Życie w zachwycie

Twórczy koniec świata i radość ze zwykłych rzeczy.

Przez dnia 12 lipca 2017

Twórczy koniec świata i radość ze zwykłych rzeczy.

Poddaję się. Napisałam w ciagu ostatnich kilku dni z sześć tekstów. Od parentingu przez jak nie komplikować sobie życia, opisałam dramat gupika zeżartego przez guramina i jeszcze większy dramat wolnego dnia w domu, kończąc na fatalnych prognozach klimatycznych na przyszłość i naszej za to odpowiedzialności. 

Żadnego z nich nie zdecydowałam się opublikować, bo wszystkie powstawały długo i poprawiałam i przerabiałam je tak mozolnie, że w końcu już nie wiedziałam, co ja właściwie chciałam powiedzieć, czyli, cytując klasyka, co poeta miał na myśli?

Wobec kilku tysięcy napisanych i odrzuconych znaków, powzdychałam długo (#%^*+) i soczyście (#%^*+!!!!), poszłam na spacer, kupiłam sobie piwonie, nawąchałam się ich i od razu zrobiło mi się lepiej. Co nie zmienia faktu, że dzisiaj dalej nie mam żadnego społecznie istotnego zagadnienia do rozwiązania. 

Otóż, proszę Państwa, jest lato i głęboko wierzę, że choć na chwilkę, w tym dniu, sytuacja u Państwa jest w miarę bezproblemowa. Kawa wypita, a jeśli są Państwo w mieście, a nie na plaży gdzieś na południu Europy, to to chwilowe załamanie pogody jest załamaniem c h w i l o w y m, a nie wiecznym i zaraz znowu będzie można wygrzewać ciało w słońcu i otwierać okna na oścież od samego rana.

Jeśli jednak aktualny stan temperatury mimo wszystko wpływa na dzisiejsze samopoczucie, ja mam osobisty, twórczy koniec świata, to zawsze można szukać dobrego humoru gdzie indziej. I na przykład mieć radość ze zwykłych rzeczy, szczególnie latem. Bo radości o tej porze roku jest bez końca.

Na przykład teraz potrzeba tylko dwóch minut rano, żeby się ubrać. Człowiek staje się cudownie minimalistyczny. W szafie wystarczają krótkie spodenki, trzy koszulki i dwie sukienki. Do tego nieskomplikowany, obuwniczy wybór miedzy japonkami a trampkami.

Można iść z mokrymi włosami do pracy.

Na śniadanie wystarczy miska truskawek. Albo malin. Jagód. Porzeczek. Albo można wymieszać wszystkie razem.

Pomidory są tak absolutnie pomidorowe. Papryka paprykowa jak nigdy. No i bób, pękaty król lipcowego stołu.

Są pszczoły. Niewiele. Ale są. I motyl. Który od czasu do czasu usiądzie na kwiatku.

Powietrze inaczej pachnie.

Latem miasta stają się puste, bardziej przyjazne.

Potrzeba mniej snu i przez to jest więcej czasu na życie.

Wieczorami czas bardziej sprzyja i pozwala siedzieć na zewnątrz do późna w nocy rozmawiając o sprawach dużych i małych.

Przy świeczce, oliwkach i chłodnym winie.

Można leżeć na trawie i czekać na spadające meteoryty.

Żyć wolniej i uważniej.

Można sobie gwizdać pod nosem.

Można poczuć się dzieckiem, kiedy po długiej nieobecności znowu staje się nad brzegiem morza i jest się malutką, szczęśliwą częścią świata.

Można uprawiać drzemki na plaży.

Włosy jaśnieją od słońca. Można ich nie czesać i ma się natychmiast california look na głowie.

Paznokcie szybciej rosną (serio).

Ludzie są łagodniejsi. Milsi dla siebie.

Deszcz pachnie roślinami.

Jest lemoniadowo – miętowo.

Lekko.

Człowiek czuje się piękniejszy.

Mniej skomplikowany.

I ma nagle więcej odwagi. 

Na przykład ja odwagę mam. Ja, antymistrzyni kuchenna, a w kwestii wypieków to arcyanty, ja, przypalająca jajka gotowane na twardo, zdecydowałam się wczoraj, z drżeniem serca, upiec tartę truskawkową. Nikomu o tym nie mówiąc, sobie tylko wyszeptałam, żeby nikt nie miał oczekiwań, że o to piekę ciasto i ono będzie pyszne, bo się mi uda. Bo co byłoby, gdyby jednak nie?

I ta tarta mi wyszła. 

Cudowna, truskawkowa, a co najważniejsze s m a c z n a. Została zjedzona do ostatniego okruszka kruszonki.  A starszy B stwierdził jak ty umiesz, mami, świetnie piec. I on to mówił z takim przejęciem, że aż się wzruszyłam. Boszzz. To się nazywa wychodzenie ze strefy komfortu. Od teraz już wiem, że mogę wszystko.

A z innych osobistych sukcesów to chciałam jeszcze powiedzieć, że ostatnio byłam w Zarze. W samym środku w y p r z e d a ż y.

I nic nie kupiłam. Nie skusiła mnie żadna koszulka, cudownie przecenione buty czy torebka.

Bez długiego myślenia okazało się, że mam wszystko, czego potrzebuję. 

Odkąd podjęłam decyzję o bardziej świadomej konsumpcji i upraszczaniu życia, widzę odkrywane na nowo zakładki życia. Jak się nie traci czasu na zakupy, chwilę zastanawia, co i ile się kupuje, to ma się więcej czasu dla ludzi i więcej miejsca na emocje.

I dla siebie.

Na radość ze zwykłych rzeczy. Na czytanie książek. Na rozmowy z dziećmi.

Codzienne chwile stają się widoczne i nabierają zagubionego od nadmiaru rzeczy znaczenia. Że lipiec, chodzenie boso i wieczorem czarne stopy B&B od biegania cały dzień. Że kwiaty na stole pachną.

I że może warto sobie czasem odpuścić i przestać od siebie tyle wymagać. Przeżyć dzień bez spinania się i w rytmie slow. I powtarzać takie dni od czasu do czasu. Dla własnego, dobrego samopoczucia niezależnie od czynników na zewnątrz.

Ściskam chrupiąc fasolkę szparagową. Pychotka, jak mówi starszy B.

Buziak.

Tagi
RELATED POSTS
  • Radość ze zwykłych rzeczy – uczucie, które najtrudniej w życiu osiągnąć, a które daje najwięcej szczęścia tak na co dzień. 🙂 Cudowna esencja tej radości ze zwykłych rzeczy bije z tego tekstu! ♥ Chyba lepiej tego wszystkiego nie dało się podsumować. ♥ Gratuluję udanej tarty! ♥ Jesteś teraz bohaterem kuchni w swoim domu 😀 Oby ten sukces dodał skrzydeł i przyniósł więcej takich udanych wypieków! ♥

    • Dziękuję za piękne słowa, Milena:-))) z makaronem też sobie świetnie radzę, według Bibi😂 Jest progres:-)
      Pięknego lata🌞💕🌱

  • Joanna Miałszygrosz

    Uwielbiam Cię w takim nastroju💕. Czytając, czuję zapach lata, lekkość i ogromną tęsknotę za dziećmi😊 i zgadzam się ze wszystkim. Wszystko ma inny wymiar jakby energię z kosmosu – jest siła i moc❤️

    • Dziękuję, Sis. Ja też lubię u siebie takie nastroje. Nieskomplikowania i prostej radości:-)

  • Lekkość radość i jedzenie <3 czyli raj 🙂 siedź tam dalej Aga i ciesz sie tym Rajem 🙂 a w teksty z brakiem społecznie ważnego zagadnienia nie wierzę 😀 z pewnością jest tam to zagadnienie <3 Ciumaski <3

    • Basia, zajadam jagody, wystawiam fioletowy język i chyba mi dobrze:-)) lato sprzyja powolności, dlatego tak je lubię.
      Może spojrzę jeszcze na te teksty:-))
      Ciumaski<3

  • Ach jak zwykle powialo lekkoscia z Twego tekstu. Wyobrazilam sobie wszystkie te kolory i smaki. Poczulam tez tesknote wlasnie za takim prostym zyciem.. piekny tekst jak zawsze ☺️

    • Dziękuję, Kamila:-) zwykle rzeczy mijamy często nie widząc, ile mogą dać nam radości:-)) warto się czasem zatrzymać, tak myślę. Pozdrawiam ciepło<3

  • Och, witaj towarzyszko twórczego kryzysu! Mam dokładnie to samo. Trzeba sprawdzić problemy z pisaniem nie są związane z jakąś pełnią albo coś. 🙂
    Czytając Twoje słowa poczułam tą letnią lekkość i brak skomplikowania.. rzeczywiście, życie mi się wydłużyło, a jak widzę stragany z owocami i kolorowymi warzywami to od razu mam uśmiech na twarzy. Aż chce się żyć 🙂

    • Witaj, Kochana:-) a może to lato nas rozleniwia i dlatego rozprasza? Lato jest po to, żeby było wolno i w zachwycie. Trzeba brać garściami, zanim znowu ucieknie.
      Ściskam ciepło<3

  • Cieszę się, że miałam możliwość przeczytania tego tekstu na świeżym powietrzu w oczekiwaniu na tramwaj.

    Teraz zachwycam się wiatrem we włosach. ❤️

  • Zainspirowałaś mnie Aga. Chyba wezmę dzień wolnego na takie cieszenie się latem. Jakoś mi tak bokiem w tym roku przechodzi, za dużo się dzieje, że nie zauważam piękna długiego dnia, przydałby mi się wypad w góry…
    A Tobie gratuluję i tarty i Zary. bo fajnie móc sobie samemu coś udowodnić 🙂 Życzę Ci weekendu w stylu slow 🙂

    • Dziękuję, Ula. Tak, lato sprzyja powolności. Lekkość ubrań przekłada się na życie. Życzę Ci serdecznie wolnego dnia w rytmie slow również:-)) Pozdrawiam bardzo mocno:-)

  • Motyli jest wyjątkowo dużo, wszystko kwitnie nad wyraz bujnie, w lasach są jeszcze jagody, a na polach czarne porzeczki. Na polach jeszcze nie wyjechały kombajny, więc można zniknąć wśród zboża. Tylko noce cholernie zimne, nie da się patrzeć na gwiazdy, bo para wydobywająca się z ust przesłania nieboskłon 🙂

    • Ooo, Dawid, a gdzie tak zimno? Jesteś właśnie na Mazurach?
      A ja mam pszczoły na tarasie! Aż mnie to rozczuliło:-))
      Conz Twoim kursem fotografii? Pracujesz nad nim?:-))

      • Zimne noce są chyba w całej Polsce.
        A nad kursem pracuje na razie zdjęciowo, ale robię też 4 inne rzeczy i to tak cholernie wolno idzie. Dzięki, że mi o tym przypominasz. To daje pozytywne wzmocnienie, aby bardziej się postarać 🙂

      • 🙂 cieszę się. Bo ja tak bardzo poważnie czekam na Twoją wiedzę dostępną online.
        Pozdrawiam serdecznie:-)))

  • Masz papiery na pisanie. Nie mam co do tego grama wątpliwości. A gupiki – zgadzam się – mają przesrane. Nie raz byłem świadkiem ich marnego końca…

  • No dobra. Za mało tego lata cieszę się latem. Dzięki za przywołanie do porządku:** Ps u Ciebie zawsze tak smacznie:) I pisz książkę:)

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.