Oto ja, chwilowo nie na zdjęciu. Na chmurze, poza kadrem.

Osoba. Zdecydowanie intro-, ekstrawertycznie tylko nad morzem i w wąskim gronie. Bardziej obserwuję, niż komentuję, płaczę na filmach dla dzieci, nie przestaję się dziwić światu.

Jedenaście razy w życiu zmieniałam miejsce zamieszkania. Sprzedawałam narty nie mając o nich pojęcia i podkładałam głos w reklamie płynu do naczyń. Przez chwilę wydawało mi się, że jestem dziennikarką, serwowałam też na przyjęciach wino udając, że się na tym znam. A potem w bardzo złym momencie życia, pracując w ciągu dnia jako wizażystka, wieczorami pisałam doktorat z poezji Rafała Wojaczka. I przeżyłam, mimo wszystko.

Jestem matką od B&B i żoną A.

W chwilach rozpaczy chowam się na chwilę do kieszeni i lecę do Tybetu.

Uważam, że życie jest za krótkie na picie kiepskich win i  na narzekanie. Zawsze jest kilka małych powodów do radości.

Lubię małe rzeczy.

I uparcie się nie spieszę.

Nie lubię się zamykać w -izmach, choć esencjalizm i lektura  stoików dobrze mnie określają. Uważam, że im mniej i prościej, tym więcej jest miejsca na to, co ważne.

Mieszkam w Wiedniu i na jego przedmieściach szukam zen. I ciągle wracam do Świdnicy, miasta dzieciństwa, gdzie spędzam każdą wolną chwilę.

Witaj, drogi Czytelniku.