Rozwój Życie w zachwycie.

Najtrudniejsze pytanie świata.

20 października 2016

Najtrudniejsze pytanie świata.

Pamiętasz kim byłeś, zanim świat powiedział ci, kim powinieneś być?

Charles Bukowski

Jestem panną piszącą w kucki na kanapie. Nie mam biurka, krzesła, ale za to od niedawna mam okulary. Mam zeszyt, w którym zapisuję zdania, które mnie zatrzymują. Takie parę słów, które przeczytasz i nagle olśnienie, w kilku słowach wielka prawda o życiu, tobie i całym świecie. Brakuje ci oddechu i stajesz się bogatszy o milion doświadczeń, które właśnie się odbyły w kilku sekundach czytania. Taki kosmos live.

Sobota rano, miękki poranek, kawa i te zacytowane powyżej dziesięć słów Bukowskiego wbiły mnie w poduszkę. Najtrudniejsze pytanie świata.

Kim jesteś? Kim jestem?

We wszystkich rolach, w które wskakujesz w życiu, we wszystkich rozmowach, które muszą się odbyć, w wyborach, których trzeba dokonać. Kim jesteś poza nimi? Zanim to wszystko się nie odbyło, cała nauka jak być w tym świecie?

Moje najstarsze wspomnienie. Mam chyba z pięć lat, jestem z rodzicami nad morzem. Jest ciepło, ale wietrznie, mam na głowie chustkę. Nie ma nikogo na plaży. Moi rodzice siedzą na pniu i oboje czytają książki, ja bawię się w piasku. Jest mi dobrze. Ze sobą, ze słońcem, z chłodem wody, która moczy moje stopy. Jest cicho, tak spokojnie. Ta chwila, z nimi w roli głównej, już się nigdy nie powtórzyła, może dlatego tak dobrze ją pamiętam.

Jeśli chcesz się dowiedzieć, kim byłeś, zanim musiałeś się stać, zostań trochę sam na sam ze sobą i odwiedź mapę wszystkich chwil, w których było ci dobrze. Co było obok, co miałeś wtedy, albo co było ci potrzebne, żeby być szczęśliwym. Wtedy dowiesz się, kim jesteś poza obrębem świata.

W ramach wywalania gratów z głowy, które zaczęłam powolutku praktykować i próby odpowiedzi na to pytanie, obejrzałam się za siebie. Było mi dobrze, wtedy, nad morzem.

Jest mi zawsze dobrze, jak czuję rześkość letniego poranka, kiedy powietrze wpada do płuc i rozgrzewa po koniuszki palców. Jest mi zawsze dobrze nad wodą i w otwartej przestrzeni, w której nie ma dużo ludzi. Jest mi dobrze, jak sobie soczyście powciągam zapach nowej książki.

Jest mi dobrze, jak nie muszę się spieszyć. W piątki rano, kiedy jedyny raz w tygodniu mogę odprowadzić dzieci do szkoły. Jest mi dobrze, kiedy czuję ich ramiona na swojej szyi. Jest mi dobrze, jak wychodzą ze mnie słowa. Jest mi dobrze, jak sobie bardzo siarczyście poprzeklinam, kiedy się wkurzę. Na głos, mój najszybszy detoks na gniew.

Jest mi dobrze, jak się śmieję, przede wszystkim z siebie, bo jestem często rozpaczliwie głupkowata i umiem świetnie bardzo wolno myśleć. Jest mi dobrze w kinie z dziećmi, kiedy jest wzruszająco, kiedy bez żenady mogę się usmarkać i pakuję w siebie optymizm zawsze dobrze się kończących historii.

Jak świeci słońce. Jak czytam mądre rzeczy, dzięki którym mogę się stać lepszym człowiekiem. Jak ścieram kurz z tych książek i na nowo je układam.

Jest milion drobnych chwil, w których jest mi dobrze i wszystkie one odbywają się poza muszę i trzeba. I żadna z nich nic nie kosztuje.

Odpowiadam na to najtrudniejsze pytanie na świecie odnajdując przy okazji wielką prostotę prawdy, że żeby było ci dobrze, potrzebujesz powietrza, a nie materii.

Potrzebujesz uczuć, a nie rzeczy.

I  tak samo jest w związku. Jeśli jest powietrze, jest dobrze. Ale jeśli musisz się kimś stać, żeby w związku być, to lepiej w niego w ogóle nie wchodzić.

Jeśli musisz być chudszy, grubszy, głupszy, mądrzejszy, dopasowany, fajniejszy, jakikolwiek inny niż swój, to zrezygnuj. Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że dobry związek to taki, w którym ludzie siebie nawzajem nie potrzebują.

Kiedy nie ma zależności, kiedy sensem jest bycie, razem, po prostu, a nie bycie za i dla. Za tym sensem bycia jest też akceptacja siebie. Że coś umiesz, albo nie umiesz, że w coś bardzo wierzysz, że z czymś się bardzo nie zgadzasz. To cały twój kręgosłup wartości i przekonań, ty najgłębszy.

To jest akceptacja, że jesteś wystarczający i mniejszy albo większy być nie musisz. Że wystarczasz ze samą, samym sobą.

I to jest odpowiedź na pytanie Bukowskiego, kim byłeś, zanim musiałeś się stać:

Byłeś wystarczający.

Po prostu.

I jak sobie to uświadomisz, jak ja sobie to właśnie uświadomiłam, to wszystko staje się nagle dużo mniej skomplikowane. Życie i zmagania ze światem.

To bardzo dużo upraszcza. Bo nie musisz się już niczego udowadniać. Jesteś w porządku, taki jaki jesteś. Wystarczasz.

Pozdrawiam ciepło. Buziak.

 

 

 

 

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.