Rozwój

Życie.

By
on
5 kwietnia 2018

Życie. 

Krąży w sieci obrazek, na którym kotek patrzy w lustro i jako swoje odbicie widzi w nim wielkiego lwa. W podpisie obrazka chodziło chyba mniej więcej o to, że możesz być, kim chcesz (zapewne też mieć, co chcesz), trzeba to sobie tylko zwizualizować. Jasna sprawa.

Na dzień dzisiejszy jestem wytarmoszonym kotem, który nie patrzy w lustro, ale co rano, mimo wszystko, poprawia dziarsko grzywkę. Po tygodniach zmagań i hartowania ducha lwimi wyobrażeniami, na dzień dzisiejszy wyznaję miłość słowu akceptacja.

Po prostu życie.

Jeśli na wiele rzeczy mam wpływ, na równie wiele w ogóle. Są przypadkiem, splotem nie zawsze korzystnych okoliczności, cieniem jakichś wyborów. Czasem kiepskim umiejscowieniem w czasie.

Mimo starań, wczesnego wstawania i walki z rzeczywistością, wiara, że jest się lwem i uda się pokonać kłopoty nie zawsze wystarcza.

Złe czasy przychodzą i odchodzą. Sztuką pokory, ale i dzięki temu prostszego życia jest nauczyć się to akceptować. Można się martwić, ale źle jest być bezsilnym, bo bezsilność nie widzi światła.

Żyjemy w kulturze wielkiego S. Sukscesu, statusu, stanu szczęścia. I najlepiej, żeby był to konstans. Ulegamy terrorowi pozytywnego myślenia zapominając, że na końcu każdej drogi nie ma happy endu. Sama tylko ta refleksja pozwala sobie pewne rzeczy odpuścić i tworzyć s na swoją miarę. Według własnych wartości. Nie tych z zewnątrz.

Czasem dorosłość może przerosnąć. Chciałoby się przez chwilę schować do kieszeni i bimbać na cały wielki świat. Przez chwilę nie brać na siebie żadnej odpowiedzialności i zwolnić się z obowiązków. 

Mimo wszystko, choć czas jest tak cenny, w takich chwilach, egoistycznie trzeba dać go sobie najwięcej. Dać sobie odrobinę czułości. To jest właśnie samoakceptacja. Życzliwość w stosunku do siebie samego pomaga bardziej niż wizualizacja lwa w lustrze.

Nie trzeba mierzyć się z całym światem. Wystarczy z tym na wyciągnięcie ręki. Ten zawsze okazuje się bardziej przyjazny.

Akceptować zły czas to przestać z nim walczyć. Zostaje wtedy energia na rzeczy, które są dobre. Na szukanie rozwiązania. Czasem ze złych chwil rodzą się dobre perspektywy.

Kiedy wszystko inne zawodzi trzeba posiedzieć w ciszy. Oddychać. Pozwolić myślom przyjść i odejść. Nie zatrzymywać. Nie przywiązywać się do nich.

Są czasy, kiedy lew w lustrze pojawia się od razu. Są i takie, kiedy cieszą maleńkie kroki, nawet jeśli mozolne. Ale dokładnie na miarę wytarmoszonego przez życie kota. Wtedy wraca rytm.

***

Czasem jest tak dobrze, choć nic nie robię, wszystko się nagle układa i dziwię się z lekkim strachem, czy to na pewno dla mnie.

Czasem wstaję rano i choć tak bardzo się staram, ani ze słów i ani z gestów nic nie wynika. Spełnione, dobre uczynki nie wracają według zasad karmy.

Ale ciągle jest pełno drobniutkich sensów, dla których warto dalej szukać rozwiązań. Zagapiać się w niebo, brać miłość dzieci w ramiona, zwyczajnie dziwić się.

Te sensy, jedyne, pozostają stałą. W życiu, gdzie wszystko inne ciągle się zmienia.

Jakie są Twoje?

Ściskam.

xoxo

TAGS

18 kwietnia 2018

RELATED POSTS
Okruchy dnia.

18 kwietnia 2018

Szukając zen.

21 marca 2018

Wirtualne zmęczenie.

15 lutego 2018

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.