Miejski zen

7 rzeczy, które rujnują mi dzień.

By on 10 marca 2017

7 rzeczy, które rujnują mi dzień.

Chciałabym o sobie napisać, że jestem szczebioczącą optymistką i wierzę, że życie to wielka różowa beza. Niestety nie.

Chciałabym też o sobie napisać, że anielska cierpliwość i buddyjski spokój to moje dwie największe cnoty i sunę z nimi łagodnie przez życie. Niestety też nie.

Podczas kiedy wobec wydarzeń ważnych i znaczących potrafię zachować zimną krew, tak wobec sytuacji drobnych, egzystencjalnie bez znaczenia, jestem bezradna i nagle dzieje mi się koniec świata. Potrafię się rozpłakać i smarkając zmarnować sobie cały dzień.

Umiem z godnością przejść do porządku dziennego nad porażką albo niespełnionymi oczekiwaniami i przeć dalej do przodu, ale polegam wobec skarpetek zwiniętych w kulkę i złośliwości awokado.

Ten tydzień obfitował w takie drobne wydarzenia, takie wywoływacze łez, które wymagały spisania.

Oto 7 rzeczy, które rujnują mi dzień.

1. Kiedy bardzo, bardzo czekam na paczkę, czekam cały dzień i wychodzę tylko wyrzucić śmieci i wracając widzę już tylko plecy uciekającego listonosza, a na drzwiach dynda kartka z informacją, że moją przesyłkę mogę od jutra odebrać na poczcie.

2. Rzecz, którą rano bardzo chcę znaleźć i nagle nie ma jej tam, gdzie powinna być. Taki, dajmy na to, koniecznie ten, a nie inny pasek do spodni. Zniknął i już. Następuje wielka kradzież, teleportacja, rozmycie się w materii. I nie ma dla tego paska żadnej alternatywy. Nie ma, bo dzisiaj miał być dzień paska brązowego, a nie granatowego. I wychodzę zrozpaczona do pracy, cały dzień podciągając smętne spodnie.

3. Kiedy podłączę sobie ipada do ładowarki, żebym po południu, gdy wiem, że mam godzinkę na czytanie, mogła to robić bez kabla przy gotowaniu i zastaję go porzuconego i wyładowanego  na kanapie.

I ja wtedy zbieram oficjalnie B&B do dużego pokoju i chlipając mówię, że to nie fair i tak nieładnie i ja się proszę moi drodzy domagam szacunku, a oni stoją i gapią się po ścianach i mówią yhy yhy to nie ja, ja też nie i uciekają. I to jest takie smutne, ten wyłączony ipad, nieprzeczytane parę stron książki i przypalony obiad.

4. Zwinięte w kulkę skarpetki, przewrócone na lewą stronę spodnie ściągnięte razem z bielizną, koszula ściągnięta za jednym zamachem razem z podkoszulką i to wszystko tak rzucone do prania. Pieklę się nad tymi skarpetowymi kulkami, milczę przewracając dżinsy na prawa stronę, płaczę rozpinając guziki koszuli. Codzienne, praniowe dramaty z rzeczywistością postmoderny w tle.

5. Wredna złośliwość wyczekanego awokado, które o siódmej rano było jeszcze niedojrzałe i twarde, tak miałam na nie ochotę, a w południe w pracy okazuje się czarnym, miękkim jak flak, posępnym owocem, który łypie na mnie pestką.

6. Klucze, których nigdy nie mogę znaleźć w torebce. Które się zawsze przede mną chowają. A najbardziej, jak trzęsę się z zimna albo mam w ręce misterną konstrukcję z zakupami i tylko jeden wolny paluszek, żeby ten klucz z torebki wyciągnąć i otworzyć wreszcie te cholerne drzwi.

7. Buty, które schowane jesienią i wyciągnięte wiosną, mimo, że noszone, obcierają do krwi w połowie drogi do pracy. I ten dylemat, jechać do domu, opatrzyć rany, rozczulić się nad sobą i się spóźnić, czy krwawić, ale z godnością dojść do pracy i tam obklejać obdarte stopy. Płacząc z bólu. Jak dzisiaj.

Tak, proszę Państwa, nikt nie powiedział, że życie będzie zawsze piękne. Od czasu do czasu trzeba sobie znaleźć jakiś niepoważny powód do wielkiego smutku, żeby się nad sobą rozczulić. Żeby ktoś w domu mocno przytulił. Powspółczuł.

Bo dzisiaj obtarły mnie nawet kalosze.

A miała być wiosna.

Tymczasem wieje i pada deszcz.

Jest zimno.

I to awokado.

Jestem zrozpaczona.

Troszeczkę.

Dlatego przesyłam zdjęcie wiosenne.

W końcu tak kiedyś będzie.

Pozdrawiam ciepło. Buziak.

 

TAGS
RELATED POSTS
  • Tak… wieczne niedojrzałe/zbyt dojrzałe awokado przoduje i u mnie wśród przyczyn zdarzających się czasem rozpaczy. Zaraz za nim jest jeszcze niemoc komputera, która następuje zwykle w nieodpowiednim momencie, i lecące przedmioty z rąk, zwykle lawinowo, trzy w ciągu dnia, a potem przez rok żaden. I jeszcze jedno: ludzie, którzy nie sprzątają po sobie! Najgorzej, że czynniki potrafią wystąpić w komitywie, tego samego dnia.

    • Tak, to jest kombinacja niebezpieczna. Niesprzątanie po sobie wydaje mi się cechą wrodzoną mojego syna. Jest absolutnie odporny na moje „proszę, sprzątnij po sobie”. Mniej więcej tak wyglądała moja sobota: rozpacz chaosu w domu, niemożliwy brak weny i wewnętrzna histeria na skutek braku cytryn rano:D

      • O rany, zapomniałam o cytrynach! 😀 Czy Ty też zaczynasz dzień od szklanki wody z cytryną? 😛

      • Tak:) dzień bez cytryny dniem straconym. Nie ma gorszego poranka, jak ich zabraknie:P

  • Mnie chyba do rozpaczy doprowadza psujący się sprzęt, najbardziej samochód…

    • Wyładowany nagle telefon, gdy go najbardziej potrzebuję i brak połączenia z siecią też gdy bardzo potrzebuję:)

  • Pogoda, która nagle robi się brzydka gdy ja mam wolne i słońce, gdy muszę iść do pracy- taki mój coroczny wiosenno-letni standardzik! 😀

  • Wiosna już coraz bliżej. Dzisiaj w ogrodzie zauważyliśmy dwa pierwsze kwitnące krokusy 😉
    A z drugiej strony, gdy znajduję w koszu na pranie rajstopy ze skarpetkami i oczywiście to wszystko na lewej stronie, to … najpierw się wkurzam, a potem przechodzi mi na myśl, że może tak je wrzucę do prania 😉 Dorosłe dzieci nie dają gwarancji, że tego typu psikusów więcej nie będzie…
    Oby do wiosny.

  • Aj aj aj ja bardzo przepraszam, że tak w zwolnieniu i rozmyciu czasowym piszę <3 ale walcze z poniedziałkiem i przedłużyłam niedzielę do chwili obecnej. Moje rozpacze? Tak, zdecydowanie przychylam się do paczki. O praniu już była mowa na Fb … Jest jeszcze drażliwy temat (dwa psy i kot), czyli psia kupa, albo kocie siki z rana na dywanie 🙁 Kolejna sprawa to mokry blat w kuchni, bo mąż robił sobie herbatę z rana … A potem ja nagle kładę bułeczkę na blacie kuchennym i … NIESPODZIANKA Z RANKA! Zostaje tylko jedna modlitwa poranna kobiety w poniedziałek rano! WTF WTF WTF F*** F*** F*** . Niezawodne 😀 Mogłabym tak dłużej, ale jest już wieczór, a raczej noc 🙂 A za kilka godzin robię Krecikowi śniadanie do szkoły 🙂 Panie miej mnie w swojej opiece 😀 Buziaki! Cium <3

    • Pokrywka od jogurtu zawsze jogurtem do góry w śmieciach. Kocia kupa przylepiona do ogona z rana i pogoń za nią. I takie tam podobne;-) mokry blat u mnie też się sprawdza…
      Buziaki<3

  • 🙂 podoba mi się Twoje poczucie humoru – wbrew avocado i brudnym skarpetkom 🙂 zaczynam czytać Twojego bloga od początku żeby mieć wgląd i pogląd 🙂 pozdrawiam

    • 🙂 dziękuję serdecznie za miłe słowa. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Pozdrawiam:)

  • Awokado rządzi się swoimi, dziwnymi prawami 🙂 Ile to razy czekałam, aż dojrzeje i.. nie dojrzało 🙂 Ale ostatnio wykminiłam sposób – można je podgrzać na patelni, a potem zblendować i jest miękkie 🙂 Jeśli oczywiście forma zblendowana Ci nie przeszkadza – ja akurat do past używam 🙂

  • Czekanie na paczkę- najgorzej 🙁
    U mnie to jeszcze rękawiczki zimą i okulary przeciwsłoneczne latem, których nigdy nie mogę znaleźć przed wyjściem z domu 😀

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.