Rozwój

Być tylko dla siebie. Tak po francusku.

Przez dnia 23 maja 2017

Być tylko dla siebie. Tak po francusku.

W ubiegły czwartek wyrwałyśmy się z koleżanką z pracy, legalnie, służbowo na lunch. Taki luksusowy i prawdziwy, bo punktualnie o dwunastej siedziałyśmy w centrum miasta w dość znanej włoskiej restauracji i głośno rozmyślałyśmy, czy lepsza będzie pizza czy bruschetta. Skończyło się na sałacie (lato idzie) i zachwycie nad włoskimi oliwkami. Było ciepło, siedziałyśmy na zewnątrz.

Rozmawiałyśmy o torebkach, dzieciach, facetach, zawodowej przyszłości, włoskim winie i odwadze. Było tak przyjemnie, wyjątkowo, nagle zdałam sobie sprawę, że całkiem zapomniałam, jak to jest być tylko dla siebie. Nie matka, nie żona, nie pracownica korporacji, tylko ja, osoba i kobieta, przede wszystkim i tylko w tej roli. I co najważniejsze w innym miejscu niż d o m.

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że w wychowaniu dziewczynek z automatu przekazuje im się  oczywistą prawdę, że najpierw muszą zadbać o wszystkich naokoło, a dopiero na samym końcu o siebie. Chłopców ponoć wychowuje się inaczej i u nich potrzeba własnego resetu jest intuicyjna. Trzeba regularnie wychodzić gdzieś z kumplami, żeby odreagować i napić się różnych trunków i potem dobrze żyć z innymi.

Coś w tym chyba jest, bo w domowo – zawodowej codzienności na ogół staram się ogarnąć najpierw wszystko, co mnie otacza, a siebie samą jak starczy czasu, czyli wieczorami przy książce albo wybiegając swoje kilka kilometrów, kiedy B&B są na popołudniowych zajęciach sportowych. I to jest w porządku. Nie zamierzam absolutnie narzekać na taki stan rzeczy. Mam dwójkę nie całkiem jeszcze samodzielnych dzieci, to jasne, że są priorytetem. Praca zajmuje czasowo też dużo miejsca w moim życiu, kwestia codziennego załatwienia drobnych zakupów, posiłków, prania i prasowania, które jak wiadomo nigdy się nie kończy, pozwala mi dopiero wieczorem opaść na kanapę i pomyśleć co nieco o swoich potrzebach.

Ale ten czwartkowy posiłek uświadomił mi, że chyba mam w swoim życiu mało miejsca dla siebie jako kobiety, w innej przestrzeni i w przyjemnej konfrontacji z innymi przedstawicielkami własnej płci. Zauważyłam, wcześniej dla mnie niewidoczny, pewien brak równowagi w kontekście ról, jakie na co dzień przychodzi mi przyjmować .

To było to odświeżające uczucie w czwartek. Siedzieć w restauracji, sama, bez A., dzieci i innych zaprzyjaźnionych par rodziców, jak mamy to w zwyczaju. Nie kontrolować niczym gps B&B, nie rozgrywać szachów i matów w rozmówkach damsko – męskich.

Po prostu nagle roztrząsać o życiu mądrze albo i bardzo mało, ważne, że soczyście, ważne, że zabawnie. Mieć  przestrzeń, dosłownie i metaforycznie, tylko dla siebie. Bo można oczywiście być cały dzień samą w domu, co mi się zdarza, kiedy A. zabiera  dzieci na cały dzień na narty albo baseny, to też jest potrzebne, ale zawsze kończy się (u mnie przynajmniej) na wynajdywaniu rzeczy do posprzątania, odkurzenia bądź przemeblowania.

Mam koleżankę, która regularnie wyjeżdża ze swoimi szkolnymi przyjaciółkami na weekendy do Pragi, bo tam świętują swoje urodziny. Druga zalicza wyprzedaże z przyjaciółką we Paryżu albo Mediolanie.

Damn it*, że mnie to nie wpadło do głowy. To znaczy kiedyś tak bywało i wpadło, ale to było w innej galaktyce, tej bez potomstwa. Na dzień dzisiejszy nie musi być wcale aż tak światowo. Zakupy niekoniecznie, wielkim miastom też dziękuję, mieszkam w jednym z nich, ale chociaż jakieś piątkowe wino z kilkoma koleżankami  w miejscu z etykietką wyjątkowe. Wyciągnąć wyższe, piękne buty, postać dłużej niż zwykle przed lustrem i być przez jakiś czas cudownie egoistycznie skupioną na sobie i własnej płci

Nie od dawna wiadomo, że zadowolona matka to zadowolone dzieci. Przypomniało mi się, że dawno czemu czytałam książkę Pameli Druckermann (polecam serdecznie) W Paryżu dzieci nie grymaszą. Amerykańska dziennikarka, mieszkająca w Paryżu, opisuje zasady, według których wychowuje się dzieci we Francji. Pada tam ważne w kontekście moich rozważań zdanie o tym, że Francuzka, kiedy zostaje matką, absolutnie nie przestaje być kobietą.

Pour l’amour de Dieu!** Jak ja moglam tak o sobie zapomnieć. Książki czytane samotnie – świetnie, ale gdzie jest moja kobiecość, która ujawnia się w pełni w kontaktach z inną koleżankową kobiecością? Wyfrunęło mi to całkiem z pamięci, stad pewnie taki przesadny zachwyt nad zwykłą sałatą w towarzystwie.

Tak mnie ten czwartkowy lunch nastroił, że wieczorem sięgnęłam po dawno nieużywany czerwony lakier do paznokci. I od razu lepiej się poczułam. Idąc za ciosem w piątek wieczorem podjęłam decyzję. Od czasu do czasu być tylko dla siebie. Tak konkretnie po francusku. Stylowo. Chic i na luzie jednocześnie. Zewnętrznie i wewnętrznie. I zamierzam od czasu do czasu wychodzić wieczorem z koleżankami celem odbudowania mocno nadszarpniętej kobiecej równowagi. Oczywiście bardzo po francusku do kolacji pijąc wino.

Czy to nie jest świetny pomysł? I cudownie pasuje do zbliżającego się lata.

Jak to mówią Francuzki: bon courage!***

Ściskam kobieco i szykownie. Buziak.

*cholera

**na miłość boską

***powodzenia

Tagi
RELATED POSTS
  • Po prostu odczytam na głos ten post dzisiaj. Na naszym kolejnym Polskim Babskim Spotkaniu. Ja dziewczynki w domu nie mam, ze wszechstron otoczona testosteronem potrzebuję znaleźć „… gdzie jest moja kobiecość, która ujawnia się w pełni w kontaktach z inną koleżankową kobiecością?…” .
    Tylko czasami, (nie tylko) na emigracji i (nie tylko) z małymi dziećmi, ciężko to zorganizować, ciężko swoją dziewczynę znaleźć.
    Serdeczności Aga!

    • Kate Kochana, czytaj, niech się odnajdzie Twoja, ta bliska koleżankowa kobiecość:-))) dziękuję. A tak serio, wzdycham, tak, na emigracji, to kk to nie jest taka łatwa sprawa:/

      Ściskam z całej mocy<3

  • – Ona jest bardzo dobra ta koncepcja, … – że zacytuję klasyka 😉

    Z pozdrowieniami, Pati

  • Baby i babiszony są nam niezbędnie potrzebne do równowagi umysłu i pamięci o tym co sie kobiecie należy 🙂 Inaczej stajemy się ŻONAMI i MATKAMI po pierwsze, drugie i trzecie 😀 I widzę Aga, że to co kobieta potrzebuje DLA SIEBIE objawia się nam dzięki Bogu wystarczająco szybko, żeby coś od życia sobie jeszcze wziąć 😀 tak właśnie! Czasem bądźmy egoistkami! Popieram! 😀 Buziaki od mojego wypranego z sił jestestwa 😀 😀 😀

    • Bosh, niech nam żyją baby i babiszony. Tak, tak ma być. Basiu, lepiej późno niż wcale:-)

      Mam nadzieję, że matury i remont już za Tobą?…. ściskam z całej mocy❤️

      • Matury za mną. Remont stoi w miejscu 🙁

      • :/ dobrze, że to chociaż lato… można w ogrodzie przeczekać:D trzymam kciuki za szybki koniec:))

  • Ach, jak mi dzisiaj to było potrzebne. Dzisiaj jest Dzień Matki, a ja na pytanie o prezent, powiedziałam – wyjść z roli. Z roli matki, żony, kochanki, koleżanki, chcę być sobą, sama na trawie, kawie, gdziekolwiek, chcę usłyszeć, co mam sobie do powiedzenia po prawie 3 latach macierzyństwa, bez odgłosów dwójki dzieci. Nie jestem pewna dzisiaj, że wiem kim jestem i jakie lubię wiersze. Wina się jeszcze napić nie mogę, ale Leśmiana już bym musnęła, tak na ławce, na wietrze. Czytałam tę książkę o dzieciach i bardzo mi się podobała mimo zagorzałych sprzeciwów zwolenników RB. Z dziećmi się żyje, a nie żyje dla dzieci. Wieczorów jeszcze nie mam dla siebie, zarwane noce co najwyżej, ale pomaluję dzisiaj paznokcie i z rozkoszą będę się na nie gapić swoim steranym wzrokiem, trzymając się jak brzytwy. Nie dam się tak łatwo;) Dzięki:* PS. Tak cudownie piszesz, że zawsze u Ciebie czuję się jak w ekskluzywnej kawiarni na strasznie drogiej i pysznej pralince:)

    • Spóźnione i najlepsze życzenia od mamy dla mamy:-))) tak rozumiem tę potrzebę braku roli. Raz być sobą, beztrosko i bez muszę i powinnam. Jestem chyba już w trochę lepszej sytuacji, bo B&B zaczęli szkołę. Są przespane noce i pewien poziom samodzielności, to dużo zmienia.

      Tak, z dziećmi się żyje i obserwuję u siebie też postępujący zdrowy egoizm, który mówi nie na wszelkiego rodzaju rozkazy i roszczenia. Następuje ciekawa reakcja, bo dzieci pytają czasem, czy jestem zmęczona i chcę być sąma. To mnie rozczula. Tak powinno chyba być.

      Dziękuję za piękne słowa:* ściskam ciepło<3

  • Oczywiście, że zawsze, niezależnie od płci, trzeba mieć czas dla siebie, by pobyć samemu czy też ze znajomymi, niezależnie od od drugiej połowy i dzieci oraz codziennych rutynowych obowiązków. To jest podstawowa higiena psychiczna, a nie egoizm 🙂 Niemal każda ze znanych mi kobiet ma swoją psiapsiółę lub babskie grono i wiem dobrze, że bez tego nie potrafią żyć. Nieszczęśliwe są te, które nie mają.
    Troszkę mnie w tym wpisie uwiera generalizacja „dziewczynki wychowuje się…”. Zazwyczaj w wiele rzeczy pakujemy się sami, a potem szukamy usprawiedliwień w dzieciństwie – bo tak zostałem wychowany, bo miałem nadopiekuńczą matkę, bo….

    • Dawid, myślałam o wychowywaniu, czas przeszły nie został użyty. Mój błąd. Myślałam o sobie. Młodszej B nie wkładam w ten sposób myślenia. I masz rację, trochę w tym jest pakowania się samemu w stereotyp ” zrobię najpierw wszystko najlepiej, a potem ogarnę siebie”. Czasem nieświadomie same nie dajemy szansy partnerom, żeby obowiązki podzielić.

      Pozdrawiam serdecznie:)))

  • Moje drugie dziecko rodzilam we Francji i pamiętam że uderzyło mnie, że tam w broszurkach dla kobiet po porodzie były teksty i odzyskiwaniu formy, rodzajach opieki nad dziećmi i antykoncepcji, a w podobnych broszurkach Polsce głównie karmienie, rodzaje pieluch i kupki, wszystko dla dziecka nic dla matki;)

    Poza tym bardzo inspirujący post. Chyba też sobie pomaluje paznokcie:)

    • I właśnie. Jak to jest, że w Polsce matka jest tylko matką, a w innych krajach przede wszystkim kobietą? Bycie matką jest tylko elementem układanki, nie całością 😉 Tak samo bycie żoną, kochanką, córką, pracownikiem.

    • Pola, to jasno pokazuje znaczące różnice kulturowe:/ i rolę kobiety w społeczeństwie, niestety. Właśnie przeczytałam niby banalne, ale odświeżające i lekkie „lekcje madame Chic”. Zachciało mi się zadbać o siebie. Być jeszcze bardziej po francusku. Cieszyć się przede wszystkim życiem, a nie stuprocentowo wbijać się w jedną rolę. 24/7. Tak się nie da.
      Pozdrawiam ciepło:)

  • Mam wrażenie, że kobiety odpoczywają tylko poza domem. Bo w domu tylko sprzątanie, pranie, prasowanie, układanie, dzieci i mąż do ogarnięcia. Tak jak piszesz: zawsze jesteśmy dla siebie na ostatnim miejscu. Tak nie może i nie powinno być. Musimy dbać o ten czas dla siebie. Popieram ideę babskich wieczorów, wcielam w życie niezwłocznie 🙂

    • O tak, poza domem, to się bardzo zgadza. Jak dzieci zawożę na zajęcia sportowe i na nie czekam, to robię to aktywnie biegając. Wszystko fajnie, ale to nie jest TEN odpoczynek. Kiedy zakładasz fajne buty i idziesz na wino z dziewczynami. To jest odpoczynek. Kwestia umowy i regulacji. Stereotypowo, ale to trochę to nasze myślenie, że wszystko same zrobimy najlepiej. A na siebie nie ma siły ani czasu. Zdrowy egoizm się kłania;-)

      • Otóż to. Rzucając sloganem: ”żeby zadbać o kogoś, musisz najpierw zadbać o siebie”. To trochę walka z naturą i wpojonymi zasadami ale walka jak najbardziej konieczna i słuszna 🙂
        A fajne buty sprawiają, że czujemy się lepiej, Bardziej atrakcyjnie, bardziej pewnie, Nie jak w domu, przy sortowaniu skarpetek 🙂 Obcas koniecznie 😉 Ja pierwszy raz w życiu kupiłam sobie szpilki i kiedy w nich wyszłam naszła mnie myśl, że świat leży u mych stóp 😛 Chociaż na chwilę.

      • Buty na obcasie to buty na obcasie. Mnie zawsze prostują, dosłownie, i taka jestem od razu fajowa i kobieca. I porywam się na malowanie paznokci na czerwono w poniedziałek.to zmienia postawę zdesperowanej pracującej kobiety na postawę choć trochę chic pracującej kobiety, chwila uważności i drobnej przyjemności. A jaka różnica;-))

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.