Rozwój Życie w zachwycie.

Szukając zen.

By
on
21 marca 2018

Szukając zen.

Do bycia w stałym stanie zen mi daleko. Wściekle przeklinam w urzędach, rzecz jasna po cichu, ludzka głupota doprowadza mnie do płaczu i daleko mi do spokoju ducha w nagłych sytuacjach stresowych. 

Jestem mistrzynią chaosu w kuchni i rzadko udaje mi się w niej działać w myśl zasady rób jedną rzecz naraz.

Szukam jednak od dawna chwil uważności i skupienia. I dzięki temu nawet fakt, że znowu nie udało mi się wczoraj ugotować kaszy jaglanej bez wykipienia jej (poszłam odkurzać, a jakże), nie wywołał we mnie żadnej innej reakcji poza głośnym wzdychnięciem.

Obserwuję, że z biegiem czasu coraz drobniejsze rzeczy i zdarzenia dają mi poczucie radości.

Po tegorocznej zimie bez końca, dzisiejszy spacer z psem o 5:07 (da się w sumie przyzwyczaić, a w ciszy, jaka jest o tej porze, można nawet całkiem zgrabnie nauczyć się medytować chodząc) przy temperaturze z e r o stopni doprowadził mnie niemalże do wzruszenia i euforii. Z e r o. Jak ciepło! Więc jednak jest nadzieja i może zdarzy się w tym roku wiosna. Że może koniec już z czapą na nosie i nieruchomym wyrazem twarzy z zimna.

Myślę, że może z faktu, że od kilku lat staram się nigdzie nie spieszyć, wynika też, że zmienia się w tej uważności definicja szczęścia. To już nie są pragnienia spektakularnych widoków, osiągnięć i życiowych skoków na banji. Nie czekam na piątki i spadanie perseidów w sierpniu, choć oczywiście zawsze mnie cieszą.

Wobec faktu, że noszę ze sobą od zawsze mniej albo bardziej wydłużony cień melancholii nauczyłam się znajdować małe kotwice codziennych powodów do radości.

Te radości znajdują mi się w małych rzeczach obok mnie. W drobnych zdarzeniach w środku tygodnia.

Dzisiejsze zero stopni.

Jutro ma być siedem.

Pobudka piąta rano, ale pies przesypia noc.

W codziennych, drobnych rytuałach.

Ścielenie łóżek rano. Szklanka ciepłej wody z cytryną. Wpuszczanie chłodnego powietrza do wszystkich pokojów. Powtarzalność tego co rano.

To daje spokój. Nie pędzę potem i nie pędzą moje dzieci, nauczyłam się ich tempa na poranne ogarnięcie.

Dzieci mają w sobie naturalną uważność. Ja uczę jej się na nowo.

Zamiast szukać szczęścia, tego krótkiego błysku endorfin, bardziej cieszy mnie spokój codzienności. A spokój, wobec świata na zewnątrz, bez umiaru i hamulców, wydaje się dziś luksusem.

Szukam ciszy na przedmieściach, choć niewiele jej już zostało, miasto tak szybko wszystko wchłania. Cisza daje spokój. Zabiera nas ponownie do nas samych.

W ciszy słychać, kim jesteśmy. Czego potrzebujemy? Co uwiera albo czego jest za mało?

Dzisiejszy świat nie daje nam szansy na słuchanie siebie. Wtedy jesteśmy bardziej podatni na bycie tym, kim chce, byśmy byli. Dlatego tak ważny jest kontakt ze sobą.

Uczę się nie komplikować. Uwalniać ważne potrzeby w słowach. Rozmawiam o tym wieczorami z B&B.

Uczę się spokoju w przyjmowaniu rzeczy takimi, jakimi są. Pewnych rzeczy nie umiem, pewnych nie osiągnę, na wiele nie mam wpływu. Zostawiam to za sobą. Skupiając się na tym, co mogę. To czyni życie prostszym. Często bardziej znośnym.

Czasami nieczułość świata pobije mnie zbyt mocno, ale zawsze można przez chwilę głęboko pooddychać i znaleźć na nowo spokój.

Nie robię wielkich kroków. Wierzę w powtarzalność małych. W każdym działaniu. Choćby nie wiem, jak było źle.

Myślę, że prościej jest być dobrym i lepiej głośno się śmiać, najlepiej z siebie, niż brać wszystko na serio.

***

W dzisiejszym świecie tak ważne jest, aby niespiesznie szukać ciszy.

***

A w ramach wczorajszej praktyki zen trochę kaszy uratowałam, bo do tego wszystkiego jeszcze ją przypaliłam (poszłam ponownie odkurzać) i wyszły pyszne wegańskie burgery. Które lepiłam całkiem uważnie.

Ściskam, namiętnie oglądając prognozy pogody i wyczekując  c i e r p l i w i e  ciepłych mas powietrza. Kiedyś w końcu nadejdą.

Na pewno.

No przecież muszą w końcu.

XOXO

TAGS
RELATED POSTS
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.

Chcesz moją książkę?
Prosto i uważnie na co dzień
Instagram
  • ...summer goes away and part of my soul goes away too... every year...
.
bye bye summer🌿
.
have a wonderful last summer day, lovelies
  • “Dogs are here to remind us life really is a simple thing: You eat, sleep, take walks, lie in the sun when you can, and pee when you must. That’s about all there is. They are quick to forgive trespasses and assume strangers will be kind.” Jonathan Carroll, from 'The Marriage of Sticks'
.
... and they teach you everyday what it means to really love...
.
have a lovely day, lovelies🌿
  • Life is what we make of it. Travel is the traveler. What we see isn’t what we see but what we are.”
Fernando Pessoa, The book of Disquiet
.
have a wonderful September Sunday lovelies🌿
  • Pretty city in the morning... I love this early light...
.
Two days ago I broke my arm. I can’t do much, photographing is not the easiest one now. But I can read as much as I want:) yesterday I started again “The Artists Way” by Julia Cameron. Two years ago I was not ready for this book but now I can’t stop! It is a beautiful book. Each of us has an artist inside of us... amazing reading for the first autumn evenings...
.
have a wonderful Wednesday lovelies🌿
  • „Paradise has never been about places. It exists in moments. In connection. In flashes across time”.
Victoria Erickson
.
have a wonderful day lovelies🌿
  • Hello September ☀️please be good for us🌿
.
have a wonderful weekend lovelies 💙

Śledź mnie!

Zapisz się!