Miejski zen Rozwój

Rzeczy na później, rzeczy na teraz.

By on 21 marca 2017

Rzeczy na później, rzeczy na teraz.

Od jakiegoś czasu przed porannym wyjściem z domu ścielę łóżka. Choć długo nie miało to znaczenia. Klepię poduszki, prasuję dłonią wybrzuszenia i wyrównuję rogi kołdry. Teoretycznie mogłabym tego nie robić, bo sypialnię ponownie na ogół widzę wieczorem, ale ten drobny rytuał o poranku nagle tak dobrze mnie nastraja.  Nadaje dniu wartości. Znaczenia. Znika tymczasowość. Bo wobec wielkich planów i życiowych przedsięwzięć, w życie często cichutko i podstępnie wprowadza się bylejakość rzeczy drobnych, codzienności. I to banalne wygładzanie łóżka mówi jej a kuku, jestem tu i teraz bardzo poważnie.

Niepościelone łóżko to jak nienaprawione, kiwające się krzesło albo jedzenie na stojąco i do tego na ogół okruszków.

To tak jak z żarówką zawieszoną w nowym mieszkaniu. Nowe meble, ściany, nową lampę zostawia się na koniec. W końcu kto wchodząc do domu patrzy od razu do góry? I żarówka zostaje na lata, na bliżej nieokreśloną przyszłą lampę. To jest stan tymczasowy, który w pewnym momencie okazuje się na zawsze albo do kolejnej przeprowadzki.

Tak jak niepościelonym łóżkiem i żarówką jest też nigdy nieodpowiedni moment, żeby rozpocząć coś nowego, odważnego. Zmienić coś w sobie, zmienić pracę, rozpocząć naukę nurkowania. Po cichu realizuje się stan tymczasowy – zbierania sił, kolekcjonowania umiejętności, nabierania wiary w siebie, oczekiwanie tej jednej jedynej chwili, w której można wystartować, a która też staje się constans.

Dlatego poprawianie kołder rano i klepanie poduszek to moje drobne poczucie wiary, że trzeba od razu. Że nie ma co zwlekać. Bo jeśli później nie nadejdzie?

Że jak sobie aktualnie założyłam, że do końca roku będę w miarę sprawnie fotografować, to po łóżkowym, porannym liftingu, w drodze do pracy, oglądam tutorial na you Tube. Precz z ziewaniem i bujaniem się na stojąco w autobusie! Do pionu i studiujemy działanie przesłony. A w niedzielę udało mi się zwlec rano i pobiegać, a zbierałam się już kilkanaście niedzielnych poranków. Wszystko dzięki porządnie ułożonej kołdrze..

Przez noc pojawiły się pąki na drzewach i mogę już wreszcie odkrywać kostki w półbutach. Gdyby nie łóżko, byłoby to oczywiste, a tak jest świadome i cudownie zaskakujące w poniedziałek. To naprawdę fajowe uczucie.

Za łóżkiem idzie filiżanka po kawie nie pozostawiona rano na blacie, tylko w zmywarce. Po długim dniu i ucieczce od superhiperświata prędkości dobrze jest wrócić do domu, w którym rzeczy mają swoje miejsce i znaczenie. Ta krótka chwila uważności powoduje, że można skupić się na drobiazgach. I wtedy dzień też staje się sumą tych drobiazgów, mocniej widocznych.

I ma znaczenie jak jest podany obiad do stołu, kolor talerza i serwetki. Że siadamy i wyłączamy telewizor i rozmawiamy. Że kawa tak dobrze smakuje pita ze starej, pomarszczonej filiżanki. Nie przywiązuję się nadmiernie do rzeczy, ale lubię ich urodę. Nie jest mi obojętny kolor miski na sałatę i kształt szklanki. To zatrzymuje na dłużej, zmniejsza tempo.

Moja mama zawsze mi powtarzała jak coś robisz rób porządnie i rób to o razu i haftowała przy tym misterne obrusy na lnie, które razem krochmaliłyśmy w misce. Stół musiał mieć biały obrus i i być porządnie wyprasowany. Starszy B powiedział wczoraj, że lubi jak nakrywam tak ładnie do stołu, bo jest tak miło i chce się przy nim siedzieć.

Więc obrus, jednak obrus, nawet on to czuje, ten mój rozczochrany chłopiec. Ten len, który nie daje się okiełznać w minutę. Nawet materiał zna swoją wartość, musisz musisz poświęcić mu czas. Ale warto.

***

W piątek trafiłam na fejsbuku na ciekawą dyskusję, której tematem była ilość lajków jako współczesny wyznacznik wartości.  Tworzy się równoległa rzeczywistość, realność ma dużo mniejsze znaczenie niż obecność w sieci, panikujemy, bo ktoś nas nie polubił albo jeszcze gorzej masowo odlubił.

Albo wręcz przeciwnie –  wirtualny świat powoduje dygot serca, bo ktoś uwielbia nas za idealnie białe zdjęcia na instagramie, gdzie przymiarki do fotki kawy i pudrowej matczynej idylli trwają godzinę, wiem, bo też kiedyś próbowałam, ale kolację przypaliłam i jestem straumatyzowana. Chyba wolę się jednak nauczyć się fotografować B&B z widoczkiem w tle.

Czytam w tej sieci o rozwoju bloga i pisaniu z sukcesem, wszędzie ile razy dziennie powinnam publikować na insta, fejsie i twitterze, żeby ludzie o mnie nie zapomnieli i nie odlajkowali. Nie, aż tak to nie. Uwielbiam pisać, obserwować, lubię wrzucać memy i zabawne historie, kiedy mam coś do powiedzenia, ale tylko wtedy. Łatwo wpaść w pułapkę zależności od kciuków w górę. Uwierzyć iluzji, że tam jest to, co ważne dla nas. To też wprowadza bylejakość w codzienne życie, brak uwagi. Zamiast ścielić łóżko odkrywa się fejsbuka od rana, żeby sprawdzić stan polubień.

***

Jest tak, że są rzeczy na później, rzeczy na teraz.

Na teraz jest właśnie ścielenie łóżka. Sobotnie porządki z książkami, udało się, pożegnałam się właśnie z ponad setką. Ładny kąt do czytania, białe ściany na nowo wymalowane, nieodłożone na kiedyś tam. Na teraz jest sprawdzanie, czy zęby porządnie umyte i zadanie domowe odrobione.

Tak mi się wydaje, że życie to bardzo wiele małych rzeczy o dużym znaczeniu, które stają się widoczne zaraz po ułożeniu poduszek.

Pozdrawiam wiosennie.

Buziak.

TAGS
RELATED POSTS
  • Jak zawsze dałaś mi do myślenia… wiesz co jutro zrobię? Pościelę rano łóżko. Dziękuję! ?

  • Ścielenie łóżka, jako trzymanie się rzeczywistości, jako codzienny rytuał? Nie wiem, nie ścielę łóżka i chyba nigdy się tego nie nauczę, ale rozumiem małe rytuały. Ostatnio nawet zacząłem prasować. I rzeczywiście przy prasowaniu dobrze się myśli. I kto to mówi 🙂
    Rozumiem twojego syna, pewnie zawsze wartościowe posiłki, do których siada się razem z bliskimi będą mu się kojarzyły z ładnym nakrywaniem do stołu. Takie wspomnienia są bardzo ważne.
    Mnie też męczy ta mania powinności internetowej – ile to razy musisz być i w jakich mediach, inaczej świat o tobie zapomni. Wierzę, że świat jednak będzie mnie pamiętać, chociaż ostatnio ograniczyłem FB.

    • Ja się ostatnio trochę pogubiłam w pośpiechu i to mnie zawsze przerasta, za szybkie tempo. Dlatego zaczęłam od skupiania się na takiej drobnej rzeczy jak łóżko. To mnie naprawdę inaczej nastraja.
      Zaskoczyłeś mnie z prasowaniem, te też lubię, mimo niekończącej się góry koszulek.
      A B mnie zaskoczył, bo to ostatnia osoba w domu, której porządek leży na sercu, chić moze to dobry znak, że widzi szczegóły.
      Ja też wierzę w to, że wartość obroni się sama. Bardzo ograniczam swoją obecność na fb i bardzo dobrze mi to robi.
      Pozdrawiam ciepło:)

  • Nigdy na to w ten sposób nie patrzyłam, ale faktycznie mam tak samo! Gdy łóżko pościelone życie od razu inaczej się układa i od razu więcej się chce. Teraz wiosną, gdy powietrze cieplejsze to już w ogóle chce się ścielić i okno w sypialni rano otwierać 😉 Oddychać wiosennym powietrzem i większą uwagę przywiązywać do porządku 🙂

    • Właśnie ten drobiazg ułożonych poduszek jest fenomenem:) i teraz jeszcze otwarte okno, sama radość!
      Taka drobna, potrzebna uważność<3

  • Dokładnie dzisiaj pomyślałam o ścieleniu łóżka. Prawie nigdy tego nie robię, nigdy, a dzisiaj coś we mnie się zmieniło i ładnie ułożyłam poduszki, odniosłam pościel córki do jej pokoju i wygładziłam kołdrę. Takie to drobne a dodało mnóstwa powietrza do naszej sypialni..
    A lajki są dla mnie o tyle straszne że budując na nich swoją pewność i popularność jesteśmy w stanie za nie zapłacić. Za liczbę która nie ma się nijak do relacji. NIe rozumiem.

    • Mnie łóżko i jego ścielenie wycisza. Z dwójką dzieci i zaprogramowanym pośpiechem daje mi to odrobinę równowagi.
      A co do fb i lajków: liczba, która ma się nijak do relacji. W punkt. Bardzo. 🙂

  • Zawsze ścielę łóżko. Nie wyjdę z domu bez zaścielenia i zostawienia jako takiego porządku. Dlaczego? Bo kiedy wrócę po ciężkim dniu, w moim pokoju będzie miło, pokój mnie przywita porządkiem. Lubię tak. 🙂
    A fb to zmora, straszny złodziej czasu. Był moment kiedy wydało mi się że jestem uzależniona. Tydzień bez fejsa pokazał że nie jestem, ale niestety dzień zaczynam od fb i trochę mnie to niepokoi. A lajki? Na fp nie mam nawet setki. No trudno. Jak to mówi Regina Brett, nie wszystko co się liczy jest policzalne. 🙂

    • O jak dobrze przeczytać słowa, z krórymi zgadzam się słowo w słowo:) o te powroty chodzi do ogarniętej, domowej rzeczywistości.
      Odganiać ostatnio fb od siebie, ootrzebuję realnego świata, bardzo szybko można stracić kontrolę:/
      Nie wszystko, co się liczy jest policzalne. Amen
      Pozdrawiam ciepło:)

  • Takich drobiazgów uczyłam się od …. męża. To on tak robił. U mnie panował chaos. A on nawet po imprezie, kiedy wszyscy poszli spać, sprzątał, mył gary, żeby rano wejść do czystej kuchni 🙂 więc wiem o czym piszesz :))) na szczęście mamy sypialnię na piętrze

    • Ja też jestem sprzątaczem poimprezowym:)) o piątej rano potrafię myć podłogę;-) ale to robi fajne poranki;-)

      • to właśnie zawsze słyszałam – BO RANO FAJNIE WEJŚĆ DO CZYSTEJ KUCHNI….

      • Awrrr? No właśnie, jakie to jest przyjemne. Mimo niedyspozycji czasem:P

      • No jak bym mojego faceta słyszała – „nie dość że na kacu to jeszcze bałagan i pobojowisko ….”

      • ???? jaki znak zodiaku?…

      • BYK 🙂

      • 😉 tak myślałam, że albo byk albo panna:))

      • Ja jestem panna ale z ładem nie mam nic wspólnego ale brudu nie znoszę

      • Ja też panna:P w głowie chaos, ale porządek lubię:D

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Ciekawy wpis… taki zwyczajny że aż nadzwyczajny. Dziękuję za to, że zwróciłaś mi uwagę na niby nie ważne sprawy, a jakże ważne 🙂

  • Twój wpis jest bliski moim ostatnim przemyśleniom. Małe drobiazgi z czasem tworzą coś większego. Mniejsze elementy jako całość mają dużą siłę oddziaływania.. 🙂

    • Bardzo się z tym zgadzam. Ja uwielbiam małe rzeczy. Dosłownie i w przenośni:)
      Ściskam ciepło:)

  • Teresa Organek

    Nasze życie składa się właśnie z takich drobiazgów. Fajnie jest je doceniać, bo wtedy nasze życie jest piękniejsze, szczęśliwsze. Ja emerytka jest na takim etapie, że doceniam je i zauważam każdego dnia. Budujące jest to, że młodzi też to potrafią. W tym dzisiejszym pędzie…… jest to nieocenione, pozwala zatrzymać się choć na chwilę i tylko od nas samych zależy ile takich chwil w naszym życiu będzie.
    Pozdrawiam. 🙂 . Ps.Z polecenia od Hegemona. Miał racje, pisząc, że masz styl nie do podrobienia i czyta sięlekko, łatwo i przyjemnie.

    • Dziękuję za ciepłe słowa pod adresem mojego pisania i piękny komentarz: nasze życie składa się właśnie z takich drobiazgów:)

  • Warto było poczekać i odpisać ten wpis w spokoju i wolnym tempie, a nie pomiędzy burzami zeszłego tygodnia. Bo i odpowiedź nagle całkiem inna. Ja doszłam w rozmowie z przyjaciółką do całkiem innego wniosku. A może nie innego, tylko oglądam go z drugiej strony? Że wolniej. Wolniej i mniej. Że już nie muszę się do niczego spieszyć i jak chcę się nie rozwijać to może wcale teraz nie muszę? Ot takie przemyślenia porozbijanej Babowni 🙂 Buziaki!

  • Pingback: Miesiąc w skrócie | Marzec 2017 | Zen Blog()

  • Też odkrywam wagę tych małych rytuałów, porannych nawyków, zmywania kubka od razu, wieszania swetra w szafie zamiast rzucania na krzesło, a łóżko.. Łóżko kiedy niepościelone, to dzień się jeszcze nie zaczął, to wszystko rozmemłane i pozostawione na pastwę losu i chaosu. To łóżko to symbol całego dnia, całego życia! Tak dobrze wiem, o czym piszesz 🙂

    • O tak! Tak jest z tym łóżkiem, wszystko rozmemłane bez niego i w domu i poza domem. Nauczyłam się i ścielę rano szybciutko wszystkie trze. Kubeczki też lądują tam, gdzie ich miejsca. To mi układa głowę. I do domu wraca się inaczej:)
      Pozdrawiam ciepło:))

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.