24 czerwca 2016

Co z tym czasem?

Ile macie czasu? W jakim jesteście wieku teraz i ile jeszcze przed Wami? Myślicie o tym często?

Zbliża się koniec roku. Szkolnego i przedszkolnego. Zaczynają się festyny, musicale i podsumowania. 

Potem small talk rodziców: oh, jak ten czas leci! Nasze dzieci takie duże! Wymiana uprzejmości: ależ ciebie się czas nie ima, świetnie wyglądasz! E nie, ty świetnie wyglądasz. Musimy się koniecznie kiedyś spotkać! I nigdy się nie spotykamy.

Stałam wczoraj na festynie kończącym obecność mojego młodszego dziecka w przedszkolu. Dzieci zostają wtedy na noc, a potem symbolicznie wynosi się je z budynku przedszkola.

?

Uryczałam się, posmarkałam, nic nie widziałam, jak zdjęcia robiłam.

Moja malutka dziewczynka idzie do szkoły.

A wczoraj szedł mój syn. 

Nie, zaraz, to było dwa lata temu. Benni właśnie kończy drugą klasę.

Znowu się poryczałam.

?

Usiadłam wieczorem na kanapie. Zaraz po tym, jak w lustrze sprawdziłam, ile mi śladów tej wstrętnej grawitacji na skórze widać. Powzdychałam. Miny porobiłam, pomarszczyłam się do siebie.

Tak, ten czas leci nieubłaganie. Na nic nie patrzy, nie oszczędza, nie robi wyjątków.

Jeszcze chwilkę temu Bibi nie mogła się odczepić od mojego łóżka, teraz mówi: chcę spać u siebie.

Jeszcze chwilkę temu miałam chłopczyka, który sięgał mi do pasa. Teraz ma rozmiar buta o numer mniejszy niż mój.

Jeszcze dłuższą, złą chwilę temu nie bardzo wiedziałam, czy naprawdę chcę być. I było kilka lat w moim życiu, które mi uciekły. Wycięłam je sobie.

A teraz tak bardzo, bardzo chciałabym tego czasu mieć tak dużo. Z moją rodziną. Z nim i z nimi. Z kotem też, pociecha z niej.

?

Prawo dzieciństwa i młodości, żeby w ogóle o czasie nie myśleć. Nie kumać, co to i po co. Chce się szybko iść do liceum, szybko mieć osiemnaście lat, szybko być samodzielnym.

A potem chce się szybko zarobić pieniądze. Szybko się pracuje cały rok, żeby wyjechać na urlop.

Ale na tych urlopach czas tak szybko leci i już znowu jesteśmy w pracy. I już z wakacji robią się święta i jest szampan i happy new year.

I my o rok starsi, o rety, fuck i w ogóle.

I zawsze sobie wtedy myślę: co za debil wymyślił sylwestra? Jak można się cieszyć i radośnie pląsać z radości, że właśnie twój kolejny rok życia się skończył? Co w tym pięknego?

?

Tacy jesteśmy aroganccy wobec czasu. Narzekamy tylko, albo próbujemy przechytrzyć.

Czasem przyjdzie jakieś otrzeźwienie. Jak się świętuje okrągłe urodziny. I na drugi dzień kac jest tak wielki, że na ogół pierwsza myśl, jaka ci przychodzi do głowy, to że nie możesz już tyle pić, co kiedyś. Cholera, starzeję się.

Albo mocniejsze otrzeźwienie. Jak ktoś obok zachorował. Albo umarł.

Ale potem zaraz szybko do swoich zajęć. Żeby niby nie tracić czasu. No bo przecież czasu na nic nie ma. Tyle jest do roboty. Jak się pospieszę, to może jeszcze zdążę dzisiaj załatwić kilka spraw.

?

Czas nie jest upierdliwym trollem, co uprzykrza życie i je utrudnia.

Czas jest prezentem. Jest wartością. Pierwszą i największą, jaką dostajemy.

Nie wiem, w ile czasu mnie wyposażono. Mojego męża i dzieci. Na ilu jeszcze takich festynach, jak wczoraj, będę mogła stać?

Więc gdzie nam się wszystkim tak spieszy? Do czego? Do jakiej znanej nam i zaplanowanej co do sekundy przyszłości?

Dlaczego kłócimy się i nie odzywamy do siebie kilka dni? Wyrzucamy czas do śmieci. Jakby nie miał znaczenia. Jakbyśmy mieli na niego monopol.

Dlaczego nie spędzamy czasu przy kolacji razem, codziennie? Żeby nakarmić nie tylko siebie, ale i czas. Żeby był tłusty. Żeby wolniej płynął. Żebyśmy mieli wspomnienia.

?

Nie uczymy naszych dzieci, jakie znaczenie ma czas. Dlaczego dzieci w szkole nie mają zajęć ze skupienia? Z uważności? Żeby czas nabrał namacalnego kształtu?

W Japonii, w kulturze zen, nie ma pędzących do pracy matek z dziećmi pod pachą. Nie poganiają ich w przedszkolu, żeby się szybciej rozebrały. Jak ja prawie codziennie:(

Japońskie matki dają swoim dzieciom tyle czasu, ile dzieci w ich pojęciu potrzebują. Żeby założyć kapcie i się z nimi pożegnać.

Tego w Europie brakuje. W kulturze zachłanności i posiadania. To czego nie widać, nie ma znaczenia.

Czas nie ma znaczenia.

Musimy być bogatsi, życie i dzieci przecież tyle kosztują.

?

Jest takie piękne pojęcie, jak wewnętrzna wolność. Poza zasięgiem statusu, pochodzenia i kultury.

To miejsce, w którym jest się tu i teraz. Ze sobą, w skupieniu i ze wszystkimi zmysłami przy sobie. W tym samym tempie, co nasz czas. Nie spóźnionym, nie biegnącym już do przodu. Równo z nim. Jak zgodna para.

Można się tej wolności nauczyć. Dużo w tym z uważności. Z umiejętności słuchania. Z obserwacji. Z niebrania, a z bycia.

To prostu skupienie.

Nauczmy się skupiać.

Czas to prezent. Wielka niewiadoma. I nie mamy wpływu na jego ilość. Ale bardzo mamy wpływ na jego jakość. Dobrze o tym pamiętać. Nie tylko przy okazji końca roku szkolno-przedszkolnego.

A że ta wstrętna grawitacja powoli mówi dzień dobry, szczególnie po krótkiej nocy?

Piękne, że jestem tu, gdzie jestem, że dostałam już tyle czasu. Że lato i że na chmury mogę się gapić. A na sylwestra, siedząc w domu i z moją rodziną, powiem tylko:

dziękuję za ten kolejny rok życia.

Ściskam mocno. ❤️

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Najchętniej czytane posty.