Rozwój

Być kimś. Być jakimś.

Przez dnia 7 marca 2017

Być kimś. Być jakimś.

Bardziej lub mniej świadomie każdy z nas szuka swojej tożsamości. Świat jest tak fajnie skonstruowany, że podrzuca nam trendy, kultury i różne –izmy, dzięki którym można się zdefiniować. Można być racjonalistą, hedonistą, minimalistą albo anty w stosunku do tego i też z jakimś izmem.

Można ulegać zbiorowej wierze, że można wszystko i jak się chce się być szczęśliwym to trzeba być, to takie proste i już i za to płacić ciężkie pieniądze trenerom motywacyjnym.

Można wierzyć, że życie jest po to, żeby mieć sukces i być zawsze zadowolonym, że wpisane w naszą kulturę narzekanie nie jest fajne i nawet jak umierasz z rozpaczy, to mówisz, że wszystko jest okej.

Bull shit.

Wmawianie, że każdy może być wyjątkowy, mieć firmę, sukces i się nie starzeć jest pięknym projektem współczesnego świata, który jest niczym innym, jak gigabiznesem. Sprzedawaniem tożsamości, byleby nie być przeciętnym. Byleby być kimś.

Odgruzowując po zimie swoją kondycję biegam i słucham ostatnio podcastów, a jakże, motywacyjnych. I przez jedną dłuższą chwilę ja też poczułam frustrację, że coś jest ze mną nie tak. Cholera, nie mam firmy, własnego produktu, ba, nawet najmniejszego pomysłu na cokolwiek. Czas ucieka, dzieci rosną i na dodatek się starzeję.

Żyjemy wszyscy w drobniutkiej, gęstej sieci zależności systemowych, gdzie subtelnie steruje się zbiorowym myśleniem, bo grupą łatwiej jest manipulować, stąd tysiące ludzi słuchających znanych trenerów, którzy sprzedają na DVD marzenia o życiu milionera albo mistrza hipersupertriatlonu, który kiedyś był hedonistą.

Tymczasem w globalnym szaleństwie bycia wyraźnym, coraz bardziej chce mi się zwiać do systemowej przeciętności i zmieniać swoje nawyki o tyle, o ile poprawią jakość mojego życia na własnych zasadach. Dlatego, że wielkich, tych, którzy pracują cztery godziny w tygodniu i mają miliardowy dochód pasywny jest kilku. Reszta jest przeciętna. Zwykła. Przeżywająca małe przyjemności, duże porażki i na odwrót. Jest l u d z k a. I to jest, wbrew wszystkim prawom psychologii pozytywnej, okropnego trendu sukcesu bardzo, bardzo okej.

Ja też jestem przeciętna. I nie wierzę w teorię, że żyjemy po to, by być zawsze zadowolonym i żeby zawsze wszystko się udawało.

Nie będę chyba właścicielką prężnie działającej firmy. I to w porządku. Nie każdy musi. Nie każdy umie. Może obudzi się we mnie kiedyś pomysł na coś świetnego, a może i nie. Na razie nie wiem.

Umiem być skoncentrowana i skupiona, ale nie chcę każdego dnia podporządkowywać produktywności. Lubię się sprawdzać w sporcie, ale jak przez tydzień z obrzydzeniem patrzę na buty do biegania, to też w porządku.

Lubię mieć mało rzeczy, ale nie odmówię sobie przyjemności kupienia drobiazgu do kuchni, choć mam już dwa podobne. Po prostu sprawia mi przyjemność ładnie nakryty stół.

Nie jestem zawsze happy. A to odbiera mi ważną cnotę współczesnego człowieka sukcesu. Bywam więcej niż często załamana, cielesność i jej ograniczenia wywołują we mnie lęki, są dni, kiedy jestem nihilistką. I jak ktoś mnie pyta co tam, how are you, to mam często ochotę powiedzieć zajebiście, doskonale źle.

Nie chcę się utożsamiać do końca z określonym –izmem. Każdy –izm w jakiś sposób ogranicza. Bo wtedy wypada być wiernym pewnym poglądom i każde odstępstwo od izmowego traktatu powoduje ból sumienia i memłanie w żołądku.

-Izmy, nawet te najszlachetniejsze, wydają mi się pewną formą skrajności, z którą im bardziej się utożsamiam, tym bardziej zacierają ręce ludzie, którzy zbijają fortunę na sprzedawaniu mi określonego stylu życia. I do tego chyba nie przez przypadek perfekcjonizm też należy do grupy izmów.

Pojęcia takie jak wellness, fit, kalkulatory kalorii, apki motywacyjne powodują, że cholernie skupiamy się na sobie zapominając, że tworzy nas to, czego doświadczymy w kontakcie ze światem i innym człowiekiem. Jesteśmy, zwracając delikatnie uwagę na naszą tymczasowość i maleńkość wobec kosmosu, sumą przeżytych emocji z innymi. Tylko i aż.

Zamiast na byciu kimś w kontekście statusu, mam naprawdę ochotę wypiąć na system i skoncentrować na byciu ja-kimś. Odpowiadać sobie na pytanie, jestem człowiekiem i wobec tego się sprawdzać.

Przeciętność statusu społecznego pozwala mi znajdować zadowolenie w porównywaniu się ze sobą sprzed jakiegoś czasu, a nie z mentorem z jakiejś dziedziny. I jasne, że dla wielu to żadne wyjście i może brak ambicji, ale jeśli jutro się rozpłynę, to przynajmniej z tłuściutką, wypchaną pamięcią pełną obrazów, słów i ludzi.

I zdaje się, że nie jestem w tym odosobniona, bo jak wczoraj wbiłam w wyszukiwarkę hasło: 

jak być,

to pojawiło się w kolejności:

jak być przeciętnym,

jak być kochanym,

jak być normalnym.

Ciekawe.

Ściskam ciepło. XO.

Tagi
RELATED POSTS
  • Chyba najlepszą z opcji, najbardziej zbliżoną do normalności, jest stawianie siebie, a nie tych wszystkich porad jak i co robić na pierwszym miejsce. A my zapominamy o sobie. Lubię te wszystkie motywacyjne, rozwojowe słowa. One mnie na swój sposób budują i popychają dalej. Oczywiście nie wszystkie i oczywiście nie wierzę w nie bez żadnej krytyki. Ale czasami potrafią być dla mnie budujące i zapalają iskrę potrzebną do działania. Ale nie mam potrzeby bycia fit i jedzenia tylko tego co ma fit czy bio w nazwie, bo najpierw polubiłam siebie taką jaka jestem. Wcale nie mam potrzeby posiadania swojego biznesu, bo dobrze wiem jak wiele pracy i papierologii to wymaga. Nie potrzebny mi strach, że jakiś urzędnik postanowi mi wywrócić życie do góry nogami przez niezapłaconą złotówkę. Wolę mój względny spokój i przeciętność. Kiedyś byłam nakręcona na to, żeby być wyjątkowa, lepsza nie wiadomo od kogo, albo taka jak inni. Dziś na szczęście z tego wyrosłam i cieszę się, że mam takie spokojne i przeciętne życie. Ale w takim póki co czuję się szczęśliwa. 🙂

    • Stawianie siebie na pierwszym miejscu. Właśnie to. Ja też przez jakiś czas uwielbiałam cytaty motywacyjne, faktycznie dają zryw i wiatr w żagle. Ale wydaje mi się po prostu, że jednak nie wszystko można i nie wszystko od nas zależy. Nie mamy paktu z mocą ze star wars.

      Ale lubię cytaty pisarzy. W nich jest więcej realnego życia i doświadczenia, sceptycyzmu, który daje mi więcej niż hurraoptymizm haseł z tablic pinteresta.

      Zgadzam się z każdym zdaniem Twojego komentarza i dziękuję za niego.
      Ściskam ciepło:*

  • Aga, prawda jest taka, że coraz trudniej o przeciętnego człowieka, tak jakby przeciętność była passe. Dlatego im więcej takich tekstów, im więcej w tym wszystkim normalności – tym lepiej.

    Uwielbiam Twoją naturalność! ❤ Kolejny świetny tekst!

    • Przeciętność jest taka nie w trendzie i chyba porażkowa… według obecnej kultury powszechnego szczęścia:/
      Bardzo, bardzo Ci dziękuję, to ogromny komplement usłyszeć coś takiego od Ciebie:) buziak:))

  • ehh… „I jak ktoś mnie pyta co tam, how are you, to mam często ochotę powiedzieć zajebiście, doskonale źle.”
    Jakież mi to bliskie 🙂

  • Ja nie umie się utożsamić z czymś jednym…. Wiele razy robiąc jakieś testy okazywało się, że biorę z każdej teorii po trochę…. A to chyba znaczy, że jestem sobą, a może nawet jestem jakaś, taka swoja przez siebie wymyślona 😉 Oby tak było, poczucie że jest się manipulowanym i nie ma się wpływu na siebie samego miłe nie jest…

    • Właśnie, Ula. Zwykłe testy u wielu powodują frustrację- oj, nie mieszczę się, nie mam osobowości… też manipulacja. I tak, też myślę, że nie mieszczenie się w normach ustalonych przez kogoś jest właśnie normalnością. Zachowaniem siebie wobec narzucania nam cichutko jakiejś identyfikacji.
      Ps. Ja też z testów wychodzę nieokreślona. Piąteczka:))

  • Wydaje mi się, że problem bierze się z tego, że zbyt często chcemy kogoś naśladować lub zbyt często oczekujemy, że ktoś nam poukłada życie. Ludzie sukcesu bardzo chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami, sposobami i pomysłami na to co sprawiło, że są teraz w tym miejscu, w którym są. Naśladowcy zapominają o dwóch rzeczach – po pierwsze to co jest sukcesem dla pana X, niekoniecznie jest sukcesem dla mnie. Po drugie droga, którą pan X dotarł na szczyty, jest drogą pana X, a niekoniecznie drogą jego naśladowców.
    Aby nie frustrowały nas żadne -izmy, najpierw poszukajmy tego, co nas uszczęśliwia, a nie tego co inni uważają za szczęście. A potem poszukajmy własnej drogi 🙂
    Aga, obawiam się, że nie dasz rady być przeciętną, to jest niemożliwe, gdy prowadzi się nieprzeciętnego bloga 🙂

    • O to, to, Dawid, iluzja, że staniemy się i osiągniemy status mówców X i Y. Wobec ogromu informacji i ofert trudno jest uwierzyć, ze bycie sobą i do tego nie świetnym jest w porządku. I poszukiwanie własnej drogi to jest właśnie jedyna autonomia, która pozwala nam się z systemu wyłączyć. Choć to bardzo trudne wobec tylu możliwości „szuflad”, które współczesna kultura nam oferuje.

      To ostatnie zdanie to ogromny komplement, Dawid. Dziękuję. Tak bardzo serdecznie i pokornie:-)))

  • Jaki cudowny tekst! ♥ Tak bardzo zgadzam się ze wszystkim! I ciągli powinniśmy dążyć do bycia lepszą wersją siebie, a nie do osiągania tego, czego chce od nas motywujący trener. Większość ludzi tak naprawdę nigdy nie odniesie wielkich, finansowych sukcesów, wielu z nas nawet nie ma takich ambicji, skupiając się bardziej na życiu rodzinnym, niż na karierze i nie dajmy sobie wmówić, że to może być gorsze.

    • O to, to: dążyć do bycia lepszą wersją siebie. I to jest wyzwanie i sukces, kiedy uda się pójść dalej ze sobą samą. Piąteczka<3

  • GENIALNY WPIS !!!!! porady poradami, coache i tegesy śmegesy, Wszystko pięknie ładnie, ale ciągłe bajdurzenie o tym, że każdy może być królem z firmą, zwycięzcą i panem swego życia, jest trochę przesadzone. Bo każdy jest inny i nie każdy się nadaje do własnej firmy. choć po posłuchaniu takiego guru, aż mu się ręce do roboty zapalą, to jeśli jest człowiekiem bez tej „smykałki”, gówno mu z tego wyjdzie i popadnie w jeszcze gorsze problemy.

    Kurczę sama jestem zwyczajna, nie osiągam sukcesów, pracuję jako freelancer, użeram się z róznymi firmami, aby mieć z tego cokolwiek, nie jestem królową i bóg wie jaką biznes woman. nawet nie chcę być.
    chcę być sobą, chodzić w wyciągniętych dresach kiedy mam ochotę.
    tak samo nie jestem fit, eco i co to tam jeszcze.
    Jemy zdrowo, z glutenem, z cukrem czasem i jest to może i złoooo ale nie mamy zamiaru, kupować czegoś co jedynie szarpnie nas po kieszeniach, bo tak radzi guru chodakowska.

    w życiu trzeba być sobą, co znaczy, że nawet zwykłym przeciętniaczkiem, ale kurczę, tylko wtedy mamy szanse na szczęście i spokojne życie, bez udawania i „na siłę” 😀

    no, to tyle buziaki !

    • :)) A propos glutenu i cukru, to w którejś z gazet był wywiad z Włoszką, chyba Capponi-Borawską, któramowila, że jest niemożliwym teraz zaprosić kilka osób do stołu. Do siebie, na kolację. Ten nie je glutenu, ten laktozy, ten czegoś z innego powodu. To jest konsekwencja określonego trendu głoszonego przez kogoś bardzo ważnego i przyjmowania tego za obowiązujący kulturowy pewnik.

      Co do ubierania, też mam fazy hipisowskie, gdzie boyfriendy królują tygodniami i nie mogę się odczepić i nic a nic mnie nie obchodzi opinia świata.

      I zgadzam się i podpisuję pod ostatnim zdaniem: być sobą. Niby proste, ale wobec pokus kulturowych niełatwe;-)

      Buziaki.

  • Ja lubię te motywacyjne hasła czy inne -izmy (ok, może nie wszystkie, ale większość 😉 ). Bo mobilizują mnie do osiągania moich celów – z bardzo silnym naciskiem na „moich”. Wiem, co jest dla mnie jest sukcesem finansowym, wiem, ile chcę przebiec i z kim wreszcie wygrać w siatkówkę ;-). Ale kompletnie mnie nie obchodzi, jeśli ktoś moje sukcesy uzna za „przeciętne”. Ostatnio usłyszałam od kogoś, że „jedyne, o co nie musi się martwić, to pieniądze”. Czy mnie to zmotywowało? Bardzo, bo bardzo chciałabym móc kiedyś tak powiedzieć. Ale nie pomyślałam, że muszę mieć tego suva, stumetrowy apartament z widokiem morze i trzy bańki na koncie – nawet jeśli w opinii innych to jest niezbędne do odtrąbienia sukcesu i „niemartwieniasię”. Gloryfikujmy WŁASNĄ nieprzeciętność mając w głębokim poważaniu to, co inni myślą na ten temat 🙂

    • Jeszcze a propos, via portal natemat – tym razem na temat ;-): https://youtu.be/6NE16hxSK-0

    • Ja motywacyjne hasła też lubię, sama czasem siedzę na pintereście i szukam czegoś mądrego i co mnie zainspiruje. Piszę tu raczej o treningach i książkach motywacyjnych, według których każdy z nas może być świetny i bardzo bogaty. To jest to niebezpieczeństwo, że ulegnie się temu zbiorowemu złudzeniu, że każdy tak może. Jasne jest dla mnie, że przy zdrowym poczuciu własnej wartości ma się świadomość własnych możliwości i potrzeb. I wtedy właśnie, jak z tym brakiem finansowych zmartwień, nie potrzeba suva i innych drogich rzeczy,mnie też zresztą nie byłoby to zupełnie potrzebne.
      Słowo przeciętny ma chyba jednak lekko negatywną konotację, przez przeciętny rozumiem tu staus wobec kontekstu, o którym tu piszę.
      A pod ostatnim zdaniem się podpisuję. Pozdrawiam ciepło.

  • 2 spostrzeżenia mam:
    Pierwsze jest takie, że wyjątkowość ma być zaraz oh, rety, jestem zwycięzcą, hej do przodu (tak zarysowałaś w tym wpisie). Wcale nie musi. Ja np. uważam, że serio jesteśmy wyjątkowi. Tak, wiem, to wyświechtany frazes. Co poradzić, że banały zwykle są prawdziwe, choć najpierw powtarzamy je bez zrozumienia, później cynicznie się z nich śmiejemy, a dopiero potem zaczynamy czuć tego bluesa. Wracając do wyjątkowości… wiadomo, efekt uau nie jest widoczny gołym okiem. Ale kiedy kogoś naprawdę dobrze poznamy, to nagle okazuje się, że to prawdziwie wyjątkowy człowiek! Co za suma doświadczeń, co za myśl, co za prawdziwość i jaka przy tym wyjątkowość, on jest inny niż WSZYSCY. Tadam. A wszyscy tacy jesteśmy, wystarczy tylko poznać kogoś wystarczająco dobrze. To jest ta wyjątkowość, cenna bardzo i wcale nie zaprojektowana jako sprzedażowy produkt trenerów osobowości (to by był zbyt niszowy produkt, by chcieć go tak sprzedawać).

    Drugie spostrzeżenie, napisałaś: „Jesteśmy, zwracając delikatnie uwagę na naszą tymczasowość i maleńkość
    wobec kosmosu, sumą przeżytych emocji z innymi. Tylko i aż.”. Nie sądzę, żebyśmy byli emocjami czy ich sumą. Powiedziałabym, że jesteśmy świadomością tych emocji i z resztą nie tylko emocji. Gdybyśmy byli zaledwie emocjami, faktycznie nie byłoby w tym nic wyjątkowego, bo wszyscy bylibyśmy po prostu reaktywną odpowiedzią na wydarzenie.

    Natomiast trochę rozumiem miłość do przeciętności. Bo chyba w tej miłości nie chodzi nam o przeciętność tylko o taką obecność bez masek. Jak ktoś nie korzysta z pozy, to wydaje się zwyczajny, ale tak „dobrze zwyczajny”. 🙂

    • Kontekst o którym piszę w tekście to kontekst kulturowy. Kontekst pewnego trendu, dzięki któremu coaching i trening motywacyjny ma się tak dobrze. O takim rodzaju wyjątkowości piszę. W kontekście w jakim Ty go przedstawiasz, zgadzam się, każdy z nas jest indywiduum, limitowaną edycją.

      Podtrzymuję swoją wersję emocji, tworzą nas przeżycia, doświadczenia, relacje z ludźmi, a to wszystko jest związane z emocjami. Refleksja nad sobą jest świadomością tych emocji. Tak to pojmuję o swojemu.

      A co do przeciętności,, tak, tak właśnie to rozumiem jak Ty to ładnie nazwałaś,to chodzenie bez maski, bycie sobą bez względu na trend kulturowy.

  • Zgadzam się z Twoimi uwagami. Chcę po prostu być sobą. Kolejny slogan, bo co to znaczy: być sobą? W moim przypadku po prostu pisać i w przyszłości publikować nie tylko na blogu. Tylko tyle, aż tyle. W każdym razie zachować umiar w przyjmowaniu rad. Nie zatracić się w mnogości wskazówek różnego rodzaju. Dotrzeć do tych właściwych.

    • Dziękuję za piękny komentarz. A być sobą w świecie, który ze wszystkich stron mówi nam, jacy mamy być, to wielka odwaga:) powodzenia w pisaniu!

  • Zamiast się upodabniać do kogoś i czuć się jak w przebraniu, w nie swojej skórze – warto po prostu być sobą. Lubić się i akceptować ze wszystkimi zaletami i wadami. Trochę dystansu do siebie wskazane. A wtedy i pośmiać się z siebie nie jest trudno. Cóż, nie ma ideałów. Natomiast z tego, co nam w życiu nie wyjdzie warto wziąć naukę na przyszłość, czasem obrócić w żart. Czasem zdarza się, że robimy coś pod presją, czasem musimy …… No cóż, tak bywa, ale to zazwyczaj uwiera.
    Pozdrawiam 😉

    • Zgadzam się z każdym zdaniem Twojego komentarza i dziękuję za niego:) pozdrawiam ciepło:)

  • Wiesz, cudowny, lekki wpis 🙂 Zawarłaś w nim także i moje myśli. Uwielbiam autentyczność, bycie sobą na 100 %. No przyznam, że mam alergię na coaching. Nie przekonuje mnie to. O wiele bardziej wolę życiową uważność, docenianie małych rzeczy w życiu. To wszystko, co posiadamy, co osiągamy, nie ma nic wspólnego z poczuciem własnej wartości. Ja uważam, że każdy jest kimś na swój sposób. Nie ma ludzi lepszych, gorszych, bogatych czy biednych. Przecież można być świetnym człowiekiem nie mając firmy. „Lubię mieć mało rzeczy, ale nie odmówię sobie przyjemności kupienia drobiazgu do kuchni, choć mam już dwa podobne.” – jak my się rozumiemy 🙂 🙂 🙂 (Jak tam Twój TK Maxx – dajesz radę? 🙂

    „Nie jestem zawsze happy.” – A ja wczoraj powiedziałam takiej przemądrzałej osobie w oczy, co o niej myślę 🙂 No kurna, bo już nie mogłam! 🙂

    „Jeśli jutro się rozpłynę, to przynajmniej z tłuściutką, wypchaną pamięcią pełną obrazów, słów i ludzi.” – jak ja Cię kocham za ten fragment! 🙂 Ja już puchnę od słów, będę jak balon z helem na stare lata 😉 😉 😉 (Wiadomo gdzie konkretnie 🙂 🙂

    Powiem tak: fajnie jest mieć tak wiele wartości w sobie i żyć w świecie, w którym inni ludzie o nich zapominają. Ja np. jestem wierna jednemu poglądowi (to tak z wczorajszych myśli nieuczesanych): że nigdy, przenigdy nie spróbuję obrzydliwej galarety i salcesonu 😀

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.