Rozwój

O byciu tylko ze sobą.

Przez dnia 30 sierpnia 2017

O byciu tylko ze sobą.

Mam teraz luksus kilku wolnych, długich poranków (mój ostatni tydzień wolnego), bo B&B brykają na sportowej półkolonii. To rzadka okazja do spędzenia czasu ze sobą w wymiarze wyjątkowo nieśpiesznym.

Jest to czas, który bardzo egoistycznie poświęcam tylko sobie i produktywnym rozważaniom na swój własny temat. Brzmi narcystycznie, ale wbrew pozorom nic nie daje mi większej motywacji, żeby się ogarnąć i pozbierać życiowo, niż analiza własnych osiągnięć bądź ich braku.

W samotności mogę przeanalizować wczorajszą akcję między B&B i dlaczego skończyło się jak zwykle, czyli trzaskaniem jednymi drzwiami (młodsza B) i drugimi (starszy) i pedagogicznym wykładem do pustych ścian (ja). W samotności wychodzi na jaw, że znowu robiłam trzy rzeczy naraz i myślałam już o wtorku, a dzieci były zmęczone po całym dniu biegania na dworze. W samotności się zawstydzam, że mogłam ich po prostu storpedować i przytulić, zamiast wyjeżdżać z wykładem o odpowiedzialności.

Bycie samemu ze sobą sprzyja ważnym wnioskom w kwestii posiadania. Poranne ogarnięcie mieszkania, zebranie porzuconych skarpetek i sukienki z plamą po malinach daje błogie uczucie wdzięczności. Że jest o kogo dbać, dla kogo codziennie wstawać. Że nie mają znaczenia rzeczy, wzruszają tylko ludzie i obecność z nimi. Że nie ma się co złościć, tylko dalej codziennie powtarzać posprzątaj pokój, przecież kiedyś się nauczą. (Prawda?)

Kwestia posiadania rozciąga się dalej na fakt, że jestem zdrowa, mam gdzie mieszkać i naprawdę, naprawdę nie mam na co narzekać. Pewne wrodzone i nabyte skłonności do zwątpień i płaczu nawet nad nową reklamą Ikei trochę mi to zen samotności utrudniają. Ale samotność uczy też akceptacji. A całościowo mam w końcu wszystko, co pozwala mi cieszyć się życiem i dziękować za nie w takiej formie, w jakiej jest.

W samotności układam niektóre wspomnienia i bolesne historie, bo akurat już czas, żeby je przywołać, a potem zamknąć na zawsze.

W samotności wychodzi brak pewności siebie co do własnych planów na przyszłość. A zaraz potem samotnie się uśmiecham widząc, jak się spełniają marzenia. W samotności można nabrać siły i wszystkie te plany i marzenia zanotować, na wypadek gdyby znowu zwątpienie codzienności chciało wziąć górę.

W samotności wychodzi na wierzch, że cisza robi dużo lepiej niż sączące się z telewizji żółte paski o codziennym końcu świata. Nie wpływa to na mój świat, nie zmienia to mojego świata, o który muszę dbać sama i dlatego lepiej dla mojej głowy, jeśli słucham muzyki i przy niej planuję pierwszy szkolny tydzień. Zamiast tracić czas i energię na rozmyślania o rzeczach, które dzieją się na drugim końcu globu.

W byciu tylko ze sobą wychodzi na jaw, że marne umiejętności kulinarne ulegają znacznej poprawie, jeśli się przy gotowaniu kuchni nie opuszcza, tylko skupi i kontroluje proces. 

W samotności można porządnie i z długością terapii psychoanalitycznej zrobić porządek we własnej szafie odpowiadając na życiowo znaczące pytanie: założę to jeszcze kiedyś czy już nie?

(Wbrew pozorom jest to pytanie egzystencjalnie ważne, bo spontaniczny decluttering co prawda oczyszcza głowę i półki, ale w emocjach można dokonać wyborów o strasznych konsekwencjach, jak na przykład wywalenie ulubionej kiecki, bo akurat miało się nastrój pod tytułem jestem taka brzydka i nigdzie nie bywam, więc po co mi ta głupia sukienka? Ps. Wiem, co mówię)

W samotności można wreszcie bezkarnie po prostu nic nie robić. Leżeć na kanapie z rękami pod głową i słuchać dźwięków zza okna. 

Rozłożyć się w fotelu, powoli pić kawę i zachwycać się nowym wydaniem Kukbuka.

A potem chwycić aparat i pójść na długi spacer.

I zatęsknić za najbliższymi ludźmi.

Tak bardzo.

Za dźwiękami swojego domu, kiedy są w nim wszyscy.

Przypomnieć sobie dzięki temu, że wszystko jest bardzo kruche i trzeba o to bardzo dbać. Codziennie. Nie marnować czasu na głupoty, zakupy i zamartwianie się. 

Ściskam gapiąc się na dynię. To już ten czas. Zupy dyniowej.

Buziaki.

Tagi
RELATED POSTS
  • Bycie samemu ze sobą to trudna sztuka i wbrew pozorom nie każdy to potrafi. Kojarzy się to nam od razu z byciem samotnym. A to dwie zupełnie różne od siebie kwestie. Ta pierwsza daje o wiele więcej korzyści i pewne poczucie świadomość naszego życia i siebie w nim. Jak zawsze piękne przemyślenia. Cóż dodać więcej 🙂

    • Tak, samotność dłuższa albo krótsza jest przecież wyborem i faktycznie to nie to samo, co bycie samotnym. Ta pierwsza daje wolność i niezależność. Dalaj Lama w swoich 18 życiowych radach pisze, żeby codziennie chociaż przez 10 minut być samemu.

      Dziękuję serdecznie. Buziaki:*

  • Uwielbiam taką samotność o jakiej piszesz.
    Kiedy nie mam potrzeby słuchania muzyki ani tvn 24, ani podcastów ani audiobooków. A jedynymi dźwiękami, które do mnie docierają jest szum miast, ptaki i miauczenie kota.
    Kiedy mogę pogadać sama ze sobą.
    Kiedy nie muszę szybko coś zrobić, bo Mąż zaraz wstanie i będzie się krzątał i samotność zniknie.
    Kiedy mogę szurać powolnie pędzlem po papierze.
    Albo upiec ciasto, choć wcale nie ma takiej potrzeby.
    Albo powycierać liście z kurzu kwiatkom.
    Albo zastanowić się, w jakim kierunku zmierzam i czy on jest naprawdę dobry.

    Bardzo mało mam takich chwil. Myślę, że zdecydowanie zbyt mało.
    Bieganie co prawda jest taką namiastką samotności, ale wtedy nie myślę. To bardziej medytacyjne w moim przypadku.

    Mówiłam, że uwielbiam Cię czytać ? Zdecydownanie za rzadko komentuję, powinnam to zmienić.
    Dobrego dnia !

    • Tak, to właśnie taka samorność. Bez pośpiechu. Bo moze być też okropna samotność na szybko. Piętnaście minut między jednym zajęciem a drugim. To nie ta jakość.

      Ta, o której piszesz też jest mi tak bliska. Cicha. „Zastanowić się, w jakim kierunku zmierzam”. Właśnie.

      Ja też jestem trochę w deficycie takiej samotności. Bieganie było, teraz mam spacery z aparatem.

      Dziękuję za piękne słowa<3 na mnie takie wrażenie robią Twoje akwarele.

      Ściskam serdecznie:*

  • Uwielbiam być tylko ze sobą!
    Dlatego bardzo się cieszę, że właśnie zaczyna się wrzesień i przedszkole:)

    • 🙂 Pola, Ty masz w ogóle szczególny czas i samotność i cisza są Ci wyjątkowo potrzebne:))

      A co do samotności i instytucji przedszkolnych rozumiem;-) to czasem jedyna chwila wolnego w takim przedziale wiekowym. Pozdrawiam ciepło:))

  • Moje klimaty zdecydowanie. Uwielbiam czas kiedy jestem sama i ma w domu ciszę. A jeszcze bardziej uwielbiam tę ciszę pogłębić siadając w medytacji.
    Po kilku dniach co prawda tak strasznie tęsknię do dzieci, ale wtedy mogę dać im siebie jeszcze lepszą, bardziej cierpliwą i wyrozumiałą.
    P.S. A co do sprzątania pokoju, to odpuść sobie kochana 🙂 Potrzeba posprzątania pokoju pojawia się dopiero wtedy kiedy nie mają się w co ubrać (bo wszystko leży, gdzieś, nie wiadomo gdzie) lub wtedy kiedy na horyzoncie pojawią się odwiedziny płci przeciwnej.
    Także, luz, zamykane drzwi do ich pokoi (żeby nie widzieć bałaganu) no i konsekwentne nie pranie rzeczy, które nie są wrzucone do kosza na brudne ubrania i nie pomaganie w poszukiwaniu zagubionych przedmiotów 😉 No i zlecenie, że sami mają odkurzać swoje pokoje (wiesz, czasem odkurzacz wciągnie coś cennego 😉 )
    Naturalne konsekwencje i kiedyś posprzątają 😉
    Piękny tekst – jak zawsze!

    • Joanna, napisałaś mi kapitalny poradnik na poprawę humoru i stanu mieszkania:))) dziękuję, wdrażam w życie natychmiast;-))

      Ja uwielbiam ciszę:))

      Pozdrawiam mocno i dziękuję serdecznie:-))

      • Voila 🙂 To takie proste, a my przekombinowujemy na własne życzenie 😉 😛
        Także kochana wypoczywaj, odpuszczaj i pisz kolejne piękne teksty :*

      • Masz rację:)Dziękuję, Kochana:))

        Ściskam mocno:*

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.