Życie w zachwycie.

Umiar, szpilki i stan posiadania.

By
on
15 marca 2018

Umiar, szpilki i stan posiadania.

Przyznaję. Mam słabość do starych rzeczy, do niczego nie służących dzbanuszków, starych bibelotów i zostawiam majątek w pobliskiej kwiaciarni, bo lubię mieć zawsze na stole świeże kwiaty. Nigdy też nie przekonam się całkowicie do ebooków. Muszę sobie wciągnąć zapach żywej książki, pomiętosić kartki, coś podkreślić ołówkiem i już.

Ale widzę, że oprócz tych kilku przyjemnych i ładnych słabości, łagodnie i bez pośpiechu filozofia pod hasłem umiaru wkracza coraz istotniej w moje życie. Konsekwencją jej jest uważność i osobista wolność od systemu i kultury braku.

Bo w takiej żyjemy. Ze wszystkich stron mówi nam się czego nie mamy i co koniecznie musimy kupić. Brakującą witaminę d 3, nowe ubezpieczenie, środki hamujące apetyt. Powinniśmy być ciągle lepsi i młodsi i coś osiągać.

W poprzednim wpisie napomknęłam, że od pół roku nie byłam w Zarze. Żadne wielkie wydarzenie, ale był czas, że byłam szczerze oddaną zarafanką. Choć była to przede wszystkim kwestia wygody: kupowanie ubrań w jednym sklepie powoduje omijanie kolejek w przymierzalni. Wiem, jaki rozmiar, płacę, wychodzę.

Nieszczęście (dla właściciela Zary wręcz przeciwnie) polega na tym, że nowe kolekcje trafiają tam co tydzień i zawsze jest pokusa kupna czegoś nadprogramowego. Więc przychodzi się po dżinsy, a wychodzi ze swetrem, dwoma koszulkami i torebką.

Regularne porządki w szafach i sprawdzanie przydatności ubrań (kryterium: kiedy ostatnio miałam coś na sobie) powoduje, że ich odciążenie staje się przyjemne. Z przejrzystością przychodzi świadomość. Ilości i jakości. Masowe kupowanie daje chwilową przyjemność, ale wyrzucanie po raz kolejny rzeczy po dwóch praniach już nie. 

Nie jestem kandydatką na minimalistyczną szafę, ale na dzień dzisiejszy mam w niej cztery kolory i wszystko gładkie, dzięki temu brak dylematów, w co się ubrać rano, wszystko do siebie pasuje.

Już nie kupuję obłędnych szpilek i minitorebek z nadzieją, że kiedyś je założę, bo przy moim trybie życia sprawdzają się raczej kalosze i trampki oraz pokaźny worek, w którym zmieszczę laptopa, książkę i kilo jabłek.

W kosmetyczce mam już tylko jeden krem.

W miarę możliwości nie robię wielkich zakupów spożywczych, likwiduję w ten sposób problem wyrzucania jedzenia. Zrezygnowałam z kupowania gazet (no dobrze, mam pierwszy numer polskiego Vogue’a…), w internecie jest wystarczająco darmowej wiedzy.

Zaczęłam bardziej szanować swój czas. Odmawiam spotkaniom, które mi go marnują. Przestałam spotykać się z toksycznymi osobami. To bardzo uwalniające. 

Skrajności mnie odstraszają, a taką jest i rozdęty konsumpcjonizm i minimalistyczne redukowanie przedmiotów w domu do stu rzeczy. Jedno i drugie to uległość pewnej idei.

W filozofii umiaru niekoniecznie przecież chodzi o odejmowanie. Chodzi o to, żeby zastanowić się, co jest nam naprawdę potrzebne. I więcej do tego nie dodawać. 

Zaraz za tym pojawia się wdzięczność.

Wobec faktu, że mogę co rano napić się cieplej kawy i mam komu zrobić śniadanie, nie są aż tak istotne kolory na wiosnę i że jest to żółty, w którym się nie widzę.

Świadomość, że ktoś na mnie czeka i jestem dla niego ważna leczy mnie z chwilowego żalu, że na chwilę obecną nie stać mnie na coś, o czym marzę.

Spoglądanie za siebie i ocena, że jednak ciągle małymi krokami udaje mi się coś osiągnąć zwalnia mnie z podpatrywania wielkich sukcesów innych. 

Patrzę na malutkie zwierzątko pod moimi nogami, które serwuje mi ocean wdzięczności tylko dlatego, że podnoszę je i kładę obok siebie na kanapę, żeby mogło się zwinąć przy mnie w kulkę.

Za chwilę przyjdą ze szkoły B&B.

Oddycham.

Za chwilę będzie ciepło.

Czekam na listonosza, który przyniesie mi nową książkę.

Jest tyle rzeczy do codziennego zachwytu.

Ciągle jestem.

***

Dobrze jest wyliczyć sobie czasem swój stan posiadania.

To zaskakujące, jak duży może się okazać.

Uściski. XO.

TAGS
RELATED POSTS
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.

Chcesz moją książkę?
Prosto i uważnie na co dzień
Instagram
  • ...summer goes away and part of my soul goes away too... every year...
.
bye bye summer🌿
.
have a wonderful last summer day, lovelies
  • “Dogs are here to remind us life really is a simple thing: You eat, sleep, take walks, lie in the sun when you can, and pee when you must. That’s about all there is. They are quick to forgive trespasses and assume strangers will be kind.” Jonathan Carroll, from 'The Marriage of Sticks'
.
... and they teach you everyday what it means to really love...
.
have a lovely day, lovelies🌿
  • Life is what we make of it. Travel is the traveler. What we see isn’t what we see but what we are.”
Fernando Pessoa, The book of Disquiet
.
have a wonderful September Sunday lovelies🌿
  • Pretty city in the morning... I love this early light...
.
Two days ago I broke my arm. I can’t do much, photographing is not the easiest one now. But I can read as much as I want:) yesterday I started again “The Artists Way” by Julia Cameron. Two years ago I was not ready for this book but now I can’t stop! It is a beautiful book. Each of us has an artist inside of us... amazing reading for the first autumn evenings...
.
have a wonderful Wednesday lovelies🌿
  • „Paradise has never been about places. It exists in moments. In connection. In flashes across time”.
Victoria Erickson
.
have a wonderful day lovelies🌿
  • Hello September ☀️please be good for us🌿
.
have a wonderful weekend lovelies 💙

Śledź mnie!

Zapisz się!