełniać te same błędy

Każdego dnia możemy nabrać dla siebie szacunku i zacząć żyć po swojemu.

Każdego dnia możemy zacząć kochać  bez zastrzeżeń, pozwolić innym, żeby tak kochali nas.

Kogoś przeprosić, za coś podziękować, zacząć być wdzięcznym.

Poświęcić komuś więcej czasu. Poświęcić więcej czasu sobie.

Zadbać o jakość swojego życia.

I pod koniec roku zadać sobie pytanie, co jest dla nas najbardziej ważne i z całej siły tego pilnować.

***

Jesteśmy tutaj naprawdę na chwilę. Ale to zawsze, zawsze jest nasza chwila.

Pięknych Świąt. Bez pośpiechu, bez komplikacji. Esencjonalnych.

Ściskam spod choinki.

Buziak.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.