Relacje małe i duże

O klapsach, które niszczą duszę.

18 września 2016

O klapsach, które niszczą duszę.

Kilka dni temu „Rzeczpospolita” opublikowała szokujący tekst profesora Zbigniewa Stawrowskiego „Klaps to obowiązek rodziców”.

Tekst jest wstrętny, niebezpieczny, nieodpowiedzialny społecznie i jest w największym skrócie pochwałą przemocy fizycznej wobec dzieci, która, według rozważań autora, wynika z miłości rodzica do dziecka.

Tekst pojawił się w bardzo złym momencie, bo to, co się teraz wyprawia w naszym kraju, jest kumulacją przemocy, sekciarskiej nietolerancji i pod hasłem katolickiego patriotyzmu można teraz wszystkim przywalić, opluć i zniszczyć.

Tekst jest nieodpowiedzialny społecznie, bo ktoś może wymysły pana profesora potraktować na serio, bo to pan profesor i do tego jeszcze pisze w zacnej gazecie, więc coś w tym musi być.

Ci, którzy tłuką swoje dzieci, mogą to teraz robić publicznie.

Nie piszę na moim blogu o polityce, nie komentuję dyskusji o publicznym karmieniu piersią i życia celebrytów za dolara dziennie, ale nie mogę przejść obojętnie wobec formalnego chwalenia i poparcia bicia dzieci.

Również dlatego, że słowa mają straszną siłę nośną i do tego teraz są jeszcze światłowody, które błyskawicznie je rozpowszechniają.

Siedziałam wczoraj jak nieruchoma przynajmniej kilka minut i dostałam takiego poziomu wewnętrznej agresji, że gdyby autor tych niewiarygodnych bzdur znalazł się koło mnie, to dostałby na odlew w policzek i to nie otwartą dłonią, bo jak się tak dzieci tłucze, to przecież nie chce się ich zranić (pisze autor w tekście), ale z pięści.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla bicia dzieci. Ja wiem, co znaczy leżeć na krześle i czuć skórzany pas na pośladkach. Fizyczny ból jest do zniesienia. Psychiczne upokorzenie, które z tego wynika, nigdy. I zostaje na całe życie. A dostałam tylko kilka razy.

W moim najbliższym otoczeniu jest parę osób, które były bite regularnie. Skutki tego i rany psychiczne leczą do dzisiaj.

W tekście znajdziecie teksty o tym, że żeby dobrze wychowywać dziecko, trzeba stosować „subiektywnie dotkliwe dla dziecka fizyczne formy przemocy”. Rodzice powinni mieć monopol na usprawiedliwioną przemoc fizyczną wobec dzieci i sami decydować, jakiego rodzaju jej użyją.

Czy to będzie klaps czy policzek.

Przemocy wobec dziecka nie da się niczym usprawiedliwić. Jest zawsze, zawsze najwyższą formą upadku moralnego dorosłego, bo dokonuje się na osobie, która nie potrafi się obronić. Która nie odda.

Nie obroni się.

Przemoc rodzi przemoc.

Dorośli z problemami byli kiedyś bitymi dziećmi.

Współczesny świat jest już wystarczająco trudny dla naszych dzieci. Tradycyjne wartości są oldskulowe. W cenie jest siła, najlepiej w grupie i popularność na podstawie lajków w mediach społecznościowych.

Jeśli publicznie daje się do tego przyzwolenie na ich bicie, to jaki świat dla nich szykujemy? Kim będą?

Jest prościej wychować mocne dziecko, niż leczyć skrzywionego dorosłego.

Kochajcie swoje dzieci. Przytulajcie je ile wlezie.

Bicie nie jest metodą. Bicie jest złe.

Dzieci nie potrzebują siły.

Potrzebują korzeni i skrzydeł. I siły tylko w wymiarze rodzica, który to im stworzy.

 

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.