Relacje małe i duże Rozwój

Gdybyś mógł być, kimkolwiek chcesz.

By on 19 października 2017

Gdybyś mógł być, kimkolwiek chcesz.

Siedząc wczoraj przy porannej wodzie z cytryną, trafiłam na Tumblr (uwielbiam, bo taki minimalistyczny, choć wciąga tak samo bezlitośnie i bez skrupułów jak Facebook) na pytanie:

czy gdybyś mógł być, kimkolwiek chcesz, wybrałbyś siebie?

Pytanie ciekawe i wbrew pozorom całkiem trudne, bo odpowiedź dużo mówi o nas samych. Przede wszystkim o tym, co mamy tam, mocno w środku i o naszym stosunku do tego.

Przekartkowałam w głowie obrazy moich dawnych idoli (jak miałam osiem lat najbardziej chciałam być Winnnetou),  bliższe i dalsze koleżanki. Przypomniałam sobie uśmiech Julii Roberts i jej nogi w najnowszej reklamie Calzedonii, wzniosłam oczy do nieba na myśl o Marion Cotillard i doszłam do wniosku, że jednak tak.

Na dzień dzisiejszy wybrałabym siebie. Bo jest mi już powoli, teraz, wreszcie dobrze ze sobą.

Przez bardzo długi czas oglądałam się za innymi. Wychowana na bardzo grzeczną dziewczynkę, zbyt poważną i z książką o savoir vivre pod pachą, bez potrzeb własnych, za to z umiejętnością dopasowywania się do potrzeb innych, nie przyszłoby mi do głowy zadać sobie pytanie, czy dobrze mi ze sobą.

Ważne było, żebym była akceptowana przez wszystkich. Żeby wszyscy mnie lubili.

Kiedy miałam piętnaście lat, milion pryszczy, które zrujnowały mi życie i jedną parę kiepskich dżinsów, marzyłam, żeby być jak pewna dziewczyna z mojej klasy. Wysoka, długonoga z figurą modelki, której mama do tego wszystkiego była kosmetyczką, więc jej cera wywoływała we mnie codziennie szlochy zazdrości przed lustrem. Ona była piękna i nie musiała się świetnie uczyć, a i tak wszyscy byli dla niej tacy mili.

W liceum i na studiach chciałam być jak moja współlokatorka. Otwarta, zdecydowana, brylującą w towarzystwie. Ona zawsze miała to, czego chciała. Nie miała kompleksów, każdy cel był wyzwaniem, a kontakt z wieloma ludźmi czystą przyjemnością i okazją do pokazania się.

Potem przyszły smutne czasy po stracie moich rodziców i wyjazd do wielkiego, obcego miasta. Najbardziej na świecie chciałam być każdym innym, byle nie sobą.

A potem pewien człowiek powiedział mi, że jeśli nie podejmuje się decyzji za siebie, to podejmują je za nas inni i to jest bardzo smutne.

•••

Nie ma nic lepszego w życiu niż moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że nasze życie, a przynajmniej jego jakość i nastawienie do niego, zależy w głównej mierze od nas. I od tego, jaki my mamy stosunek do nas samych.

Że mamy wpływ na to, jak wygląda nasze życie. Że jeśli nie lubimy siebie, nie lubimy innych. I że w innych najbardziej denerwuje nas to, co uwiera głęboko nas samych.

To trudne i jednocześnie uwalniające zajrzeć mocno w głąb siebie i zdefiniować swoje potrzeby. Rozprawiać się z własnymi brakami, pracować nad nimi, niektóre po prostu zaakceptować. Nie katować się za błędy, kiedy trzeba przeprosić i wyciągać wnioski. A potem iść do przodu z poczuciem, że jest się mądrzejszym niż wczoraj.

Gdybym miała wybrać, kim chcę być, dzisiaj wybrałabym siebie. Znajduję w sobie spokój i lubię być ze sobą. Już lubię. Grzecznie wyprosiłam z życia słowo perfekcja, które jest jakąś formą ucieczki od bycia sobą. Słowo wystarczajaco podoba mi się dużo bardziej.

Jestem wolna od poczucia, że wszyscy muszą mnie lubić. Wiem, co jest dla mnie ważne. Co mniej. Jeszcze kilka lat temu z imprez wychodziłam na palcach i z poczuciem winy, że tak szybko (wytrzymuję maksymalnie do północy, a i tak z trudem), dziś mówię głośno dobranoc i jadę do domu.

Jeszcze jakiś czas temu usiłowałam się przekonać, że stanie przed grupą dorosłych i nauczanie ich z kulką lęku w brzuchu minie, dziś wiem, że po prostu nie chcę tego robić i do tego nie wrócę.

Mam słabsze strony, które akceptuję i które są częścią mnie, a nie przeszkodą do pokonania. Nie znaczy to, że się uwielbiam, są dni, że me, myself and I walczymy ze sobą zaciekle, ale nie jestem już swoim największym wrogiem.

•••

Kiedy przychodzi do mnie starszy B. i pyta, czy dobrze w czymś wygląda odpowiadam pytaniem, czy podoba się sobie sam. No, mi się podoba, mówi. Podobnie traktuję młodszą. Słuchaj, to twoja sukienka, jeśli ty się sobie podobasz, to to, czy podoba się to innym nie ma znaczenia.

Nie zadaję im pytania o to, kim chcieliby być w przyszłości. Wolę pytać, co chcą robić. 

Chciałabym, żeby to było oczywiste, że nie chcą być nikim innym, jak tylko sobą. 

Mnie zabrało to bardzo dużo czasu.

A jak jest z Tobą?

Pozdrawiam serdecznie jedząc kasztany. Już są. Uwielbiam. Namiętnie.

Buziak.

TAGS
RELATED POSTS
  • Lubienie siebie, to nie jest łatwy proces. Wydawało mi się, że mam go już pod kontrolą, ale on potrafi się wymknąć. I wtedy siebie nie lubię i ranię siebie boleśnie. Pewnie taki stan trzeba zaakceptować, chociaż to niełatwe…

    • Z tym wymykaniem się to prawda. Miewam też kiepskie dni, chociaż nie ranię się już. Ta sfera to u mnie bardziej sfera fizyczności. Tu jest czasem przykro. I potrzebuję jeszcze nad tym popracować…

      • Każdy ma słabsze dni, ja w takich zamykam się raczej, żeby nie tyle nie ranić siebie ile nie ranić innych. Siebie nie ranię, bo właśnie takie zamknięcie wycisza mnie, czasem pozwala posmucić się w samotności, a chwilę potem kieruje moją uwagę na inne rzeczy, które robię, a wybieram celowo takie, które tę gorszą formę odwracają o 180 stopni 😉 Polecam każdemu to ćwiczenie 😉

  • Świetny, szczery tekst Agnieszko <3 Gratuluję dojrzałości. Buziak odwzajemniam 🙂

  • Jestem poruszona Twoim tekstem! Zadaję sobie tu i teraz pytanie: Czy wybrałabym siebie? I niestety jeszcze jest to odpowiedź przecząca. Potrzeba czasu, dopiero zaczynam iść swoją drogą. Cały czas uważam, bo często pojawiają się rozpraszacze i ścieżki pozorne. Wciąż szukam i odkrywam – w poszukiwaniu siebie 🙂

    • Ale czuć od Ciebie, Ola, taki optymizm i energię, że jesteś na dobrej drodze. Całe nasze życie jest procesem, nauką, drogą. To, ze ja wybrałabym już siebie nie znaczy, ze jest świetnie. Wreszcie z tą ja, którą lubię, mogę zacząć pracować i dalej się rozwijać…

  • Ależ dobry tekst! I jak bardzo mogłabym się pod nim podpisać, choć jeszcze trochę mi brakuje do tego punktu, w którym wybieram siebie bez cienia wątpliwości

  • Obie lubimy kasztany, a Ty siedzisz w mojej głowie 😉

  • Oj trudne pytania Aga zadajesz. Bardzo trudne. Muszę je dobrze przemyśleć, choć przypuszczam, że mogę pójść w Twoje ślady i stwierdzić, że wystarczająco dużo jest plusów 🙂 Znam się już tak długo, że ciężko byłoby poznać siebie jako kogoś innego… Ale czasami dobrze sobie poukładać różne części siebie i się zastanowić, czy każda z nich nam pasuje, czy tylko się z nią męczymy. Szkoda, że człowiek nie zadał sobie tych pytań mając powiedzmy 30 lat….
    Fajnie, że są już kasztany, szukaliśmy ich jakąś chwilę temu i jeszcze w Makro nie było. A upieczone w ognisku są przepyszne 🙂

    • Z tym poukładanie sobie różnych rzeczy to się zgadzam. Bo że się człowiek już lubi to jedno, żeby jeszcze się ze sobą nie spierał;)) teraz to się dopiero zaczyna praca nad sobą…
      Z ogniska kasztanów nie jadłam jeszcze. Świetny pomysł:)

      Pięknego tygodnia, Ula<3

  • Gdybym mogła być kimkolwiek… nawet nie musiałam się zastanawiać, mimo wszystko sobą. Mimo problemów z ciałem, które rzuca mi kłody pod nogi, mimo wewnętrznego strachu przed wszystkim, z którym nie do końca potrafię sobie poradzić. Mimo wszystko sobą. Bo podobam się sobie. Podoba mi się to, co widzę. Podoba mi się to, co robię. Podoba mi się to, czego chcę i jak żyję. Mimo wszystko.
    Mam ostatnio tak okropne dni, że szukam każdego sposobu ucieczki od siebie samej. Uświadomiłaś mi właśnie, że to bez sensu. Bo w sobie samej jest mi najlepiej.
    Dzięki za kolejny świetny i inspirujący tekst!

    • Wzruszyło mnie przedostatnie zdanie Twojego komentarza<3 czasem kiedy wszystko zawodzi, okazuje się, ze mamy tylko siebie i dobrze byłoby ta siebie lubić. I być lojalnym, na sobie się podpierać. A co do ciała: tu mam ciągle jeszcze bardzo dużo pracy…

      Ściskam serdecznie:))

  • Sobą! Za bardzo się przywiązałam. 🙂

    Ale też zabrało mi to dużo czasu. Ale to pewnie było potrzebne, chyba każdy musi przejść te etapy, nie wiem, czy ludzie z miłością własną wychodzący z domu nie wpadają w te same sidła gdzieś po drodze. Może właśnie wtedy jest trudniej?

    „Nie zadaję im pytania o to, kim chcieliby być w przyszłości. Wolę pytać, co chcą robić.” – jej, taka kosmetyczna zmiana, a tak dużo zmienia…

    • Ja też potrzebowałam dużo czasu. I to jest takie fajne uczucie być swoją własną kumpelą, nareszcie:))

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.