Rozwój

Nigdy nie będzie właściwego momentu.

Przez dnia 14 czerwca 2017

Nigdy nie będzie właściwego momentu.

Jest lato, a ja znowu w poniedziałek marudzę, że niewystarczająco dobrze wyglądam, żeby włożyć tę, a nie inną sukienkę i cieszyć się latem, słońcem i życiem. W ubiegłym roku w poniedziałki miałam jakieś takie niefajne kolana, w tym roku nie lubię się z ramionami. To jeszcze nie ten moment, mimo tego, że wiem, że Benjamin Button był tylko jeden i ja, w przeciwieństwie do niego nie młodnieję, auuu.

Od długiego już czasu mam w głowie większy projekt związany z pisaniem. Mam pierwsze notatki, mniej więcej ułożony plan w głowie. Nic tylko się zorganizować i stukać w klawiaturę. Zdążyłam już kilka razy się z tym projektem nawet wynurzyć publicznie, dostając całkiem dobry feedback. A w ostatnią sobotę nawet bardzo wspierające słowa od kogoś, kto jest pisarzem i na pisaniu się po prostu świetnie zna.

Nie zmienia to faktu, że nowy folder w laptopie jest pusty. Ponieważ wydaje mi się, że jeszcze niewystarczająco wiele wiem o pisaniu, żebym mogla zabrać się za coś większego. Jeszcze chyba muszę napisać kilka tysięcy tekstów na bloga, przeczytać stos podręczników o pisaniu, zestarzeć się, zgorzknieć, by wreszcie dwa dni przed śmiercią chudymi paluchami zacząć tłuc w klawiaturę, będąc dopiero wtedy pewną, że teraz umiem wystarczająco dużo. I zaraz potem rozpaczliwie umrzeć.

Podobnie od roku przychodzę do pracy z pewnym uwierającym uczuciem lekkiego poddenerwowania i braku przyjemności. Wewnętrznie wiem, że czas na zmianę, ale znajduję kilkanaście argumentów, żeby stwierdzić, że jeszcze nie jestem wystarczająco gotowa.

Ostatnio miałam napisać ważnego maila do kogoś i była to kwestia dla mnie istotna, od której wiele zależy w kwestii prywatnej i zawodowej. Trwało to dwa tygodnie, zanim w końcu wczoraj kliknęłam wyślij. Dwa tygodnie szukałam i czekałam na na właściwy moment. I zrobiłam to w poniedziałek po południu będąc w biegu, ogarniając dzieci i ich festyn w szkole i kota, który biega po domu jak opętany i wszystko zrzuca ze stołu i z szafek.

Czy tak wyglada właściwy moment? Czy to był właściwy moment? Nie. Nigdy nie będzie właściwego momentu.

Każdy moment jest właściwy do zrobienia tego, co zamierzamy, do zmiany, od drobnego nawyku poprzez rzeczy większe, do spełniania marzenia, cicho snutych planów. 

Te wielkie właściwe momenty mogą nigdy nie nadejść. Nawet, jeśli się zdarzają, to okazuje się, że desperacja jest już tak wielka, że kontrolują nas tylko emocje i rozczarowują oczekiwania albo zmieniły się priorytety i pewne rzeczy nie mają już znaczenia. Psst i iskierka zgasła.

Nie można przewidzieć czy będziemy mieć wystarczająco wiedzy kiedyś, żeby zacząć coś robić, wystarczająco odwagi kiedyś, żeby coś zmienić i kiedy będziemy wystarczająco dojrzali, żeby kiedyś tam wreszcie za coś się zabrać. Żeby wreszcie uznać, że wiemy wystarczająco. Jesteśmy wystarczająco dobrzy teraz.

Każdy moment, w którym coś nas uwiera, nie daje spokoju, zajmuje na dłużej jest tym momentem, żeby zrobić pierwszy krok dokładnie z tym, co mamy w danej chwili.

Steven Pressfield, amerykański autor bestsellerów, który sam przez siedemnaście lat  (!) czekał na wystarczający moment, żeby zacząć pisać, powiedział:

Istnieje sekret znany przez prawdziwych pisarzy, którego pretendenci nie znają, a ten sekret to: to nie pisanie jest trudną częścią. To co jest trudne, to siadanie do pisania.

I właściwie odnieść można to do każdej czynności, planów, zmiany. To początek jest trudny.

Jeśli chcesz zacząć zdrowiej żyć albo uprawiać sport zacznij teraz, nie w poniedziałek. Załóż buty i idź na pierwszy, nawet krótki spacer albo zrezygnuj z ciastka do kawy.

Jeśli masz marzenie o własnej firmie zacznij czytać, jak prowadzi się firmę. Jeśli chcesz się nauczyć fotografii, weź nawet smartfona i idź robić zdjęcia.

Jeśli chcę do diaska mieć inną pracę, to muszę się określić jaką i zrobić edycję cv. Nazwać ten pusty folder w laptopie, usiąść w skupieniu. Założyć sukienkę bez poniedziałkowego focha na siebie samą i iść na lody z dziećmi.

Wszystko zaczyna się od małej rzeczy, pierwszego kroku.

I poczucia, że nie ma bardziej wystarczającego momentu na życie niż aktualna chwila.

O czym muszę sobie od czasu do czasu przypominać.

A jak to jest u Ciebie?

Pozdrawiam letnio. Buziak.

Tagi
RELATED POSTS
  • Nie mam nic do dodania. Podpisuję się pod każdym słowem. P.S. Nie, zaraz, jednak coś dodam 😉 Nawet nie wiesz JAK bardzo ten tekst jest mi teraz potrzebny. Dziękuję za to, że chce Ci się dzielić tym z nami.

    • Och dziękuję, Marta. Twoje słowa są dla mnie zawsze takie cenne. Cieszę się, że trafiłam w Twój nastrój:-) ściskam mocno:*

      • Twoje dla mnie też. Nie spodziewałam się, że w internetach znajdę paru niesamowitych ludków 😀 A jak jeszcze myślą podobnie – piękna sprawa 😉

  • Marta Peikow

    Dokładnie jak.u Ciebie Jest. Narzekałam, że strony do bloga nie mam jakiej chcę. Od pół roku mam i od pół roku nie mogę tekstów przenieść. Strach. U mnie to strach. Paradoksalnie zawodowo poprawiam pisanie innych lub robię to za nich.Ty, Agnes jesteś do pisania gotowa bardzo. Uwierz, jestem mocno krytyczna. Rzadko który blog mnie zatrzyma ( mam pięć ulubionych). Czekam aż myśli w słowa złożysz i post się pojawi. Nie przestawaj. Uścisków moc.

    • Marta, dziękuję Ci serdecznie za ten komentarz. Tym bardziej od kogoś, kto słowem się zajmuje. To takie potrzebne…

      A co do strachu: tak, to jest to. Że nowa odpowiedzialność. I do tego, że a nuż się uda? Wiesz, że ludzie z natury mniej boją się porażek, niż sukcesu? To nas chyba zatrzymuje najbardziej.

      Ściskam mocno i jeszcze raz dziękuję<3

  • Ja mam tak, że najgorzej mi się do czegoś zabrać, nawet jeśli to wyczekany i wymarzony projekt. Na przykład teraz tak mam – przede mną robota marzeń, a ja siedzę na kanapie i macham nogą, zamiast się za nią zabrać. I gdzie tu sens? 😉

    • a nuż będzie świetnie? Inaczej? Po nowemu? To chyba nasze lęki. Moje w każdym razie na pewno. Latam po domu, wpadam w czarne doły, gubię sensy. Koszmar;-)

  • Dzień dobry 🙂 wpis jest dzisiaj na PatiCafe.pl, pozdrawiam – Patrycja

  • Pisze też o tym fajnie Asia ze styledigger. Zamiast planować i czekać nie wiadomo N co, trzeba ruszyć tyłek 🙂

    • Muszę zajrzeć:-) nie znam tego wpisu. Ruszyć tyłek. To jest właśnie to;-)

  • Ja jestem z tych, którzy dobrze zaczynają. Z wiarą. Energią. Siłą. A potem bywa gorzej. I ja bardzo czasem potrzebuję przywiązania. Bo inaczej pewnie zabiłabym już swojego bloga. Rozwaliła małżeństwo. I jeszcze wiele innych rzeczy. Mam takie momenty w swoim życiu, o których myślę „dobrze, że iskierka zgasła na czas”. Tak mi jakoś wyszło przekornie, ale to niechcący 🙂 Może to mój wiek? 🙂 Buziaki <3

    • Ja bardzo wierzę,że nie ma przypadków w tym, co się dzieje i nie dzieje się bez przyczyny. Nie jesteśmy samoistną wyspą, jak pisał klasyk.
      Buuziaki💙

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Cześć. Jestem Aga, a to jest blog o ogarnianiu życia, znaki szczególne #nofilter. Lubię prostotę, brak pośpiechu i wierzę, że w życiu warto być przyzwoitym. W zakładce "o mnie" znajdziesz więcej informacji o mojej osobie. Ściskam.