Rozwój Życie w zachwycie

Kilka słów o szczęściologii.

Przez dnia 30 maja 2017

Kilka słów o  szczęściologii.

Narażę się pewnie wyznawcom psychologii pozytywnej i pochodnych od niej trendów, ale mam dość ściemy w postaci napisów chcesz być szczęśliwy to bądź albo terrorystycznego be happy. always. Z dyskretnym, ale nie znoszącym sprzeciwu naciskiem na always, rzecz jasna. To zawsze jest słowem kluczem we wmawianiu ludziom, że sensem życia jest nieprzerwana szczęśliwość.

Otóż ja nie wiem, czy taki stan zawsze jest w ogóle możliwy. Nie wiem, czy można  nieustannie wierzyć w  swoje możliwości, nie przejmować się problemami, mamrotać, że co mnie nie zabije to mnie wzmocni i wizualizować stan posiadania i dwa lata później ten stan mieć. Mam wrażenie medialnej i poradnikowej wszechobecnej dyktatury identycznych osób sukcesu, pozytywnie zakręconych, najlepiej z własną firmą i zaprojektowanym na każdy dzień życiem.

Osobiście i na co dzień przeżywam problemy małe i duże, poziom wrażliwości, który posiadam powoduje, że płaczę czasem nawet z tak błahego powodu jak samodzielność moich dzieci (bo tak mi już wyrośli, buuu) i trzy dni deszczu pod rząd, więc to mnie od razu wyklucza z grupy wyznawców szczęściologii. No bo jak to tak, zasmucać się, zamartwiać, uprawiać wolne tempo życia, zamiast przeć do przodu mimo przeciwności własnego charakteru i losu. Trzeba zmienić nawyki i przyzwyczajenia. Wszystko zależy od ciebie.

Pomijając aspekt czysto konsumpcyjny – szczęściologia to świetny biznes i ujednolicenie społeczeństwa, któremu mówi się zbiorowo, czym jest sens życia, trend ten odbiera mi podstawowe prawo do bycia sobą. Nierówną, czasem nieogarniętą. Nie zawsze dobrze radzącą sobie w życiu, z napadami jesiennej melancholii, że o zimowej nie wspomnę.

Nie wierzę w wizualizowanie szczęścia i sukcesu. Wierzę za to w codzienną pracę, którą wykonuję i która może mnie do moich celów przybliżyć. Choć nie musi. Bo może się okazać, że cel, który mam mnie przerasta i w połowie drogi zrezygnuję. I im bardziej będę wierzyć, że mogę wszystko, jak uczy filozofia wiecznych optymistów, tym bardziej w razie rezygnacji pomyślę o sobie, że jestem do niczego. Tymczasem nie jestem. Wcale, a wcale tak o sobie nie zamierzam myśleć.

Nie uważam, że jeśli coś mi się nie uda albo przyznam się, że nie daję rady, oznacza to, że zaliczam porażki. Życie jest procesem i nieustanną zmianą. Kiepskie dni, usmarkany nos i nietrafione cele również do niego należą. Porażką jest dla mnie świadome robienie innym krzywdy. Przyznanie się, że się czegoś nie potrafi jest stwierdzeniem faktu, choć wobec dyktatury niezmiennej szczęśliwości, wydaje się być dzisiaj aktem odwagi.

Największa bujda szczęścia jako filozofii życia polega na tym, że wmawia nam, że oto szczęście zależy tylko i wyłącznie od nas. Otóż nie. Od nas zależy wiele, ale nie wszystko. Nie mam wpływu na kryzys finansowy, długość swojego życia, nieprzewidywalność polityków i jeszcze kilka innych rzeczy.

Założenie, że szczęście powinno być stanem permanentnym pozbawia mnie naturalnej radości, jaką powinna być zwykła radość istnienia w ogóle. Ze wszystkimi jej aspektami, również w ciemnych kolorach.

Że jestem, że udało mi się rozwiązać większy problem, że jestem trochę mądrzejsza niż dziesięć  lat temu, że mam rodzinę i nie mieszkam daleko na Alasce i mogę właśnie cieszyć się latem w pełni. Ale że zamartwiam się też czasem, że świat idzie w złym kierunku, giną masowo pszczoły, że mi coś nie wyszło, że włosy takie cienkie i bez życia, że chciałabym być czasem gdzie indziej i choruje mi dziecko jedno i drugie. I wtedy trudno mi jest uparcie twierdzić, że wszystko jest super, a kysz wszystkie smutki. Czasem muszę się posmucić, schować do kieszeni i teatralnie sobie podramatyzować. Bo zwyczajnie przeraża mnie to i owo.

Podeprę się Kubusiem Puchatkiem i tak jak on tłumaczył Prosiaczkowi, że czuje się miłość, tak samo c z u j e się szczęście. A nie do niego dąży.

Zdaje się, że to bycie jest celem samym w sobie. A nie pogoń za króliczkiem.

Życzę nam wszystkim jak najwiecej takiego czucia. Wiele jest go w świadomym przeżywaniu codzienności. Można czuć się dobrze wieszając pranie i spacerując po ulicach. Wszędzie. Wcale do tego nie dążąc. Wystarczy być na miejscu.

Ściskam letnio i z rozwianym włosem. Buziak.

Tagi
RELATED POSTS
  • Definicji szczęścia jest tyle, ile ludzi na Ziemi, co jakby skazuje na porażkę wszelkie próby ujednolicenia ludzi według jednego słusznego wzoru. Na szczęście 😉

    • Bardzo na szczęście. Choć wielu się wydaje, że jednak można według jednej definicji:/ pozdrawiam ciepło:-))

  • Jak zawsze! Mam ochotę po prosty wysłać Ci serduszko: <3. Dziękuję za Twoje teksty!

    • ::* ja dziękuję za Twoją obecność i taką energię, która dodaje mi skrzydeł:-) soczyste buziaki<3

  • Oj, jak trafnie.
    Chyba takiego właśnie podsumowania brakowało mi do ogarnięcia natłoku moich myśli. Ostatnio czułam się taka….. niezadowolona, trochę nieszczęśliwa, ogólnie na nie do wszystkiego bo przecież tyle rzeczy mi nie wychodzi, tyle nie mam i nie rozumiem. I było mi z tym źle. Bo jak chcę osiągnąć w życiu sukces to nie wypada smutku do siebie dopuszczać, odpuszczać i się zapuszczać. A ja potrzebuję trochę opaść, żeby się wznieść.
    Podoba mi się tu u Ciebie. Fajnie, że jesteś 🙂 Rozgaszczam się.

    • Dziękuję serdecznie<3 opaść, żeby się wznieść:-) o właśnie tak. Ja zawsze mówię, że muszę się schować minimalna do kieszeni, żeby potem ciekawa i mocniejsza z niej wyjść. I zapuszczam się czasem. Żeby się zamyślić na nowo.

      Witaj serdecznie:-)))

  • Stan wiecznego szczęścia możliwy jest tylko i wyłącznie na idealnych zdjęciach, na instagramie. Tam wszyscy są szczęśliwi 24h/24h 🙂 Wpis jak zwykle w punkt, taaaki prawdziwy ♥

    • Haha, to tak, to kuźnia szczęściologii:-))) bez ani jednej rysy i smuteczka…i tyle tam w to wierzących:/

      Dziękuję<3 i pozdrawiam ciepło:-))

  • Jestem zdecydowanie za celebracją smutku, gdy już do nas przychodzi. Kiedyś nawet opublikowałam u siebie taki wpis, z muzyką specjalną na smutek – żeby w tym stanie sobie pobyć. Bo on tez jest potrzebny, bywa nam czasem źle, nawet bez powodu. I to jest zupełnie normalne i naturalne.
    „Dla naszego zaś bycia swoim największym przyjacielem niezwykle
    istotna jest prawdziwa samoakceptacja w czasie tego subiektywnego bycia
    do dupy”

    • Celebracja smutku, bardzo mi się ten pomysł podoba, spróbuję go zastosować u siebie…

    • Też mi się podoba z tym smutkiem. Ja go u siebie akceptuję, daję sobie do niego prawo. Jest mi to potrzeba, bo też skłania do refleksji. Samoakceptacja w czasie subiektywnego bycia do dupy. W punkt.

  • Bo

    Nie da się być szczęśliwym non-stop. Gdyby tak było – szczęście przestałoby być szczęściem. Szczęście to chwila, która jest ekstra, ale mija, i znowu chce się na nią czekać. Ja tam dążę do zadowolenia. Też nie jest lekko, ale praktykuję parę trików, które pomagają. Nie zawsze się udaje. Ale walka trwa 😉 Pozdrawiam Cię Kochana i liczę na chwilkę zadowolenia w sobotę!

    • Podoba mi się dążenie do zadowolenia. Choć ja wyróżniam jeszcze stan szczęścia ogólnego. Czyli takiego, kiedy we wszystkim i z wszystkim jest mi okej. To zmienia perspektywę i drobne nieszczęścia stają się banałem.

      Ach, jak się cieszę na tę sobotę:-)))

  • Tak jak pisał kiedyś ksiądz Twardowski i ja ten cytat bardzo lubię: „W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze”. W człowieku jest cała paleta uczuć – są miłe i są też te niemiłe. Jeżeli odetniesz się od tych niemiłych, to też nie doświadczysz miłych, twoje życie stanie się przeciętne, nijakie. Bardzo fajnie napisała Pola w komentarzu – smutek też trzeba celebrować.
    Mam trochę inne zdanie co do szczęścia. To my wybieramy, czy jesteśmy szczęśliwi. Jeżeli oddamy władze nad naszym szczęściem czynnikom zewnętrznym, wtedy staniemy się niewolnikami. Można być nieszczęśliwym mając rodzinę oraz piękny dom i świetną pracę oraz być szczęśliwym, gdzieś w kraju arabskim, gdzie toczy się wojna. Można być szczęśliwym w śmiertelnej chorobie i nieszczęśliwym w zdrowym ciele. Fakty mogą być okrutne, ale to nasza decyzja jest czy poddamy się rozpaczy i biadoleniu, czy też wybierzemy najlepsze możliwe życie…

    • Piękny cytat z księdza Twardowskiego.
      Tak, Dawid, zgadzam się z Tobą, jeśli szukamy na zewnątrz nic z tego szczęścia nie będzie. Szczęście to zawsze jest nasza decyzja i perspektywa. Ze szczęsciologiąjest tak, że nie mówi o tym, że to stan umysłu i nie dopuszcza innego stanu. Wszystko jest w głowie. Masz rację. Można nie mieć nic, a jednak być szczęśliwym. I na odwrót.

  • „Nie można powstrzymać napływających fal, ale można nauczyć się na nich surfować” Jon Kabat-Zinn
    Ja też nie potrafię powstrzymać łez i smutku, kiedy one przychodzę. Kiedyś zamiatałam je pod dywan, dzisiaj uczę się na nich surfować. Daję im przyzwolenie, by się przeze mnie przetoczyły. A potem wstaję i idę dalej.
    Cudny tekst kochana <3

    • Jaki piękny cytat. Właśnie będę się zabierać za jego książkę. To piękne, dawać sobie przyzwolenie na smutne chwile.
      Dziękuję Ci serdecznie:-) pięknego weekendu🌞

  • Masz rację. Moim zdaniem szczęście nie może być non stop, wtedy nie cieszylibyśmy się nawet z niego, bo.. nie dostrzegalibyśmy różnicy. Nie da się być non stop szczęśliwym, radosnym. Życie zmienne jest. Fakt sporo zależy od nas ale nie wszystko. Ważne żeby było choć pozytywne nastawienie 🙂

  • Jak zwykle trafiłaś w punkt w moje ostatnie rozmyślania. Ta pogoń za szczęściem jest tak bezsensowna, że w gruncie rzeczy – destrukcyjna. Traktowanie szczęścia jako celu, a nie skutku ubocznego to prosta droga do samowypalenia. Szczęście, radość, miłość – je się czuje, one zakorzeniają się w chwilach, nie trwają nieprzerwanie na najwyższym poziomie w 10stopniowej skali.

  • Pingback: Podsumowanie maja 2017 - SAMOROZWIJALNIA()

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Cześć. Jestem Aga, a to jest blog o ogarnianiu życia, znaki szczególne #nofilter. Lubię prostotę, brak pośpiechu i wierzę, że w życiu warto być przyzwoitym. W zakładce "o mnie" znajdziesz więcej informacji o mojej osobie. Ściskam.