Relacje małe i duże Rozwój

Poradniki dla rodziców, rzeczywistość i zapomniana intuicja.

By on 19 kwietnia 2017

Poradniki dla rodziców, rzeczywistość i zapomniana intuicja.

Jakiś czas temu skończyłam kolejną książkę o tym, jak być lepszym, wspanialszym i bardziej empatycznym rodzicem.

Chwilę później moja świeżo nabyta teoria rozjechała się z praktyką domowej codzienności, czyli rozdzielaniu walczących B&B i przejściu na tony dalekie od spokoju wyedukowanej podręcznikowo matki. Powodując tym samym wieczorne wyrzuty sumienia, że podniosłam glos, że sobie nie poradziłam, że nie zapytałam o potrzeby, nie zrozumiałam dogłębnie powodu konfliktu.

Oprócz tego, że ze wszystkich stron czuję presję hurraoptymistycznych poradników, które traktują życie jak projekt, chcą, żebym była zawsze świetna, nie starzała się i słodko spała, podczas gdy rośnie mój dochód pasywny, tak mam wrażenie, że liczba podobnych lektur pod hasłem jak być bezbłędnym rodzicem rośnie w równie szybkim tempie. Sam tylko Empik ma w swojej ofercie 550 pozycji o tej tematyce. A wpisy typu najlepsze książki dla rodziców rozchodzą się jak świeże bułeczki.

Nie twierdzę, że to jest złe.  Zdrowe społeczeństwo to społeczeństwo wyedukowane. W końcu samej zdarza mi się kupować co poniektóre pozycje z tej serii. Wiele z nich pomogło mi uporządkować siebie i lepiej rozumieć pewne zachowania. Ale mam wrażenie pewnego kulturowego nacisku, mody albo trendu, który powoduje, że jako rodzic czuję się ciągle niewystarczająco wyedukowana i niewystarczająco świetna. Również, a może przede wszystkim wobec własnych dzieci.

Sama, niewiadomo jak i skąd, zapisałam się ostatnio na dwa kursy online jak być lepszym rodzicem i jak nauczyć dzieci sprzątać. Zbiorowe szaleństwo.

Ilość informacji, teorii, ćwiczeń zawartych w poradnikach powoduje, że czuję presję nieustannej kontroli swojej osoby. Czy prawidłowo się wobec własnych dzieci zachowałam, nazwałam ich uczucia i nie skrzywdziłam emocjonalnie? Mam też często przed oczami obraz absolutnej centralizacji dziecka, którego rodzic musi się nieustannie ulepszać, by sprostać potrzebom swojego potomstwa i nie straumatyzować go na przyszłość.

Bycie rodzicem to wyzwanie. Ci, którzy nimi są, wiedzą. Moja własna matka powtarzała wzdychając małe dzieci mały problem, duże dzieci duży problem. Ogarnąć kaszojada w pampersie to jedno. Ale ogarnąć już powoli zbuntowanego dziesięciolatka to zupełnie inna sprawa. Jeszcze cały okres dojrzewania przede mną, razy dwa.

Kocham moje dzieci najbardziej na świecie, zależy mi na ich zdrowym rozwoju emocjonalnym. Nie jestem jednak w stanie wprowadzić w życie wiedzy podręcznikowej 1:1. Bo to po prostu  nie jest możliwe. Od czasu do czasu jestem bezradna wobec swojego zmęczenia, problemów w pracy, nadmiaru bodźców i najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty spełniać życzenia grania w planszówkę, czy też koniecznie teraz kupienia czegoś tam, bo ja muszę to mieć na jutro koniecznie.

Są sytuacje, w których po dziesiątym razie umyj proszę zęby jedenasty raz ryczę z ę b y. I dopiero wtedy to działa. I nie chcę mieć z tego powodu nieustannych wyrzutów sumienia. Obserwuję siebie, reflektuję swoje zachowanie, ale są sytuacje tak nieprzewidywalne, że czuję taki gniew, że muszę wyjść na chwilę z domu i się przejść, żeby ochłonąć.

Sa dni, że nie jest się fajnym rodzicem i nie chce się być w ogóle rodzicem i żaden poradnik o tym nie pisze. Że to też jest okej. Że tak wygląda życie po zamknięciu książki.

Nie da się być w każdej zakładce świetnym. Nie da się działać i organizować zabawę w duchu pedagogiki Montessori, jednocześnie empatycznie rozmawiać z ryczącym dziesięciolatkiem stosując zasady porozumienia bez przemocy i chwilę później fachowo budzić w dziecku wewnętrzną motywację, żeby bezproblemowo i chętnie się uczyło.

Dobrze jest wiedzieć o pewnych mechanizmach, ale tak jak z nadmiarem informacji, tak nadmiar poradnikowej wiedzy wcale nam nie pomaga. Mnie na pewno nie.

Wydaje mi się, że to, czego najbardziej potrzebują nasze dzieci, oprócz miłości rzecz jasna, to umiejętność słuchania ich, szacunek i empatia. To podstawa do budowania zdrowych relacji. I do bycia zwyczajnie dobrym rodzicem. Wystarczająco.

Siedziałyśmy w świąteczny weekend z siostrą, mamą też dwójki dzieci i rozprawiałyśmy o matczynych kryzysach. Marzę czasem, żeby się spakować i wyjechać gdzieś sama, mówi Sis. Ja już nawet kilka razy mówiłam, że jutro wyjeżdżam, mówię na to ja.

Ponarzekałyśmy, zrobiłyśmy case study i wyszło nam, że nie będziemy więcej czytać poradników. Koniec edukacji. Od dziś rzetelne przyglądanie się sobie i potomstwu.

I słuchanie własnej intuicji, o której zupełnie zapomniałyśmy.

Pozdrawiam zdumiona w kozakach i czapce. Buziak.

TAGS
RELATED POSTS
  • O tak. Intuicja. Odkąd ponad 10 lat temu przeczytałam Tracy Hogg, zero poradników. Życie to życie, samo wyjdzie. Piątkę przybijam ☺#mamaoddekady i #rebelmom w jednym.

    • Traci Hogg! Też czytałam;-) piąteczka;-) #rebelmom bardzo mi się podoba:))) buziak:*

  • Nadmiar poradników szkodzi, zgadzam się 🙂 Dlatego bardzo ostrożnie wybieram wszelkie książki rozwojowe, dwa, labo trzy, a nawet cztery razy się zastanawiam czy kupić? Czy mi to coś da? Nie da się żyć według poradnika, można go najwyżej traktować jako inspirację 🙂

    • Ciekawa jestem, jakie książki rozwojowe poleciłbyś?

      • O, ta kwestia wymaga zastanowienia, bo co innego książka dla mnie, a co innego taka do ogólnego polecenia…

      • Jestem ciekawa, jesteś świetnym coachem i mamy zdaje się podobny system wartości;-) interesuje mnie, co Ty uważasz za wartościowe…

      • Mam na ten temat napisać u siebie artykuł, czy tak teraz z głowy wymienić w komentarzu ? 🙂

      • To napisz artykuł i dlaczego polecasz… to świetny temat na tekst!
        A jedną, dobrą poleć mi tu:) potrzebuję inspiracji:))

      • Artykuł już się pisze, zainspirowałaś mnie 🙂 Dla mnie wielkim przełomem była książka Antoniego De Mello „Przebudzenie”, ale może już czytałaś?

      • Antony de Mello jest już od jakiegoś czasu na mojej liście:)

        Czekam z ciekawością na Twój post! Miłego tygodnia:)))

  • Po tym tekście jestem pewna, że żaden poradnik nie jest Ci już potrzebny… 🙂 <3

  • Joanna Miałszygrosz

    Uwielbiam ten nasz czas Sis, daje tyle siły. ❤️❤️

  • Nie można być bohaterem książki, którego losy napisał ktoś inny. Każdy z nas ma własny scenariusz,nie koniecznie spisany. Uczymy się życia z naszymi pociechami cały czas. Tak jak piszesz nikt nie napisał wszystkich możliwych sytuacji. Matczyna intuicja przeważnie inteligentnej osobie wystarcza 😉

  • Ja przy trzecim dziecku dochodzę wreszcie do jednego wniosku. Dziecko i ja to nie dwa różne światy. To jeden wszechświat Aga. I w tym jest dla mnie cała mądrość. Nie boję się być słabsza, wypić przy dziecku piwo, czy porozmawiać o tabu. Ja wiem, że jak coś robi się zbyt tabu, to Krecik mówi. W pewnej chwili granica pomiędzy silnym rodzicem i słabszym dzieckiem zaciera się w rodzinie. Ono dorasta i nawet nie wiemy kiedy staje się FILAREM. Nagle pewnego dnia ja jestem słaba, a dziecko mnie przytuli. Bo dlaczego nie? A poradniki? 😀 😀 😀

  • Wszystko jeszcze przede mną i bardzo się cieszę z tak dużej podaży wiedzy na temat inteligencji emocjonalnej, relacji z drugim człowiekiem i oswajania ze światem nowej na nim istotki. Jak wszyscy, chciałabym być w przyszłości najlepszym rodzicem jakim będę w stanie, dlatego jak na razie chłonę wszystkie informacje bardzo chętnie. Ale i tak wydaje mi się, że to co może wpłynąć najbardziej negatywnie to nie jednorazowy błąd, ale raczej podstawa myślenia. Np. że taki mały człowiek jest własnością rodzica, że jego rozwój emocjonalny jest mniej istotny od umiejętności liczenia, że dzieci i ryby głosu nie mają, albo że bicie jest ok, bo tak dzieci wychowywało się kiedyś i żyją. Albo że dzieckiem można manipulować dla własnych korzyści (np. by nie przeszkadzało, by zrobiło to co chcemy). I trochę mnie to przeraża, że bardzo często jestem świadkiem właśnie takich sytuacji, np. wymuszania na dziecku niesienia obrączek na ślubie słowami „nie kochanie, oczywiście nie musisz… co prawda cioci będzie bardzo przykro… pewnie sprawisz jej taaaki wielki zawód, ale jak chcesz!”. Przerażony pięciolatek bliski płaczu. Ciocia dorzuca jaki to będzie dla niej wielki zawód. XXI wiek. Wiedza na wyciągnięcie ręki.

    • Jak ja lubię czytać Twoje komentarze. Dziękuję bardzo za ten dzisiejszy. Tak, to podstawa myślenia. Dużo dała mi lektura Bruno Bettelheima. Uświadomiła nie proces wychowywania, ale filozofię podejścia. Staram się dużo pytać. Stawiać granice, ale rozumieć. Nie zawsze się udaje i to też proces nauki dla dzieci i dla mnie. Jestem człowiekiem, czasem nie daję rady. Ale słowo klucz to szacunek. Nie poczucie własności.

      • O, a co konkretnie Bruno Bettelheima?

      • Wystarczająco dobrzy rodzice. Najpiękniejsza książka o dzieciach jaką czytałam. Nie o wychowaniu. O dzieciach. O szacunku.

      • Poszukam w biblio!

      • A Bettelheim to jeden z moich ulubionych filozofów. Bo to chyba bardziej filozof niż psycholog. Mądry, nie do ogarnięcia mądry. Jego książka O znaczeniu baśni to intelektualne wyzwanie. I jeszcze malutka książeczka, którą kupiłam na Allegro, tytuł mi umknął, o krzywdzącym tłumaczeniu Freuda na język angielski. Stawia rozumienie psychoanalizy w innym świetle.

      • A to znam, „O znaczeniach i wartościach baśni” miałam na studiach, na literaturze dla dzieci i młodzieży. 🙂

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.