Parenting Rozwój

Kompleksy, miłość i instagram.

Przez dnia 5 kwietnia 2017

Kompleksy, miłość i instagram.

Mam ostatnio taką przypadłość, że lubię czytać komentarze. I komentarze komentarzy też. Pod artykułami prasowymi i wpisami blogowymi. Czytanie komentarzy jest jak nieskończone studium przypadku. Człowieka. I w ogromnej części niestety jego kompleksów. Co najbardziej widać właśnie w internecie.

Mam takie wrażenie, że ludzie obrzucają innych tym, czego sami się bardzo wstydzą albo czego innym bardzo zazdroszczą. A internet jest idealnym miejscem na wylewanie swoich kompleksów zebranych w przeciągu całego życia. Zawsze zastanawia mnie, czy gdyby osoba, która kogoś obraża za jego plecami albo w necie stanęła nagle obok niej, czy byłaby w stanie bez mrugnięcia oka powiedzieć jej to samo w twarz?

Im bardziej wrzucam komuś, że jest gruby i brzydki, tym bardziej dotyczy to mnie i mojego myślenia o sobie. Im bardziej krytykuję kogoś kompetencje w czymś, tym bardziej tego właśnie pożądam, a nie posiadam. A na samym dnie moich kompleksów jest strach, że ktoś to odkryje, dlatego trzeba głośno krzyczeć.

Kompleks jest zawsze wynikiem tego smutnego braku poczucia własnej wartości. Wydaje nam się, że jak kogoś oplujemy, to zrobi nam się lepiej. Jakoś robi, jak po wypiciu red bulla, nagły strzał cukru i high, ale tylko na chwilę. Potem znowu jest się bez sił i ze zgagą.

Kompleksy rosną razem z nami. Z kompleksów rodzi się nienawiść, którą internet jeszcze podkręca, bo można ją uprawiać praktycznie bezkarnie.

W dzieciństwie uczy się nas przede wszystkim, żebyśmy byli mili dla innych. Uprzejmi, umieli się dzielić i ładnie wpasować w społeczeństwo. Tymczasem najpierw trzeba być miłym dla siebie. To z tego rodzi się poczucie własnej wartości. I w konsekwencji szacunek dla drugiego człowieka.

Ciekawe, że to biblijne, skądinąd ze świetnym przesłaniem, któremu powinien przyklasnąć każdy lekarz od ludzkiej duszy,  kochaj bliźniego jak siebie samego, kompletnie nie ma przelożenia w rzeczywistości. Kompleksy pochodzą z frustracji i braku miłości własnej.

Przytulam często starszego B, mojego chłopca z poziomem wrażliwości większym niż wiek na to powinien pozwalać, kiedy siedzi zgaszony i opowiada o kumplu, który powiedział o nim do kogoś coś krzywdzącego i on się o tym właśnie dowiedział. I kiedy szukając ratunku u mnie pyta: ale nie powinienem się tym przejmować, prawda? To jego problem, że był taki niemiły, prawda? Tak, synku, mówię, to nie ma z tobą nic wspólnego, ja też myślę, że to ten kolega ma problem ze sobą, chyba jest mu źle.  I on się uśmiecha i dziękuje za moją kotwicę z ramion, mówiąc swoje koam cię, mami, ch się na ogół gubi, bo już wybiega grać z nim w piłkę.

Staram się nauczyć moje dzieci rozumienia tych mechanizmów. Bo kompleks niższości, który wybucha pod postacią wrzasku, krzywdzenia innych albo głoszenia własnej wielkości, jest zawsze brakiem miłości. Jakkolwiek banalnie to brzmi. Brakiem miłości rodziców, od drugiej osoby, wreszcie do samego siebie. 

To z miłości, proszę Państwa, wyrasta zdrowe potomstwo, a potem zdrowi my. Nie bójmy się uczyć dzieci pewności siebie i kochania siebie samego. To jest dużo ważniejsze, niż nieprzeszkadzanie dorosłym i bycie zawsze grzecznym.

W takim kontekście myślenie o sobie to najzdrowszy egoizm na świecie. Z tego się rodzi odwaga do życia własnym życiem i akceptacji siebie takim, jakim się jest. Wystarczającym.

Lećcie tulić siebie i swoje dzieci.  A jak nie macie dzieci, to tulcie siebie nawzajem.

A przed pójściem spać przed lustrem mówcie sobie wieczorem, że jesteście superowi. To jest nam potrzebne. Z wieczornego samozadowolenia rodzą się całkiem udane poranki.

A ja zamiast czytać te komentarze i się dziwić bez końca kondycji współczesnego społeczeństwa powinnam odwiedzić instagram i oglądać zdjęcia #flatlay.  W kolorowym świecie macarons, kwiatków i torebek wszyscy się uśmiechają i wszystko jest piękne. To zawsze poprawia humor.

Pozdrawiam kwietniowo. Buziak.

Tagi
RELATED POSTS
  • Zawsze uważam, że krytyka działa jak efekt lustrzany – to, co mówimy o innych, wraca do nas samych, dlatego trzeba ważyć słowa. Napisałaś: „Zawsze zastanawia mnie, czy gdyby osoba, która kogoś obraża za jego plecami albo w necie stanęła nagle obok niej, czy byłaby w stanie bez mrugnięcia oka powiedzieć jej to samo w twarz?” wiesz, że ja dokładnie tak samo myślę i też się nad tym zastanawiam? 😉 Obstawiam, że nie, takie osoby nigdy nie zdobyłyby się na odwagę i nie powiedziały tego wszystkiego prosto w oczy.

    „Tymczasem najpierw trzeba być miłym dla siebie. To z tego rodzi się poczucie własnej wartości. I w konsekwencji szacunek dla drugiego człowieka.” – podpisuję się pod tym 🙂 „Staram się nauczyć moje dzieci rozumienia tych mechanizmów.” – Piękna misja 🙂 Trzymam kciuki i szczerze podziwiam. Dodam do tego, że podziwiam dziecięcą wrażliwość 🙂 Uwielbiam ten przymiotnik „superowy” 🙂 Taki pozytywny i lekki! 🙂

    • Też obstawiam, że nie. Dawid zresztą w komentarzu wyżej napisał, że takowy eksperyment już przeprowadzono i stało się tak, jak obstawiasz.

      Dziękuję za ciepłe słowa. Jesteś superowa;-) buziaki:*

  • Kiedyś przeprowadzono eksperyment i postawiono takiego hejtera przed hejtowanym i hejter zamilkł… hejt jest wyrazem kompleksów własnych, wiem, ale gdzy czytam komentarz hejtera nie potrafię być spokojny…

    • No właśnie to jest trudne: zachować spokój, choć doskonale wiemy, że hejterzy tylko czekają na reakcję. Jak czytam czasem komentarze pod tekstami wyborczej, to autentycznie, nie jestem w stanie objąć swoim umysłem, jak można mieć tyle nienawiści w sobie. Straszne.
      A co do Twojego pierwszego zdania: tak właśnie myślałam, że hejter live już nie ma tak wiele do powiedzenia…

      • Aga, czytanie komentarzy pod artykułami Wyborczej, to naprawdę czysty masochizm 🙂 Chyba, że zamierzasz zrobić specjalizację z psychiatrii, wtedy rozumiem 🙂

      • ???to faktycznie podpada pod psychiatrię:-))

  • Czytając w głowie mi kołatało: „Ci, których najtrudniej pokochać to ci, którzy potrzebują miłości najbardziej”..

    • To takie bardzo… buddyjskie chyba… i takie prawdziwe.

      • Buddyjskie? Hm, nie wiem 😉 to cytat z filmu „Siła spokoju”. Widziałaś? Jeśli nie, polecam z całego serducha 🙂

      • Skojarzyło mi się z buddyzmem, bo właśnie skończyłam książkę Dalajlamy. I tam jest napisane, że ludziom, którzy nas krzywdzą należy współczuć. To bliskie temu, co napisałaś:)
        A o filmie słyszałam, ale nie widziałam. Dziękuję za polecenie:) obejrzę.
        Ściskam<3

  • Wieczór, ostatni rzut oka w net i taki tekst otwarty w zakładce gdzieś w ciągu dnia… I zawsze w punkt, dziękuję 🙂

    • Dziękuję, Magda. I bardzo też za Twoją obecność tutaj. Taka dobra energia:*

  • Ewa

    Buziak dla Ciebie Aga. Uwielbiam Twoje teksty

  • Agnes! Przyklaskiwanie Tobie, na wyścigi z przyznawaniem racji, to już tradycja ??? Do znudzenia sie zgadzam i hałaśliwie oklaskuję! ?

  • O to, to. Właśnie to mam na myśli, kiedy mówię o zdrowym egoizmie!

    A co do hejterów w życiu niewirtualnym, mam takich, jak się okazało, w rodzinie. Przeważnie krytykują lub obrażają pod nosem, półgębkiem, ale tak, żeby wszyscy słyszeli. A jeśli dopytasz: „A nieee, ja nic nie mówiłem” albo „mówiłem do siebie”. <3 Klasyk. 😛

  • Zupełnie nie rozumie tej netowej nienawiści. Nie umie tak pisać, nie rozumie po co? Agresja być może jest w nas, każdy czasami musi odreagować, ale czemu tak? Jest tysiące lepszych pomysłów. Dzieci jeszcze można zrozumieć, uczą się dopiero życia, byle się oduczyli…
    Wiara we własną osobę myśle, że tak jak piszesz, jest kluczem. I oczywiście odwaga do życia własnym życiem 🙂

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.