Rozwój

Koniec świata i ćwiczenia z uważności.

Przez dnia 26 lipca 2017

Koniec świata i ćwiczenia z uważności.

Mam dni, których nie lubię, na ogół dwa, trzy, co jakiś czas, raz na kwartał chyba, kiedy gubię wszystkie sensy. Pomimo tego, że przecież wszystko gra. B&B zdrowi, świeci słońce, kłopoty do ogarnięcia, a w środku mimo tego następuje znowu koniec świata. 

Poranek po kolejnym śnie, w którym znowu umierała moja mama, a to już tyle lat. I mieszkanie, którego przecież też już nie ma. I nagle słońce nie robi wrażenia, chcę się skulić i szybko oddać głowę do naprawy. Halo, pytam, jest gdzieś jakiś punkt naprawy popsutych od wspomnień i snów głów?

***

Każdy z nas ma swoje trudne historie, moją jest opowieść ze snu i kilka innych rzeczy, które wydarzyły się potem. Muszą od czasu do czasu wyjść i mnie zatrzymać na kilka niemożliwie długich chwil.

Potrzebuję wtedy być sama, oddać się kompletnie ciszy, wygładzić te lęki i znowu zamknąć na jakiś czas wspomnienia. Kiedy poświęcę im wystarczajaco dużo czasu, odchodzą czasem same. I nauczyłam się już być im nawet trochę wdzięczna, że wracają, mimo smutku. I mojej bezradności.

Powroty z przeszłości, które pochłaniają mnie na chwilę kompletnie, pozwalają mi na nowo odkryć odsuniętą na jakiś czas teraźniejszość. Wracam do tego świata skupiona i uważna, bo wiem, jaki jest kruchy. 

W tym świecie młodsza B. znowu zawzięcie coś klei i tworzy, a starszy B. jej  dokucza i ucieka ze śmiechem. Ja przewracam oczami i gonię za nim, A. macha palcem w pedagogicznym wydęciu. Kot miał nie gubić sierści, a gubi hurtowo, a wiatr, który wpadł do pokoju rozrzuca jej kępki na prawo i lewo.

Jako dorośli mamy rozbiegany umysł, skupiony na ogarnianiu całości i małych i większych kłopotów. Jesteśmy od planowania, zadaniowości i bycia dzielnym. Trudno w tym wszystkim regularnie skupiać się na drobiazgach i zachwycać za każdym razem zapachem prania wieszanego na powietrzu. 

Dzieci mają tę fantastyczną umiejętność uważności na co dzień. Kiedy mówią do mnie, a ja to słyszę i przyjmuję do wiadomości nie komentując, przecież słyszałam, myślę, a i tak jestem gdzie indziej, będą powtarzać tak długo, aż usłyszą informację zwrotną. Aż poświęcę im uwagę. To mnie prostuje i pozwala fizycznie być w chwili obecnej. Wiedzieć, gdzie jestem, co ich zajmuje i jak o tym czymś mówią.

Wtedy ta chwila się utrwala, ląduje jako subtelne wspomnienie lipcowego popołudnia.

Dzieci nie potrafią też robić kilku rzeczy naraz. Filozofię zen mamy chyba w naturze, tracimy z czasem tę umiejętność, gubiąc skupioną wrażliwość zmysłów na otaczający świat.

Jako dziecko i dorastająca panna uczyłam się w ciszy, w ciszy pisałam i czytałam książki, to była moja nieświadoma uważność, która potem na lata całe uciekła. Zmieniły się warunki, miejsce zamieszkania i status.

Z uważności tworzą się wspomnienia, którymi na końcu jesteśmy.

Nie zarzucam się już pytaniami co by było gdyby, wtedy, że można było sobie poświęcać więcej czasu i powiedzieć więcej słów. W przeszłości nigdy nie jesteśmy wystarczająco mądrzy i tym bardziej nie powinniśmy się mądrzyć wobec siebie w chwili obecnej.

Przyjmuję do wiadomości fakt powracających wspomnień w ciemnych kolorach i pozwalam im być przez dłuższą chwilę, choć dużo mnie to kosztuje. Są jednak mną, istotną częścią mnie.

I z tego uczę się mocniej poświęcać czas i uwagę codzienności.

Od jakiegoś czasu mamy soboty bez planów. Gdzie dziś idziemy, co dziś robimy? Nic, mówię, spędzamy dzień tak, jak każdy potrzebuje. Leniwe poranki, najpierw lody, a dopiero potem śniadanie. Często w piżamie, latem na tarasie.

Być w ciszy. Nie spieszyć się. Telewizora najchętniej pozbyłabym się natychmiast, ale mam silne i krzykliwe przeciwne temu lobby.

Uczę się skupienia, wbrew pozorom tego naprawdę trzeba się nauczyć na nowo. Odrzucić na chwilę automatyzację domowych zajęć i nie dziwić się ale jak to, to ja już opróżniłam zmywarkę, kiedy?

Zbyt mało czasu poświęcamy na to, co ważne.

Drobne gesty.

Wciągnięcie soczyście powietrza do płuc.

Słuchanie wiatru w ciszy.

Rozmowy.

Wrażliwość na zapachy.

W tym roku na nowo odkryłam piwonie, kwiaty dzieciństwa, które krzakami rosły u mojej babci. Zapomniałam, jak pięknie pachną.

Albo groszek zrywany z krzaka, który słodziutki lądował natychmiast w ustach.

Potrzebna mi regularna uważność, jak chwila medytacji, która by była skuteczna, też wymaga dyscypliny. Potrzebny mi szacunek do czasu.

Chcę codziennie poświęcić kilka minut na uważne, świadome bycie. I zarejestrowanie tego.

Jeden dzień, jedno zdjęcie. Tak, jak w projekcie 365. To mnie zdyscyplinuje i zatrzyma.

Tylko mój projekt nazwałam Slow book.

Ma być nieśpiesznie i ma to być historia całego roku, książka ze zdjęć.

Nie jestem zawodowym fotografem, uczę się nieśmiało i nie o perfekcję tu chodzi, a o skupienie. I regularne zwalnianie tempa.

Startuje już wkrótce.

Znaczenie ma przecież tylko to, co się aktualnie odbywa.

 

Ściskam z rozwianym włosem. Zamiast lipca jest dziś chyba jakiś lipdziernik.

Buziaki.

 

Tagi
RELATED POSTS
  • Karolina Re.

    Praktykuję od jakiegoś czasu, pod warunkiem, że akurat mam siłę i nie padłam. 🙂 Przydaje się. 🙂

  • A ja się już tyle naczytałam na temat czerpania radości z chwili, uważności etc. i ciągle nie umiem wcielić tego w życie :/ Jakaś taka „nieedukowalna” jestem 🙂 Pozdrawiam

  • Siedzę, czytam, chłonę i uczę się od Ciebie 🙂 Twojego spokoju i akceptacji.
    I jakie wspaniałe soboty u Ciebie…!

    • Wpadaj do nas w którąś:))
      Dziękuję:) a ja się z kolei bardzo dużo uczę od Ciebie, nie tylko w kwestii fotografii;-)

  • Uważności trzeba pilnować. Człowiek się na chwilę odwróci, a ona już się zgubiła. I trzeba jej szukać…

    • O tak! Jakie to mądre, co napisałeś:) faktycznie, ja też jej często poszukuję. To taka cenna, ale krucha wartość:))

  • A ja uważnie przyglądam się sobie. Taki się trochę robi ze mnie samolub uważnościowy. Badam mocno moje „tak i nie” na różne sprawy i coraz częściej myślę, że się ułoży samo, co ma się ułożyć. Jakoś tak postanowiłam popłynąć z biegiem mojej rzeki i to robię. Piękny stan. Pomiędzy farbami i drobiazgami do kuchni. Pomidorami i wakacjami, które zorganizował w tym roku mąż, też wpadam w moje rozpacze i się z nich dźwigam do pionu, żeby kolejnego dnia kochać życie. I pewnie tak ma być 🙂 Ściskam Panią Fotograf mocno i piszę się na Slow Book <3

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.