Rozwój Życie w zachwycie

Letnie porządki.

Przez dnia 19 lipca 2017

Letnie porządki.

Lato nie ma wad. Jest sumą pachnących i pięknych zalet. Dodatkową, bardzo praktyczną jest to, że o tej porze roku najbardziej mi po drodze z porządkami w domu. Upocona i z entuzjastycznym westchnięciem zaglądam do szaf, wyciągając z nich bez sentymentu rzeczy, których kryterium do oddania brzmi nie noszone od roku. Pakuję je w torbę z przeznaczeniem dla bardziej potrzebujących i wyprowadzam w świat. W tym roku jest tego mniej, niż w ubiegłym, co oznacza, że dobrze mi idzie z mocnym postanowieniem rozróżniania zachcianek i potrzeb.

A tak w ogóle to zauważyłam, że dzieci to urodzeni minimaliści. Obserwuję starszego B, który na okrągło wymienia cztery pary tych samych spodenek i tyle samo koszulek. Młodsza B dorzuca do tego dwie sukienki. To my edukujemy dzieci w kwestii konsumpcji. Ilości ubrań i zabawek, które pozbawiają naturalnej umiejętności i poczucia, tego, że aktualny stan posiadania jest wystarczający.

Dzisiaj zamierzam zaatakować kuchnię. O ile ilość filiżanek do kawy zredukowałam do kilku, tak na wypadek stada gości – kawoszy, którzy nagle chcieliby wypić ze mną filiżankę i zjeść do tego migdałowe ciasteczko, tak ilość uzbieranych za punkty w supermarkecie szklanek dla dzieci w ogóle się nie zmniejsza. Miałam ogromną nadzieję, że się same z czasem wytłuką, w końcu B&B razem to specjaliści od demolki. Ale niestety nie. To jest chyba jakieś superszkło specjalnie z myślą o dynamicznych małolatach.

Doszłam do wniosku, że jeśli szklanek będzie cztery, powiedzmy sześć, to może dzieci nauczą się, że naczynie, z którego się upija łyk i natychmiast porzuca, służy jednak do w i e l o k ro t n e g o użytku, czyli nie trzeba za każdym nowym pragnieniem brać z szafki nowej, prawda? 

Pomyślałam też, że można na przykład rozciągnąć letnie porządki na inne pomieszczenia i mniejsze i większe życiowe sprawy.

Na przykład wypadałoby się wreszcie pozbyć poprzyklejanych w kuchni na ścianie ważnych informacji, które straciły ważność dwa lata temu, bo wtedy był ostatni raz, kiedy na nie spojrzałam. Na liście są też wszystkie odlotowe przepisy na superdania, do których nigdy nie zajrzałam. Nie zajrzę. Wiem to. Podobnie notatki i zapisane w komputerze teksty na później. Jeśli nie przeczytałam ich w ciągu tygodnia, nie przeczytam nigdy. Adieu.

Szuflada, do której moja rodzina wrzuca wszystkie drobiazgi, kiedy nie wiadomo, co z nimi zrobić. I pozostałe trzy szuflady, całe szczęście mniejsze, w przedpokoju.

Można wyrzucić wszystko, co popsute. Czego nie ma gdzie oddać do naprawy. Również dawne relacje z zakamarków pamięci, które się skończyły i nie było happy endu.

Lekką ręką pozbyć się raz na wieki słów nigdy, zawsze, kiedyś, jak tylko, od poniedziałku. Mocnym kopnięciem wyeliminować z pamięci wszystkie słowa głupich ludzi, które przypominają się od czasu do czasu i ranią ciągle tak samo.

Z pewną siebie nonszalancją pozbyć się wszystkiego, co nie kojarzy się dobrze. Wspomnień z kiepskich wakacji i zdjęć, na których się fatalnie wyszło. Zachować te najładniejsze, żeby tylko tak o sobie myśleć. Pozbyć się pięknych, ale do bólu niewygodnych butów. Czy na pewno są potrzebne, żeby się dobrze ze sobą czuć?

Wreszcie spiżarnia pod schodami, do której rodzina, jak do szuflady w kuchni, wrzuca wszystko,  ale o większych rozmiarach, kiedy nie wie, co z tym ma zrobić. I szybko zamyka drzwi.

Wyrzucić za okno lęki o przyszłość, dzieci, pszczoły i całą planetę. Dbać o to wszystko tak mocno, jak tylko się da, ale bez zamartwiania się, co będzie.

Nie zajmować się w ogóle rzeczami, na które nie ma się wpływu.

Mieć mniej list to do, do zrobienia, a więcej to be. Do bycia.

A więc być. Powoli. Uważnie. Z lekkim bagażem. Nie narzekać. Być ciekawym. Codziennie się dziwić. I czymś zachwycać. Nawet bardzo maleńkim.

A potem, przez resztę lata nie mieć przed sobą żadnego szczytnego celu i zadania do wykonania.

Po prostu przez chwilę, bez żadnego wielkiego i znaczącego sensu, spokojnie i powoli być.

Oddychać. Czuć radość.

Pozdrawiam jagodowo z fioletowym językiem.

Buziak.

Tagi
RELATED POSTS
  • U siebie w domu część naczyń po prostu schowaliśmy. Kubki, łyżeczki i wszystko co jest ciągle używane ograniczyliśmy do minimum. I stał się cud – zlew nie jest już permanentnie zawalony brudami. Jak przyjdą goście, to wyciągnę ze schowka, ale jeszcze nie musiałem tego robić 🙂

    • A jednak, minimalizm stosowany, czy też prostota stosowana działają cuda! Ja się właśnie przymierzam do każdej z szafek po kolei:) świetny pomysł ze schowaniem rzeczy i wyciąganiem tylko w razie potrzeby.

  • Pięknie to napisałaś. Zresztą jak zwykle 😉 Ja właśnie jestem na etapie porządków, oddawania i pozbywania się niechcianych rzeczy, zarówno tych z szaf i półek, jak i z głowy. Nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać kciuki za Ciebie i życzyć Ci pięknego, spokojnego lata :*

  • „Mieć mniej list to do, do zrobienia, a więcej to be. Do bycia.” – w punkt! 🙂 Chociaż ja listy akurat bardzo lubię, bo mi pomagają się zorganizować 🙂 A co do porządków nawet nie sądziłam, że to takie fajne i oczyszczające dopóki sama nie spróbowałam. Miesiąc temu spakowaliśmy bardzo dużo ubrań w kilka worków i oddaliśmy na zbiórkę 🙂

    • 🙂 sprzątanie robi dobrze, oddawanie tego innym jeszcze bardziej:)
      Życzę Wam z całego serca wakacji bardzo to be<3 ściskam:*

      • Dziękujemy, my już po wakacjach 🙂 Chyba, że można się oszukać i je przeciągnąć o kolejny miesiąc 🙂

  • Aga idziesz jak burza, może wpadłabyś do mnie 😉 ?

  • Ach, jak Ty pięknie o tych trudnych sprawach:) myślałam, że tylko ja upycham do spiżarki, jak szuflada „wszystko, co nie ma kategorii” przebiera;) Obiecuję, następne lato sobie takie zrobię. Teraz zdecydowanie mam więcej „to do” i ostatkiem sił klepię się po głowie, żeby pamiętać o „to be”.

    • Marzena, Ty masz teraz to do książkowe, więc rozumiem:))
      Szuflada bez kategorii prawie uprzątnięta, a za chwilkę mam urlop, więc bardzo będę chciała być bardziej to be;-)
      Ściskam serdecznie:))

  • O, to też jest mój plan na urlop – wyrzucanie 🙂 I bardzo mi się podoba pomysł z listą „to be” – na pewno będzie na niej bycie wyspanym i najedzonym 😉

    • Bardzo piękne „be”. Moje to być powolnym:)) bardzo to lubię, a mam tak niewiele:))

  • Z lekkim bagażem najlepiej! <3

  • Mieć mniej list to do, do zrobienia, a więcej to be. Do bycia.
    Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Aga jesteś chyba jedyną osobą, której takie wpisy o slow-life kupuję- tak totalnie!
    ps. Z brakiem gps w mózgu, kuchni i życiowym nieogarem to jesteś moim alter ego z Cloud’u <3

  • rademachera

    Sprzątanie? Nic prostszego, dopóki nie dotyczy wspomnień i ludzi. Trudno usunąć pewne fakty z pamięci. Trudno się tym nie truć. Ale fakt. Złe wspomnienia i toksyczni znajomi odbierają nam radość.
    Chyba pora wziąć się za letnie porządki…
    Mam już mało czasu by być.

  • Próbowałam zmniejszyć ilość szklanek, filiżanek, talerzyków … Ale one wszystkie takie mi bliskie i mają w sobie coś. I nie chcę ich wyrzucać, a nikt nie chce ich chyba wziąć? Więc wróciły do czystych i pomalowanych szafek kuchennych 🙂 Niech sobie żyją swoim życiem. czasem córka zamiesza w miseczkach swoje specyfiki. Czasem zapozują do zdjęcia na Babowni 🙂 Nie jest mi dane być minimalistką. Slow Hedonistka ściska 😀

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.