Rozwój

Życiowa lekcja od Sama Bernsa.

By on 13 listopada 2017

Życiowa lekcja od Sama Bernsa.

Dzisiaj rano, chcąc zrobić coś dobrego dla swojej duszy i znajomosci angielskiego weszłam na stronę TEDex (wielbię bezkrytycznie za nieskończone źródło mądrości i uczę się ciągle pokory wobec ludzi, którzy tam przemawiają).

Trafiłam na wystąpienie Sama Bernsa pod tytułem „Moja filozofia szczęśliwego życia”.

Sam to chłopiec znany z filmu „Życie według Sama”. Jest jednym z 350 dzieci na świecie chorujących na progerię. To ta choroba, która powoduje, że kilkuletnie dzieci wyglądają jak staruszki i w wieku kilkunastu lat umierają.

Ten siedemnastoletni chłopiec, chudziutki i pomarszczony, świadomy swych ograniczeń, na pytanie, jaka jest najważniejsza rzecz, którą ludzie powinni o nim wiedzieć, mówi, że to, że ma bardzo szczęśliwe życie.

A potem opowiada, w jaki sposób to szczęście osiąga.

Bardzo prosto, stwierdza.

Życiowa lekcja od Sama Bernsa.

Najważniejszym punktem jego filozofii jest to, że nie koncentruje się na swoich ograniczeniach, na tym czego nie może. Skupia się tylko na tym, co umie i co może. A może mimo wszystko wiele.

Słuchałam tego wystąpienia i usmarkałam się jak bóbr. Nie tylko dlatego, że jest bardzo poruszające, ale także dlatego, że w opowieści tego chłopca istotny jest jeszcze jeden aspekt, który dotyczy większości z nas.

Zdrowych, w miarę poukładanych i z jakąś perspektywą.

Że im więcej posiadamy, tym dalej jesteśmy od bycia szczęśliwym.

Martwimy, ile nie mamy, a kiedy już mamy, martwi nas, czy będzie nas stać na to, by to utrzymać. Analizujemy, jakich cech charakteru albo wyglądu nam brakuje, zamiast cieszyć się z bycia po prostu wystarczającym.

Stan posiadania Sama był niewielki. Siedemnaście lat życia i wyrok.

A jednak był szczęśliwy.

Jesteśmy często tak zajęci wyliczaniem, czego nam brakuje, że zapominamy o wartościach, które mamy na wyciągnięcie ręki. Umyka, co jest naprawdę ważne. Co chcielibyśmy w życiu robić albo kim warto być.

Ja czasem też. Kiedy nie pamiętam, żeby uważnie oddychać.

A potem nagle wchodzę rano do pokoju moich dzieci, żeby obudzić ich do szkoły i nie myślę o braku czekogolwiek i nawet szarość poranka listopada mi nie przeszkadza. Czuję się kompletna i czuję skończoną wdzięczność.

Kiedy tak jak dzisiaj, gdy zza mgły nagle wynurza się słońce, mrużę oczy i nie potrzebuję niczego więcej. Jest mi dobrze. Mam wszystko.

Kiedy zwalniam, szanuję czas. Widzę wszystkie poszczególne, drobne i wielkie rzeczy, które mam, te, których nie kupuję przecież, które dają mi spokój, które mnie zatrzymują w danej chwili i pozwalają za nią podziękować.

Sam miał tego czasu niewiele. Dlatego dbał o jego jakość. To punkt drugi jego filozofii. Zawsze patrz do przodu, posuwaj się naprzód. Rób coś, co pozwala ci się rozwijać. 

Dzięki temu rośniesz.

Ile razy brakuje nam odwagi, żeby zrobić coś, o czym marzymy? Przekłuć bańkę komfortu i wstydu i zacząć realizować snute po nocach plany. Zawsze jest tyle przeszkód do pokonania. I nieodpowiedni czas. Skąd pewność, że to my decydujemy, kiedy ten odpowiedni czas nadejdzie? I czy w ogóle się zdarzy?

Patrzę na swoje dzieci, już takie nagle duże, starszy B lat dziesięć, młodsza B dziś obchodzi ósme urodziny.

Każdy ich dzień przynosi kolejny szczegół samodzielności i dyskretnie przypomina mi, że życie jest procesem, że czas się nie zatrzymuje i że teraźniejszość trwa zaledwie tyle, ile długość kilku uważnych oddechów. I że każdy nowy dzień ujmuje mojej symbiozie z nimi, ich ze mną. Ujmuje mnie samej. Ujmuje A. Nam ze sobą.

Codziennie dostajemy pewną liczbę jednostek czasu, które niewykorzystane nie deponują się na później. Znikają bezpowrotnie.

Ktoś mądry powiedział, że jesteśmy sumą pięciu osób, którymi otaczamy się najczęściej. Ich jakość tworzy jakość nas samych i naszego życia.

Otaczaj się ludźmi, z którymi chcesz być, ludźmi wartościowymi. Mam nadzieję, że ich doceniasz i kochasz, mówi Sam Berns. To punkt trzeci jego lekcji.

W końcu tylko w relacji z innymi naprawdę się stajemy. Jesteśmy codziennie pełniejsi. I nasze życie nabiera głębokiej wartości.

A na koniec swojej mądrej lekcji ten chłopiec mówi: i nigdy nie opuszczaj imprezy, jeśli możesz na niej być.

Czyli po prostu ciesz się życiem. Codziennie.

Tylko tyle.

Tak mądrze.

•••

Sam Berns zmarł kilka miesięcy po swoim wystąpieniu.

Tutaj jest link do jego wystąpienia. Naprawdę warto posłuchać.

Buziaki.

 

TAGS
RELATED POSTS
  • Pełen ciepła ten Twój wpis, brakuje mi tylko herbaty i ciasteczek – tak mi się dobrze zrobiło. Aaa i sto lat dla córki <3. No i idę oglądać Sama 🙂

    • To ja sobie odpowiem, ale to jest Aga do Ciebie. Ja pracuję z domu, więc mój makijaż jest bardzo francuski, to znaczy nie mam go. Be natural, be beautiful, a tak naprawdę to nie chce mi się malować. Ale dziś to zrobiłam. I właśnie obejrzałam film, i chciałam Ci za niego podziękować jednocześnie informując Cię, że mam nowe motto: be rozmazana, be ugly 😀 Wystąpienie Sama – wow!

      • Dziękuję za życzenia dla małej, opowiedziałam jej o Tobie:)
        Be rozmazana, be ugly, Made my day:P
        Fajnie, że obejrzałaś Sama, skończyłam w podobnym stanie, bo choć aktualnie w domu, to maluję rano rzęsy, żeby mi tak miło było, jak czasem na siebie zerknę. No i płynęła czerń po policzkach. Ale warto było dla tych prostych prawd…
        Ściskam ciepło<3

  • Wystąpienie Sama jest pełne. Właśnie dlatego, że znał granicę i ją widział. Nie wiem Aga, czy każdemu z nas jest dane wyrosnąć z „rozpaczy nad sobą”. Być może niektórzy są skazani na nią do końca swoich dni. Oby nie my. Miłość do siebie to nie użalanie się, ale właśnie mądre spojrzenie na to co mamy. Ja nie wiem co mi pomogło wejść w strefę sporego optymizmu życiowego. Może to, że miało być gorzej, a jednak udało się kiedyś „oszukać” chorobę ( a gdy to piszę w głowie mi bzyczy „nie bądź taka niepokorna”). Troche widziałam w tych dziecięcych szpitalach i jak zaczynam wpadać w stan rozpaczy nad piedołami, myślę o tych różnych dziecięcych oczach, niektórych bez rodziców, myślę tez o róznych rodzicielskich oczach, które wiedziały, że nie popatrzą juz w oczy swoich dzieci. Więc jakie ja mam prawo do rozpaczy nad sobą? Rozpisałam się, jak zawsze po takim food for thought … Ściskańce <3

    • Pięknie mi napisałaś. Mnie się też dużo przewartościowało po dwuletniej chorobie mojej mamy i szpitalach onlologicznych. Potem miałam swoją własną, długa historie, choć innego kalibru. To pozwala się ogarnąć. I choć mam swoje codzienne smuteczki i końce świata, za chwile przychodzi to uczucie, ze przecież wobec tego, ile dostałam, to nie mam nad czym się użalać i trzeba iść ściskać najbliższych…

      Ściskam Cię mocno. Buziaki.

  • Dzisiaj spotkałem się ze znajomą, której nie widziałem całe lata. Odnalazła mnie dzięki internetowi. Poszliśmy na spacer, pogadaliśmy, napiliśmy się kawy. Niby nic, niby zwykły dzień, ale niezwykle cieszy każdy odzyskany wartościowy kontakt… I przez chwilę żyjesz tu i teraz, cieszysz się z rozmowy, cieszysz się ze słonecznej pogody. Niewiele potrzeba by cieszyć się z życia, tylko my to „niewiele” spychamy nogą w ciemny kąt i gnamy przez życie zupełnie go nie cenią. Może dlatego Sam Berns tak cenił życie, bo w jego przypadku, miało ono krótki termin ważności?

    • Niewiele potrzeba, by cieszyć się z życia. To prawda. Ta radość odbywa się na poziomie relacji, jak Twoje spotkanie ze znajomą. Albo chwili samotności i obcowania z przyrodą. Kiedy jesteśmy częścią większej całości.

      Bardzo dużo paradoksów jest w naszej egzystencji. Boimy się śmierci, a często żyjemy tak, jskby jej nie było. Wiemy, ze mamy ograniczony czas, a odkładamy tyle rzeczy na później…

      Cały czas myślę, ze jednak sekretem jest codzienny trening uważności.

  • I co tu napisać, by nie zabrzmiało trywialnie. Tak to jest, że gdy pamiętamy, że istnienie to nie jest constans, to nie zapominamy żeby w tym naszym istnieniu jeszcze w dodatku żyć. I, tak sobie myślę, że trzeba się tego uczyć, jeśli mamy inkubatoryjne warunki, żeby nie musieć się uczyć wtedy, kiedy los nam brutalniej przypomni. No to uczę się, i żadnego roku nie zamieniłabym na pięć dawnych lat, gdy tego nie umiałam.

    • Pracuję nad tym, żeby codziennie rano przypomnieć sobie, że jestem wdzięczna. Choć oczywiście są dni, kiedy pośpiech odbiera rozum. A potem nagle słucham czegoś takiego i to mnie bardzo uczy pokory.

      Pięknego weekendu:))

      • Mi rozum odbierają teraz zbliżające się święta i wpadłam w fazę pragnienia idealności. 😀 Ale przyjdzie, mam nadzieję! 😀

  • Marta Id-chuck

    Aga dzięki za ten tekst. Posłucham sobie tego!

  • Bo w chorobie docenia sie zdrowie, w zimie lato, a w biedzie bogactwo. To co jest i to co mamy wydaje się zwyczajne i takie oczywiste. A to czego nie mamy wydaje się tym ostatecznym elementem który zapewni szczęście absolutne.
    Dlatego fajnie czasem zmienić perspektywę, postawić się w sytuacji kogos innego:)
    Pozdrawiam!

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.