Miejski zen Rozwój

Myśli z kanapy.

By on 8 września 2017

Myśli z kanapy.

Kanapa w dużym pokoju to moje ulubione miejsce w domu. Wbita w jej lewy róg czuję się bezpiecznie i mogę z dobrej pozycji obserwować prawie wszystko, co dzieje się wokół. Nie umknie mi żadna nawalanka B&B na górze ani Luna, która znowu pakuje się w doniczkę na tarasie. 

Na kanapie najlepiej mi się myśli. Choć nie zawsze są to myśli mądre. Albo odkrywcze. Nie zmieniają świata na lepsze ani nikomu nie pomagają. Ale czasem poprawiają mi humor. Chociaż tyle. Jesienią potrzebny jest humor, mnie przynajmniej bardzo, zanim wpadnę w rozpacz przed zimą.

Co do humoru zauważyłam, że bardzo poprawia go konkretne sprzątanie mieszkania. Jak się przebiegnę po pokojach, pochodzę w górę i w dół z odkurzaczem, naklnę przy odrywaniu taśmy klejącej z biurka i podłogi (młodsza B), przestaję się przejmować problemami świata wokół i swoimi własnymi. Cieszy mnie poukładana, pachnąca  przestrzeń. Porządki w mieszkaniu robią porządek w głowie. Kłopoty staja się mniejsze i nagle znowu zaczynam myśleć o ich rozwiązaniu, a nie rozmiarze. 

•••

Na poprawę humoru dobrze robią też spacery i zaglądanie do cudzych ogródków (ja własnego nie posiadam). Ponieważ nie mam psa, kot się nie nadaje, a dzieci chcą dobrowolnie iść ze mną tylko wtedy, jak im obiecam po spacerze solidną porcję węglowodanów, zabieram ze sobą aparat i robię zdjęcia  kwiatom sąsiadów. I nawet jeśli ze stu zdjęć ładne jest tylko jedno, to też jest mi lepiej, bo każde nowe zdjęcie jest przecież lepsze od poprzedniego. Każda fotka, jak i każda inna rzecz, choćby najmniejsza, ale robiona systematycznie, składa się w końcu na tę upragnioną całość, do której dążymy. Na radość wysiłku i własnego rozwoju.

•••

Sierpień urlopowo spędzony w domu i bez wielkich przedsięwzięć uświadomił mi, jak ważne jest, żeby być czasem dla siebie łagodnym. Przestać na chwilę wymagać od siebie w imię reżimu odpowiedzialnej dorosłości i systemu, który uwielbia słowo sukces. Odpuścić na chwilę plany, myślenie o przyszłości, czasie, który ucieka i pozwolić sobie być wystarczającym. Chaotycznym. Nadmiernie skupionym. Nieuporządkowanym albo z natręctwem perfekcjonizmu. Lubić się bez zastrzeżeń.

•••

I chcieć być sobą. A nie kimś innym. Co wiele razy mi się zdarzało. Najpierw w podstawówce, kiedy chciałam być jak długonogie koleżanki z doskonałą cerą i najmodniejszymi ubraniami, a potem na studiach jak brylujące w towarzystwie, zdolne i obrotne dziewczyny z akademika obok. I jeszcze chciałam być taka utalentowana w czymś, jak ktoś inny. I mieć tyle pięknych rzeczy, które miał jeszcze ktoś inny

A teraz nagle zdarza się, że zwyczajnie jest mi dobrze będąc sobą. Choć szczerze mówiąc na ogół jestem typem ponuraka myśliciela. I jeszcze te porażki kuchenne…Więc udaje mi się chyba osiągnąć spektakularny poziom samoakceptacji. Niebywałe, do czego prowadzi siedzenie na kanapie.

•••

Swoją drogą serdecznie polecam ponuractwo na wielkich, nudnych imprezach, typu firmowe party integracyjne, które jednak czasem trzeba zaliczyć. Wystarczy standardowa minka i nikt do ciebie nie podchodzi, a ty w spokoju możesz sączyć wino i pogryzać orzeszki.

•••

Szczęście to praca wewnątrz (happiness is an inside job), przeczytałam ostatnio u Jonathana Carrolla. Właśnie dlatego nieszczęśliwi stajemy się, kiedy wydaje nam się, że szczęście jest gdzieś poza nami i zaczynamy porównywać się z innymi. Tymczasem dobrze jest się porównywać tylko ze sobą. Gdzie byliśmy jakiś czas temu? Gdzie jesteśmy dziś? Wychodzi na plus. Zawsze.

•••

Zatęskniłam za wizytami na pchlich targach. Mimo wyraźnych ciągot do minimalizmu i uważnego rozdzielania potrzeb i zachcianek, uważam, że szukanie starych filiżanek, maleńkich, srebrnych łyżeczek albo kolejnego dzbanka z porcelany jest jednak życiową potrzebą. A życiowych potrzeb nie powinno się w ignorować. O nie. Ja w każdym razie ja postanowiłam przestać. I w niedzielę rano, po naprawdę długiej przerwie, wybieram się znowu na pchli targ. Stara porcelano, nadchodzę.

•••

Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby się ogarnąć. Jeszcze jestem w pracy, trzy tygodnie, choć mentalnie już poza tym wszystkim. Wyglądam zza rogu i wypatruję długoterminowej prognozy pogody dla swojej najbliższej przyszłości. Boję się, martwię, jestem ciekawa, czasem skulona w lewym rogu mojej kanapy. I z pomocą nagle przychodzi  Charles Bukowski (przyznaję, że leży ostatnio często przy łóżku):

Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być. 

I nagle jest piątek rano, jestem tu i teraz, świeci słońce. Nie martwię się tym, co przecież jeszcze nie istnieje.

Przytulam B&B i zajmuję się życiem, które właśnie się odbywa.

Pięknego weekendu. Ściskam. Buziaki.

TAGS
RELATED POSTS
  • Magdalena Kamieniecka

    Ile tutaj pięknych słów o nas, ludziach i naszym życiu, a wszystko tak proste i po prostu, że wierzyć się nie chce, że przecież jesteśmy szczęśliwi tu, w domu, teraz właśnie wśród najbliższych…

    • Dziękuję za piękny komentarz:) to prawda, często szukamy na zewnątrz nie doceniając świata na wyciągnięcie ręki. I w końcu przecież najpiękniejsze rzeczy w życiu to nie są rzeczy.
      Pozdrawiam i pięknego weekendu:)

  • „zajmuję się życiem, które właśnie się odbywa” – bardzo dobrze napisane. Nie często umiemy się zatrzymać i poczuć TERAZ. Fajnie, że Ci się udało to zrobić. Słońce świeci, to i na przyszłość będzie dobra pogoda. Cieszmy się chwilą, tym co mamy, doceńmy teraźniejszość. Razem z Tobą postaram się to robić, zaczynając w końcu półtoratygodniowy urlop. I wcale nie patrzę na prognozy pogody na ten czas… Udanego weekendu.

    • Pięknego urlopu, Ula. Życzę Ci czasu, który wolniutko płynie i słońca. I zachwytów nad chwilą.
      Ściskam serdecznie:))

  • Ponuractwo na wielkich imprezach jest świadomą ucieczką od bla-bla-bla … Ono wszędzie działa. W autobusie, pociągu, kolejce w markecie i w pracy. Też mam ten tryb i lubię go włączać, żeby pobyć choć chwilę ze sobą, bo moja tęsknota za byciem bez innych, choć troszeczkę, ociupinkę, jest wielka. W domu chowam się wtedy w kuchni. Bo gotuję, więc mi nie przeszkadzajcie, mówi moja mina. Czas dla siebie. Bezcenny, a tak bardzo deficytowy ostatnio … Ściskam cała w buraczkach na ciepło <3

    • Tęsknota za byciem bez innych:))) o to to… ja wtedy mam minę”piszę i dajcie mi spokój”:-)) buraczki na ciepło… o matko, jak pięknie brzmi😋😋😋

      • Taaaaa???? U mnie mina nie działa. WSZYSCY (tak tak, uogólniam …) coś chcą ode mnie łącznie z dwoma psami, na których sie przewracam. A buraczki wyszły zbyt dobre i je zjadłam wszystkie 😀 a kolejnego dnia mogłabym zamieszkać w toalecie 😀 kilogram na wadze mniej 😀

  • Sprzątanie mieszkania na pewno niczego mi nie poprawia, a wręcz pogarsza 🙂 Ale każdy ma swój sposób na porządkowanie przestrzeni wewnętrznej, tylko trzeba ten sposób w sobie odkryć, wtedy lepiej się żyje. A jak ze spaceru nie wyjdzie, ani jedno zdjęcie, to też przecież nie ma tragedii, bo były próby, bo był spacer 🙂

    • Ty jesteś fotografem, Tobie na pewno zawsze wyjdzie jakieś zdjęcie;-) a ja się muszę tyle narobić…;)

      • Aga, nie zawsze wychodzą mi zdjęcia, czasami wręcz tragicznie nie wychodzą…

      • Ale mnie zaskoczyłeś, Dawid, dla mnie jesteś fotografem doskonałym. Tak dla mnie mówią Twoje zdjęcie:-)) ale to trochę pocieszające, ze nawet najlepsi muszą mocno pracować:-))

      • Niezmiernie cieszy mnie, że tak do Ciebie mówią moje zdjęcia 🙂 Ale uwierz mi, że są dni, tygodnie, gdy nic nie wychodzi. Jeżeli w głowie pustka, to i na zdjęciach też ją widać…

      • To bardzo cenna uwaga, jestem zaskoczona, bo nigdy tak nie myślałam… choć przecież zdjęcie to emocje, prawda? Pomijając oczywiście jakość warsztatu.

      • Jakość warsztatu jest ważna, ale zbyt przeceniana. Ktoś, kto świetnie obsługuje kamerę nie musi umieć nakręcić dobrego filmu. Tak samo jest z fotografią – świetna obsługa aparatu nie równa się z umiejętnością robienia dobrych zdjęć

      • Muszę się z Tobą zgodzić. Więc co decyduje o byciu dobrym fotografem? Wrażliwość, umiejętność patrzenia na świat? Banalnie talent? Jestem ciekawa Twojej opinii.

      • Sądzę, że wrażliwość i umiejętność patrzenia na świat jest decydująca. Dobrych technicznie, ostrych zdjęć jest mnóstwo, ale tylko niewiele z nich opowiada historię i porusza emocje

      • Dziękuję. Tak właśnie myślałam, że to czynniki decydujące. A jak z Twoim kursem fotografii?;-))

      • Z kursem, przyznam szczerze, zawiesiłem się 🙂

      • Czekam zatem dalej cierpliwie:-))

      • Ta. Akurat. Uwierzyłam.

      • Ola, nie bądź aż tak niewierząca 🙂

      • Muszę Cię trochę sprowokować.

      • Sprowokować do? 🙂

      • Oj no do dyskusji no. Piszesz, że czasami foto Ci nie wychodzą. Ja wiem, że pokazujesz tylko to co warto pokazać, ale myślisz, że profesjonalni top fotografowie tak nie mają? Każdy z osobna podejrzewam.

  • Oj, faktycznie ta Twoja kanapa jakaś terapeutyczna, do pięknych myśli Cię doprowadziła! 🙂
    Ja moją też lubię bardzo, ale takie myśli głównie na spacerze nad rzeką

  • Oesu Aga, a ja myślałam, że ze mną jest coś nie tak z tym sprzątaniem. Tylko ja robię je wtedy, kiedy mam na nie najmniej czasu, czytaj: w najmniej odpowiednim momencie z możliwych. Jestem zabiegana, zestresowana, spięta, mam napięty grafik, więc w ramach przetwierzenia głowy robię przerwę i idę zrobić sobie herbatę. Otwieram szafkę, patrzę, kurz na pudełku. WTF myślę sobie. Tak nie może być. Gwoli ścisłości – nie mieszkam w sterylnym domu, nie, nie, mam trójkę dzieci, psa i ogród, który niesie się do domu, ale kiedy mnie rozsadza widzę syf dookoła nawet jak jest czysto. Kuźwa jakie to męczące 😀

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.