Miejski zen Rozwój

Kilka przemyśleń na koniec lata.

By on 22 sierpnia 2017

Kilka przemyśleń na koniec lata.

Dojrzałość końcówki sierpnia zawsze mnie lekko zasmuca i zatrzymuje. Tyle się czeka na to lato, ja przynajmniej od zawsze czekam, i nagle siup, z lipcowego bobasa spoconego od upałów błyskawicznie wyrasta ktoś dojrzały w płaszczu i jednym dmuchnięciem strąca liście z moich drzew przed oknem.

Lato daje mi sto procent szczęścia w głowie i żaden upał nie zmusi mnie do narzekania. W temperaturze ponad trzydziestu stopni wreszcie nie jest mi zimno i uśmiecham się naprawdę ponad normę. A norma moja jest nie za wysoka, wystarczy przypomnieć, że jestem posiadaczką resting bitch face. Która przecież zobowiązuje do wyjątkowo zdystansowanej powagi.

Jesień jest oczywiście piękna, wiem i przyznaję, cudownie fotogeniczna, można się otulić swetrem i późnym popołudniem czytać książkę w parku, a z liści zrobić stylową zakładkę. Ale wiatr, który przewraca mi kartki przypomina o nie najlepszych chwilach mojego życia na dłużej niż zwykle.

Jesień wymaga ode mnie zatrzymywania się i oglądania się za siebie. Jesień przypomina mi o końcu dzieciństwa i mocnym wejściu w dorosłość.

Przenosi mnie do czasów pewnej samotności, kiedy nie miałam ani jednego numeru telefonu, pod który mogłabym zadzwonić prosząc o pomoc albo o wysłuchanie.

Dzisiaj jestem o lata świetlne od tamtych wydarzeń i w moim notesie mam kilka rzędów cyfr, które mnie uratują w najtrudniejszej sytuacji. Ale smutek miejsca i kilku długich lat wyrwanych z kontekstu wraca do mnie na chwilę co roku. Potrzebuje pogłaskania. I przytulenia. W końcu nawet złe chwile należą na zawsze do nas i też nas tworzą.

Trzymam się tej końcówki lata w tym roku wyjątkowo, zaklinam czas, żeby długo trwała.

Po ponad pięciu latach, setkach napisanych życiorysów i listów motywacyjnych, szukania mocnych stron i ogarniania różnych, ludzkich historii, rozstaję się za chwilę z moim dotychczasowym miejscem pracy. Niekoniecznie tak, jakbym sobie tego życzyła, niekoniecznie z obustronnym szacunkiem, ale koniec końcem i tak planowałam to. Choć nie w taki sposób.

O ile uwielbiam indywidualną pracę z klientem, cieszy mnie i rozwija mnie samą progres, który zachodzi we wspólnej pracy, o tyle bycie w roli trenera stojącego przed grupą, przez pięć lat wywoływało we mnie poranne napady lęku i kulki w gardle.

Ze swoim bardziej intro- niż ekstrawertycznym charakterem, fizycznym dyskomfortem, który czuję w i przed dużą grupą, przez kilka lat pokonywałam everesty wyzwań. Praca grupowa z ludźmi ze wszystkich stron świata i na różnym poziomie znajomości języka i z odmiennymi oczekiwaniami, nie kończy się też standardowo o piętnastej.

I ja już dziękuję.

Pięcioletni projekt, którego byłam częścią, kończy się w listopadzie. Nowy, inny, stawia tylko na trening imitujący nauczanie, rezygnując z pracy indywidualnej. 

W wrześniu wracam jeszcze na trzy tygodnie, a potem kwiatek pod pachę, figurka buddy do torebki, jedno i drugie prezent od życzliwych ludzi i bye bye i adieu.

Nie mam fachowo opracowanego planu A, B i jeszcze awaryjnie Z. Jestem zaledwie w punkcie, w którym wiem, czego nie chcę robić w życiu i co bardzo chciałabym.

Wiem, że lubię pisać, czasami nawet wierzę, że zatrzymuję tym kogoś i to ma sens, ktoś zwolni albo przestanie się na chwilę martwić albo poczuje się zaskoczony przez zmianę perspektywy. A zaraz potem posiłkując się swoim ochoczym wewnętrznym sabotażystą jestem przekonana, że moje słowa to żadna wartość.

To w końcu zwykły blog osobisty, w którym na ogół piszę dość egoistycznie o sobie i nie mam prawa myśleć, że coś tam o życiu wiem i że to może mieć jakieś znaczenie.

Turlam się przynajmniej dwa razy w tygodniu na kanapie między tymi biegunami zwątpienia i arogancji wiary w siebie, koniec końców i tak stukając w klawiaturę. Bo jest mi to potrzebne.

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że każdy powinien mieć coś swojego. Niezależnego od pracy i wszystkich ról, które się w życiu odgrywa. Coś, do czego zaglądasz codziennie i dbasz o to. Choćby to był kwiatek w doniczce na parapecie. Subtelne, ale głęboko wewnętrzne poczucie sensu siebie samego. I poczucie kontroli nad tym.

Moje pisanie to mój kwiatek. 

Choć na dziś jestem trochę pogubiona. Zaskoczona. Ciekawa, też, ale z obawami, co teraz?

Dlatego ostatnio mniej piszę.

Usiłuję korzystać z wolnego czasu, skupiam na nauce fotografii i produktywności bez pośpiechu.

Ale w końcu się ogarnę i nadam całości jakiś kształt. Czasem naprawdę wierzę, że pewne rzeczy nie dzieją się przez przypadek. A praca w korpo to nie wszystko, co można robić w życiu.

Prawda?

Ściskam sierpniowo w zamyśleniu pogryzając śliwki. Buziak.

TAGS
RELATED POSTS
  • Nie wiem, czy to co napiszę ma znaczenie. Nie wiem, czy to ma dla Ciebie sens. Ale, skoro jestem tutaj dzisiaj pierwsza to bezczelnie powiem „masz cholerny talent do pisania o miękkich rzeczach”. O życiu z sensami. O „bezpośpiechu”. O urodzie chwil spędzonych ze swoimi Domowymi Miłościami. I kiedyś moja przyjaciółka, która wpada do mojego małego miasteczka od czasu do czasu, bo teraz żyje daleko od kraju w wielkiej metropolii powiedziała, że Agnes on the Cloud TAK pisze!!! No i ja pozazdraszczałam 😀 😀 😀 więc wiesz …. piszesz cudownie, inni zazdraszczają … Rób swoje Kochana <3

    • Wszystko, co od Ciebie słyszę i Ty piszesz, również na swoim mądrym i smakowitym blogu ma sens:*

      Takie słowa od Ciebie to mi oczywiście zrobiły tak, że się Usmarkałam. I bardzo potrzebne mi te słowa. Bardzo, bardzo Ci dziękuję, Basiu<3 <3 <3

      Pięknej końcówki sierpnia. Buziaki.

  • Trochę pochlipałam wraz z Tobą nad zmianami, rezygnowaniami, przedsięwzięciami i mym wewnętrznym krytykiem. Dziękuję.

    • 🙂 nie wiem, czy to chlipanie zrobiło dobrze, ale sądząc po słowie dziękuję pewnie tak;) ja dziękuję za nasze prywatne przedsięwzięcie i że to, czego się uczę dzięki temu to jest mój piękny plan poboczny (Twój dzisiejszy wpis na blogu…).

  • Joanna Miałszygrosz

    Matko usmarkalam się, środek dnia, a ja czytam i chlipie. Dzieciom mówię, że to atak alergii. Kocham Cię moja Sis. Jesień będzie dobra i inna niż wszystkie twoje. Będziesz wolna, oczym tak bardzo marzyłaś. Będzie czas na rozpieszczanie B&B, lekkie gotowanie i spokojne pisanie. Będzie wiatr, ale taki, który pcha bezczelnie naprzód, i zapach, który będziesz miała czas wąchać i nie będziesz musiała nigdzie biec. Ja się cieszę na tą jesień, wiem że będzie dobra dla Ciebie. Jestem tego pewna❤️❤️❤️

  • Karolina Re.

    Prawda.

  • Piękne lato, piękna jesień. A dalej było już jakoś inaczej.
    Tak jak pisze Basia, myślę dokładnie to samo, że masz talent do pisania i przekazywania wiedzy, ale i uczuć. Potrafisz natknąć do myślenia, pobudzić wyobraźnie. Potrafisz kazać się innym zatrzymać. Wygląda więc na to, że masz talent, który warto wykorzystać. Myślę, że jesteś go w stanie wykorzystać w wielu miejscach, tak żeby dawało Ci to satysfakcję. Cieszę się, że blog jest Twoim kwiatkiem, bo lubię Cię czytać i zatrzymywać się na chwilę. Ale wiem też że gdy stajemy na rozdrożu kwiatek może ucierpieć. Jak będziesz potrzebować wsparcia pisz, pomożemy <3

    • Dziękuję Ci, Ula. Bardzo serdecznie. Takie słowa wsparcia potrafią bardzo zmotywować i podciągnąć do góry. I nie ukrywam, że to taka chwila, że jest mi to potrzebne.

      Ściskam ciepło<3

  • Też długo planowałem rozstanie się z moją pracą, aż wreszcie ona rozstała się ze mną. Tak już bywa, że czasami inni muszą podjąć za nas decyzje…
    A pisanie jest twoim niewątpliwym talentem – zarówno to o czym piszesz i jak piszesz. Jest to spójne i autentyczne, a to rzadkość w blogosferze. Ludzie zazwyczaj odgrywają role (ja też je odgrywam, niestety…)
    Mam znajomych, którzy z niecierpliwością czekają na każdy twój wpis. I co ja ci będę pisał więcej, tyle pięknych słów już zamieścili ludzie przede mną, więc się tylko do nich przyłączę 🙂

    • Ciekawe, że Tobie przytrafiło się podobnie… i co zdarzyło się dalej? Jestem ciekawa…

      Dziękuję za wsparcie i każdy Twój komentarz, Dawid. Bardzo. Serdeczności.

      • Wiesz, każdego życie przebiega odmiennie. Postanowiłem pójść na swoje, ale jak na razie jest to dla mnie bardzo trudny i cienki kawałek chleba. Natomiast znam osoby, które natychmiast po odejściu z nielubianej pracy, rozwinęły skrzydła… Każdy przypadek jest inny…

      • No właśnie, tyle czynników się na to składa. Czy to jest wiedza, determinacja, pomysł?

      • Determinacja na pewno. Trafienie z pomysłem na dobrą chwilę też – najbardziej przydaje się pewna przebojowość, góra optymizmu oraz wsparcie bliskich osób…

      • Ta przebojowość, optymizm mimo trudności i wsparcie, tak, też myślę, ze to bardzo ważne czynniki determinujące powodzenie. I cierpliwość.

  • Aga, Ty mu nie słodź, że sabotażysta. Bo sabotaż to takie trochę coś do czegoś spróbuję zniechęcić. Ty nazwij go wprost i po imieniu. Hamulcowy. Będzie ci łatwiej nawet nie zaczynać z nim się turlać po czymkolwiek, co ma jakiekolwiek bieguny.

    p.s. To może się częściej pospotykamy? Buziaki -> jak zawsze! 🙂

    • Hamulcowy… Masz rację, Kasia, to brzmi zupełnie inaczej…z nim nie chcę nic robić:-)

      Co do spotkań tak i jak tylko to będzie możliwe:-))) ściskam mocno:))

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.