Relacje Rozwój

O poszukiwaniu siebie i co z tego wynika.

Przez dnia 2 maja 2017

O poszukiwaniu siebie i co z tego wynika.

Przeczytałam kilka dni temu świetny tekst Minimal plan o tym, że minimalizm to nie bajka. Że zaczyna się od sprzątania w szafie i jeśli jest to faktycznie wynikiem wewnętrznej potrzeby, przechodzi dalej w uważne kwestionowanie ilości i jakości w innych rozdziałach życia. I nie jest to wcale łatwe, bo w końcu dochodzimy do porządków w sobie i wokół siebie, weryfikacji relacji i potrzeb w kontekście otoczenia.

Stojąc w niedzielę nad jeziorem, łapiąc młodszą B na wrotkach i fotografując leniwe fale, podsumowywałam przy tym kilka ostatnich, jakichś tam wydarzeń we własnym kręgu. Myślałam nad kwestią własnego, uważnego zaglądania w siebie, które u mnie zaczęło się przypadkiem, dobre kilka lat temu. I wtedy z minimalizmem nie miało nic wspólnego, co najwyżej zaczytywałam się wschodnimi filozofiami.

Praca nad sobą nawet i bez minimalistycznego kontekstu to zdejmowanie nawykowych ubrań i wyuczonych zachowań zbieranych przez całe lata.

Nie możesz pracować z ludźmi, dopóki nie poznasz do końca siebie, machał do mnie codziennie palcem dwumetrowy pan, który odkrywał przede mną  szczegóły analizy transakcyjnej i innych interesujących teorii z zakresu materii ludzkiej.

Praca nas sobą to najtrudniejsza praca na świecie. Dlatego tak wygodnie jest się zajmować życiem innych.

Obnażyć się ze swoich lęków, skrywanych niedoskonałości, przyznać się, że dzieciństwo wcale nie było takie fajne, jak się wydawało, a rodzic trochę wyidealizowany. Że to, co normą było w domu, wcale nie było normą dobrą z punktu widzenia zdrowo pojętych relacji.

Potem, jak to już przerobisz, okazuje się, że jest się w wielu kwestiach kopią własnej matki, choć przecież wcale się tego nie chciało, nigdy, przenigdy.

Potem zdajesz sobie sprawę, że to, co cię tak denerwuje w innych, to twoje własne wady albo ukryte pragnienia posiadania czegoś, co inni mają, a ty nie, często w ogóle wcześniej nieuświadomione.

Proces zaglądania w siebie to praca na początku częściej bolesna niż wyzwalająca. Dotarcie do siebie weryfikuje własne potrzeby albo pozwala własne potrzeby nazwać, a w dalszej konsekwencji przyjrzeć się relacjom wokół. Nagle wychodzi na jaw powierzchowność wielu, kłamstwo, że się wszyscy lubią, choć często w ogóle albo bardzo na siłę.

Zdajesz sobie sprawę, ile rzeczy robisz wbrew sobie w imię bo tak wypada i żeby nikogo nie urazić. Najbardziej bolesne są odkrycia w obrębie relacji najbliższych własnej skórze. Kiedy wiesz, że pewne rzeczy się nie zmienią, bo świat wartości jest inny, choć niby tyle rzeczy wspólnych. Jednak nie.

Docieranie do siebie i refleksja nad własną osobą narusza system, w którym funkcjonujesz. Systemy mają to do siebie, że lubią constans. Twoja zmiana wywołuje zmianę w w całym twoim systemie. Nieśmiało je jednak wprowadzasz wywołując komentarze, często o arogancji i egoizmie, w końcu od dzieciństwa uczy się nas, żeby dbać najpierw o innych, o siebie na końcu, jak ty możesz tak skupiać się na sobie.

Odkrywanie własnych wad i przykrych nawyków uczy szacunku do innych. Nagle pojawiają się przed tobą ludzie w całości swojej historii, a nie wyrwani z kontekstu w pojedynczej sytuacji.

Odkrywanie własnych wad i potrzeb uczy szacunku do siebie. Często ze zdumieniem zdajesz sobie sprawę, że zajmujesz się rzeczami, które od tak dawna wcale ci nie leżą. Albo wracasz do tego, co instynktownie, kiedy jeszcze świat cię nie wyprostował po swojemu, sprawiało ci kiedyś przyjemność.

Miałam jakieś dziesięć lat, kiedy nieśmiało próbowałam pisać, moje zeszyty pełne zapisków chowane między książkami. Uwielbiałam też rysować projekty ubrań. Potem na całe lata zamknęłam kartki w szafie i skończyłam z rysowaniem. Teraz wróciłam do pisania, czego dowodem jest blog. Zamiast rysunków fascynuje mnie fotografia. Kiedy się tym zajmuję, jestem szczęśliwa.

Wiem już, w jakich sytuacjach zawodowych i prywatnych czuję się nieswojo i potrafię o tym powiedzieć. Staram się omijać ludzi, którzy mnie nie szanują. Wiem, kto udawał sympatię. Mogę z tego bezboleśnie zrezygnować.

Skupienie na sobie i własnym wnętrzu uczy uważności i asertywności. Uczysz się odmawiać, jeśli czujesz, że w to nie wierzysz. Ale uczysz się też walczyć w imię pewnych wartości albo odpuszczać lub rezygnować również w ich imię. Jest to czasem proces przykry, czasem jest smutno, ale chodzi przecież o życie w zgodzie ze sobą. Tylko takie daje nam wewnętrzny spokój i chwile szczęścia.

W świecie niezliczonych prędkości i powierzchownych atrakcyjności łatwo o sobie najbliższym, tym głęboko schowanym ja zapomnieć albo ignorować. Choć oferuje nam się wiele w imię własnego rozwoju. Ale w imię rozwoju zewnętrznego przede wszystkim. Statusu, kariery, dochodowego biznesu, większej wydajności.

Ale to ja zawsze się przypomni, zawsze gdzieś wyjdzie jako niesprecyzowana złość, która w nas nieustannie siedzi albo pragnienie albo tęsknota za czymś bliżej nieokreślonym.

Praca nad sobą i uważność nad tym nadaje nam samym jakości. Przychodząca świadomość własnych ograniczeń uwalnia od sztucznej rywalizacji. Zgadzam się z Minimal plan, że porządki w szafach, jeśli tylko się na nich nie poprzestanie, są świetną drogą do dotarcia do siebie, zadania sobie ważnych pytań: kim jestem i czego chcę.

U mnie zaczęło się odwrotnie. Kiedy trochę poukładałam siebie samą na poziomie głowy, zaczął mi przeszkadzać nadmiar i prędkość, w których żyję. Po decluterringu szafowym przychodzi etap zastanawiania się nad ilością i jakością w innych sferach życia. To dzieje się jakoś intuicyjnie, z wewnętrznej potrzeby.

Trzeba mieć odwagę, żeby myśleć najpierw o sobie i chcieć się naprawdę poznać. W jakichś kwestiach zawsze jest to prawda niewygodna, można się kilka razy zawstydzić. Nie zawsze łatwo się zmienić albo uznać własne przekonania za błędne. Trudno uznać fakt nieszczerych relacji. To boli.

I do tego trzeba tę pracę wykonywać do końca życia. Ale warto. Mimo wszystko naprawdę warto.

Pozdrawiam majowo. Buziak. A.

Tagi
RELATED POSTS
  • Taki ciepły ten tekst. W sam raz na rozmowę na kanapie z kubkiem herbaty 🙂
    A „Nagle pojawiają się przed tobą ludzie w całości swojej historii, a nie wyrwani z kontekstu w pojedynczej sytuacji.” trafiło w punkt moich ostatnich rozważań o byciu uważnym… na innych 🙂

    • To dobrze, że ciepły. Taki miał być. Dziś rano pisany;-) tak nawet dziś myślałam o Tobie i Twoim wczorajszym tekście, który przecież też skomentowałam… tak, to byłaby ciekawa rozmowa przy herbacie. O uważności i jeszcze kilku innych ważnych sprawach w życiu.
      Pozdrawiam ciepło:*

      • Kochana, zatem jeśli kiedyś zawitasz do Wrocławia, zapraszam na herbatę 🙂

      • We Wrocławiu bywam często, następnym razem się zapowiem i pijemy herbatę razem:*

  • Piekny tekst, bardzo gleboki…dziekuje Agnes! Praca nad soba to nielatwa sztuka. Zagladanie w glab czasem moze byc bardzo bolesne, szczegolnie gdy odkrywamy nieprzyjemne miejsca w naszym srodku, wspomnienia, ktorych wolelibysmy nie pamietac. Trzeba dac sobie czas na ta prace, ale takze uwaznie dobrac moment, zazwyczaj zwklekamy z tym bardzo dlugo, az takie refleksje nachodza nas w najtrudniejszych momentach naszego zycia. Stanac przed soba w prawdzie to tak trudne, ale tak wazne. Tak latwo jest zyc w iluzji dobrych relacji, dobrego zycia, spelnionych pragnien, ale chyba lepiej sie ocknac nawet bolesnie niz trwac w slodkiej iluzji az do smierci.

    • Tak, Kamila, szczególnie Twój ostatni akapit jest bardzo trafny: iluzja dobrych relacji. Często kurczowo się ich trzymamy, choć uwierają, ale są bezpieczne znane.

      Poznać siebie wymaga trochę odwagi. Ciekawości, czasem ryzyka.

      Dziękuję za mądry, cenny komentarz<3

  • Ehh… Chciało by się tak usiąść i poprzebywać z tym budyniem ciepłym (od biedy waniliowym) i pomilczeć wspólnie dłużej niż miało to miejsce onegdaj, w pewne popołudnie, przy wrocławskim Rynku 🙂 jak zawsze w punkt, z sensem i jakby ze środka mojego serducha 😉

    • Dziękuję, Kasia. W imię miłości i posiadów zamienię budyń waniliowy na coś innego, byle ciepłe;-) tak, ten Rynek dużo mi dał, więcej niż się spodziewałam<3
      Cieszę się, że znowu znalazłam coś w Twoim dobrym serduchu:*

      • Ha! Mlekiem na budyń zawsze możemy się podzielić: pół litra do waniliowego i pół do (mniami!) – czekoladowego 😀

      • O to to:)) kompromisowe, zadowalające wszystkich rozwiązanie;-) piąteczka:)

  • Idealny tekst na końcówkę mojej majówki 🙂 spędzonej częściowo wśród ludzi, którzy wciąż trochę nie rozumieją (tego całego porządkowania siebie, relacji itd.).
    Ale i częściowo spędzonej w miejscu, gdzie już niedługo chcemy być na stałe – co jest właśnie konsekwencją tych wewnętrznych i zewnętrznych „porządków”.
    Po tym zderzeniu – TAM jest pięknie (pod każdym ważnym dla nas względem) vs. „nie możecie tego zrobić dzieciom” 😉 ) jestem trochę rozchwiana, ale pomagasz wrócić na właściwe tory 🙂

    • Ooo, ciekawa jestem tego miejsca. I cieszę się, że TAM jest pięknie… chyba już podjęliście decyzję?…

      „nie możecie tego zrobić dzieciom…”, no tak, jak cudnie i łatwo zajmować się życiem innych:/ ech, ci wszyscy, którzy lepiej wiedzą, co dla nas dobre… nie słuchać, nie brać do siebie.

      Ściskam Cię, Magda, bardzo serdecznie<3

  • Praca nad sobą jest ciężka. Z innymi idzie nam o tyle łatwiej, że to tylko rady, które mogą wprowadzić w życie, a tu sami musimy działać, analizować, kontrolować siebie. Ciężkie, ale warte swojej pracy. Bardzo miło mi się czytało 😉

    • Dziękuję serdecznie:)) i tak, masz rację, z innymi jest prościej, nie ma jak usprawniać innych:P
      Buziaki:))

  • No tak. Taka praca jest trochę niewygodna i można się przy niej trochę pobrudzić, a nawet spocić, jak przy wielkanocnych porządkach i myciu okien. Ale usiąść później w wypucowanym mieszkaniu – jaka to przyjemność.

  • Jak zawsze dajesz do myślenia.

    Zgadzam się całkowicie, że praca nad sobą to najcięższa praca, jaką przyszło nam w tym świecie wykonywać. I to z której strony by na to nie spojrzeć. Jest boleśnie, niewygodnie, upija tu i tam, ale trzeba i podobnie jak Ty, wierzę (nie, ja WIEM), że warto! <3

    • Tak, jest niewygodna, ile czasem się trzeba namęczyć, żeby złamać stare nawyki albo nauczyć asertywności. Ale warto, Daga, tak jak piszesz, bardzo warto<3

  • Jakiś czas temu zaczęłam od szafy. Porządkowanie przełożyło się również na inne dziedziny i jest to nieustająca praca, doskonalenie, poprawianie. Zgadzam się z Tobą – nie jest to łatwe, ale praca nad sobą cokolwiek to znaczy zazwyczaj daje pozytywne efekty.
    Pozdrawiam 😉

    • U mnie też początki leżą w szafach, potem poszło dalej i jeszcze trochę przede mną. Ale to ciężka, porządna praca:)) pozdrawiam!

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Aga… świetny, zmuszający do głębszego zastanowienia post… Najtrudniej jest zapanować nad samym sobą…
    Pozdrawiam deszczowo ale ciepło.

    • Dziękuję serdecznie<3 i tak, zgadzam się, to faktycznie najtrudniejsze…
      Pozdrawiam ciepło:))

  • Przeczytałam i nie potrafię napisać niczego mądrego … Czasem nawet jedno słowo to niepotrzebny dodatek do mądrości drugiego człowieka. Zostawię tylko <3 <3 <3

  • Agnieszko, bardzo mi bliskie to co piszesz. Ja też czyszczenie szafy, a właściwie całego domu, mam już za sobą. A czyszczeniem siebie zajmuję się już jakieś 12 lat. Motorem zmian było pojawienie się mego pierwszego dziecka, a później już weszło w krew.
    Uwielbiam tę pracę i już nie uważam jej za najtrudniejszą, bo efekty tej pracy rekompensują wszelkie niedogodności 🙂

    • W takim razie mogę się od Ciebie dużo nauczyć, ja jestem na początku drogi:) w tak mocnym, pewnym siebie stopniu. I też bardzo to lubię, mimo wyzwań, jakie ze sobą niesie:)
      Pozdrawiam ciepło, Joasiu<3

  • justti | www.hungryformore.pl

    O tak! Poznanie siebie jest chyba największym wyzwaniem w pracy nad dobrym życiem. No bo jak często chcemy być szczęśliwi, kupujemy i gromadzimy (bo to rzeczy dają nam szczęście – na chwilę) i cały czas okazuje się, że to nie to.
    Moja praca zaczęła się jakiś rok temu i trwa do dziś. Powolutku, krok po kroku. Ale widzę postępy 🙂 Fajnie dostrzec, że jest nad czym pracować i do czego dążyć. Bo na końcu czeka coś super, choć i sama droga jest tak satysfakcjonująca!

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Cześć. Jestem Aga, a to jest blog o ogarnianiu życia, znaki szczególne #nofilter. Lubię prostotę, brak pośpiechu i wierzę, że w życiu warto być przyzwoitym. W zakładce "o mnie" znajdziesz więcej informacji o mojej osobie. Ściskam.