Rozwój Życie w zachwycie.

Być jak Steve Jobs.

6 kwietnia 2016

Być jak Steve Jobs.

Skończyłam  biografię Steve’a Jobsa.

I wbiło mnie w fotel.

Siedemset stron niesamowitej historii człowieka, który wywrócił do góry nogami technologie Doliny Krzemowej i zbudował jedną z najsilniejszych marek świata.

Historia życia Jobsa to najlepsza historia sukcesu, jaką można było wymyślić. Ten wychudzony facet w golfie naprawdę zmienił świat.

Czytałam tę opowieść z wypiekami na twarzy. Olałam dzieci i mało eleganckim gestem odsyłałam do ojca. Tego samego pełniącego też obowiązki męża, kompletnie straciłam z pola widzenia. Nie karmiłam, nie obsługiwałem. Żadnego multitaskingu, stałam się czytaniem.

Rozsypałam się na kawałki po ostatniej kropce. Podróż się skończyła.

Siedziałam potem długo w fotelu zastanawiając się, dlaczego akurat ta biografia tak bardzo mnie poruszyła. Tak  niemożliwie wzruszyła? To, że sama lubię produkty z jabłkiem, to nie powód, żeby smarkać nad książką o północy i nie móc zasnąć do rana.

Późno w nocy znalazłam odpowiedź.

To cudowna opowieść o pasji, która stała się rzeczywistością. To opowieść o odwadze i braku pokory wobec zastanej rzeczywistości, którą każdy z nas chciałby mieć.

Ale się boi.

Historia o namiętności do życia, o ciekawości do świata, o buncie przeciwko zastanym regułom. O ciągłym lądowaniu na chmurze, żeby widzieć więcej.

Inaczej.

Historia Steve’a Jobsa to baśń o kopciuszku. Adoptowanym chłopcu, który od zawsze wiedział, że jest wyjątkowy. O chłopcu często okrutnym, który bez skrupułów realizował swoje cele. Stworzył najbardziej innowacyjna firmę na świecie. Potem-jak to w bajce-przyszła zła macocha i bajka pozornie się skończyła.

Ale kiedy wrócił, uczynił z tej firmy ikonę technokultury. Stworzył nowy styl życia. Pokolenie Apple. Wielbicieli najnowszej technologii i pięknych rzeczy.

Nie było tylko happy endu. Bohaterowie też są śmiertelni.

To baśń dla dorosłych. W tej baśni nie było tylko cudów. Wszystko zdarzyło się naprawdę.

Pole zniekształcania rzeczywistości.

Czyli filozofia życia Jobsa. Przyjmował do wiadomości tylko te fakty, które pasowały do jego wizji. Zastaną rzeczywistość traktował absolutnie wybiórczo. Naciągał czas do swoich rozmiarów.

Za czasów jego pierwszego szefostwa w Apple, pracownicy między sobą co roku ogłaszali konkurs na pracownika, który najbardziej mu się nie dał.  Nie uległ jego zmiennym nastrojom i atakom wściekłości. Ludzie, którzy pracowali dla niego, płakali i nienawidzili go. I wspominali, że osiągali dzięki niemu rzeczy niemożliwe.

Czy masz pasję?

Pomyślałam, ilu ludzi ma jakąś pasję w życiu? Całkiem sporo. Odwagę żeby ją realizować? Żeby chociaż o niej pomyśleć? Dopuścić do głosu? Trochę mniej.

Biegniemy przez życie w systemie, czasem szybciej, czasem wolniej. A kiedy zaczynamy żyć?

Nie ośmielamy się buntować, żyjąc zgodnie z trendem i oczekiwaniem. A tak często nie spelniając po prostu siebie.

Bo odwaga zbyt mała. Konformizm zbyt duży. Przyzwyczajenia zbyt mocne.

Tu mnie uderzyła najmocniej historia Jobsa. Przypomniała mi o marzeniach i strachu, żeby się za nie zabrać.

Marzenia to ten piękny egoizm, który wynosi nas poza role społeczne i skupia się tylko na nas i naszych wewnętrznych potrzebach.

To marzenia właśnie mówią, że niemożliwe nie istnieje i pozwalają nam jednak przekraczać granice własnych możliwości. Pokazują, ile ich mamy.

Rzeczywistość jest taka, jaką sobie stworzymy. To nasza decyzja,jak wygląda. Jasne, można powiedzieć o Jobsie, że trafił w czas. The right man on the right place.

A ja myślę, że to MY robimy sobie odpowiednie miejsce.

Wiara w marzenia to trudna sprawa. Niby jest trendy i mamy teraz setki książek na temat, jak w tydzień zostać megaszczęśliwą superatrakcyjną multimilionerką. Ale w niewielu w nich jest mowa o tym, że za marzeniami stoi praca. Banalne, ale dlatego tak trudne w realizacji.

Marzenia się same nie spełniają. Pasje się same nie realizują.

My to robimy.

O tym jest tak naprawdę ta piękna historia.

Ponieważ jak powiedział Steve Jobs:

Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył Wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze- miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją. Jakoś tak się dzieje, że one wiedzą, kim naprawdę chcecie się stać. Wszystko inne jest drugorzędne.

A Ty? Potrafisz znaleźć swoje pole zniekształcania rzeczywistości?

Ściskam mocno.

 

Poruszyło, zainteresowało, oburzyło? To poklep mnie proszę wirtualnie po plecach: możesz użyć do tego którejś z ikonek mediów społecznościowych. Albo posłać mój tekst dalej. Albo zostawić swój komentarz. Dyskusje wzbogacają. Czasem nawet zmieniają świat.

TAGS
POWIĄZANE WPISY
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Literatka, fotografka, nefelibata. Opowiadam historie o codzienności, w której w soboty jest zen, a we wtorki końce świata (albo na odwrót i w zupełnie inne dni). Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach. Stamtąd wszystko lepiej widać.

Zapisz się!
Facebook