Rozwój Życie w zachwycie

Weekendowe rozważania o zakupach.

Przez dnia 24 lutego 2017

Weekendowe rozważania o zakupach.

Według wszystkich znaków na niebie i ziemi, badań marketingowców i socjologów, różnie podejmujemy decyzje zakupowe. To znaczy my i chłopaki. 

Podczas kiedy cel jest ten sam, dajmy na to spodnie w określonym sklepie, chłopakom zajmuje to około 10 minut i zostawiają oni przy kasie dokładnie tyle, ile kosztują spodnie. Nam potrzeba na to ponad trzy godziny, zanim do tej sieciówki właściwej dojdziemy i potem jak już te spodnie kupimy, to jesteśmy uboższe o jakąś kilkadziesiąt razy wyższą kwotę niż wynosiła cena spodni. Oczywiście nie wiadomo jak i skąd.

***

Mój ostatni zakup płaszcza, a było to jakiś czas temu, zajął mi jakieś trzy popołudnia, obleciane wszystkie galerie, po drugim podejściu się rozpłakałam i chciałam zabić, a A. powiedział, że jestem najgorsza z możliwych w kwestii zakupów i nigdy przenigdy już ze mną nigdzie nie pójdzie, mam się męczyć ze sobą sama. Na trzeci dzień kupiłam płaszcz na drugim końcu miasta, na szczęście z przeceny, co złagodziło ból po nie wiadomo jak wydanych pieniądzach na kilka drobiazgów kupionych w czasie poszukiwań tego płaszcza.

W czasie stukrotnie krótszym, stukrotnie mniej wydając, A. w jednym sklepie kupił dwie pary dżinsów i dwa swetry, identyczne, bo po co komplikować, skoro mu to pasuje. A że identyczne? Dłużej będzie nosił. Proste? Proste.

***

Nie przepadam za włóczeniem się po galeriach, chociaż był czas w moim życiu, że zakup nowej rzeczy dawał mi ukojenie i chwilę radości. Nie lubię nadmiaru, dlatego też nie mam globusów od przybytku i minimalizm, jako filozofia prostszego i świadomego życia, jest mi zdecydowanie bliższy.

Ale najbardziej nie lubię siebie na zakupach, bo jestem tym okropnym, męczącym typem zwanym maksymalistą, który szuka tej rzeczy jedynej, idealnej, zgodnej z marzeniem i wyobrażeniem i na ogół wraca do domu załamany, bo przecież taka rzecz nie istnieje.  (Drugi typ zakupowy to satysfakcjonaliści: nie rujnują sobie życia w poszukiwaniu produktu doskonałego. Jeśli coś się podoba, to prostu to kupują.)

Płaszcz też był tak prawie, prawie, ale bardzo był mi potrzebny, więc kupiłam. Ale na przykład do dzisiaj nie znalazłam swojej torebki idealnej, zawsze lekko zasmucona wychodzę z czymś, co mnie zadowala na trzy czwarte, jakimś substytutem ideału, który porzucam bez smutku po jakimś czasie.

***

Globalna konsumpcja wzrasta i dlatego też możliwości wyborów, które mamy są tak wielkie, że tracimy umiejętność podejmowania jakiejkolwiek decyzji. To jest zdaje się ów osławiony paraliż decyzyjny, który też zaliczam przy wyborze butów, bo idę po nowe baleriny, a ich jest w sklepie trzysta, z czego mojego koloru, który chcę mieć, sto dwadzieścia. I zamiast cieszyć się nowymi butami, stoję bezradnie na środku sklepu, nie wiem w końcu, które wybrać i sfrustrowana wychodzę wskakując w wysłużone trampki.

Podobnie jest z artykułem pierwszej potrzeby, jakim jest tusz do rzęs. Czarny tusz do rzęs anno domini 2017 to nie jest po prostu czarny tusz do rzęs. Jest czarny,  jest intense czarny i szaro – czarny. WTF. Ja chcę tusz, zwykły, czarny tusz!

***

Na skutek właśnie tego pierdyliona wyborów, statusu materialnego, wyraźnych cech kobiecych, historii z zakupem płaszcza i obciążenia upierdliwym maksymalizmem zostałam Zarafanką. I dzieci też. 

Nie dlatego, że nie ma lepszej sieciówki. Jest ze średniej półki i do etyki produkcji ubrań można się mocno przyczepić. Ale, jak już pisałam o mojej definicji minimalizmu, nie jestem zwolenniczką skrajności. Nie stracę życia na poszukiwanie idealnie etycznego produktu. Po prostu kupuję mniej, rozróżniając zachcianki od potrzeb i staram się wyrównać w innych zakładkach życia.

A w Zarze ubieram się dlatego, że w ten sposób o g r a n i c z a m ilość wyborów, które stawiają przede mną sprzedawcy i zaoszczędzam czas, który jest dla mnie wartością o większym znaczeniu, niż nowe spodnie.

Gdybym szła po prostu kupić dżinsy, to miałabym za sobą kilka godzin spacerów, stanie przed kilkoma przymierzalniami, osiemdziesiąt siedem razy musiałabym ściągnąć moje spodnie i założyć te, które chciałabym kupić. I po trzech godzinach, spocona wzdłuż i wszerz, jęczałabym z rozpaczy, że ja nie wiem, które mi się najbardziej podobają.

Chodząc tylko do jednego sklepu zredukowałam też ilość rzeczy, które kupuję. Mam przetestowane, w czym i w jakich kolorach dobrze wyglądam, dlatego cotygodniowe, nowe kolekcje nie robią na mnie wrażenia.

I nawet kiedy idę na zakupy z dzieciakami, chcąc nie chcąc też Zarafanami, to zawsze ustalamy, co chcemy kupić. Starszy B bluza z kapturem, młodsza B buty, a mamuśka sweter. I mamy na to godzinę.

***

Żyjemy w tak konsumpcyjnym świecie, że stawianie sobie samemu granic wydaje się niezbędne, żeby zachować zdrowy umysł. I chociaż zdarza mi się czasem ten zakupowy rozsądek pogubić i wchodzę po sweter, a wychodzę ze swetrem, butami i drugimi butami, to w tym roku nie zaliczyłam wyprzedaży, bo po prostu wszystko mam.

Muszę jeszcze tylko wprowadzić tę metodę w księgarni i już będę prawie przesuper, prawda?

Pozdrawiam przedwiosennie. Bo na stole mam tulipany. Cmok.

Tagi
RELATED POSTS
  • o jeżu ! jakie proste i fajne rozwiązanie, no chyba przetestuję :). Również ograniczam zakupy jak mogę, ale jednak kupuję. Ostatnio spodnie – kilka godzin straciłam. Wciąż szukam ideałów – wszędzie. Kupuję już trzecią wózkową torbę, bo w każdej coś nie działa. Więc niech mi będzie – przetestuję to :).

    • :))) i ja nigdy nie chodzę w weekendy, bo wtedy jest więcej ludzi i łatwo można ulec zbiorowemu szaleństwu;-)
      Więc też jesteś maksymalistką… piąteczka:) powodzenia w testowaniu i miłego weekendu!

  • Bardzo ciekawe spojrzenie (jak zawsze, mało oryginalna jestem 🙂 Ja najbardziej nie lubię kupowania z Łukaszem butów! On wybiera je godzinami, musi koniecznie wszystko przymierzyć, przejrzeć w kilku sklepach podczas gdy ja chodzę w jednych trampkach 3 lata! Konkretna jestem. Z ubraniami mam to samo – lubię czasem sobie pooglądać, ale muszę mieć na to dzień. Wolę zakupy w sieci, przynajmniej nie ma tłumów i mogę swobodnie wszystko obejrzeć 🙂 Ostatnio znalazłam najtańsze jeansy w moim życiu (za niecałe 50 zł) w szoku jestem do dzisiaj! Sukienkę i koszulę błękitną! Zakupów nie robiłam chyba z jakieś 1,5 roku 🙂 Mało mi trzeba, myślę, że to dobry znak 🙂

    • To bardzo dobry znak, że mało Ci potrzeba:)) a z Twoim Łukaszem to byśmy się na zakupach odnaleźli i to bardzo:D
      Buziaki:)

      • <3 <3 To miłe, co piszesz 🙂 Chętnie bym Cię sobie "wypożyczyła", żebyś kupowała z nim buty, bo ja już nie mam cierpliwości :))

      • Goga Kochana, jak będę w Wawie, melduję się z największą przyjemnością. Och, trafić i pójść na zakupy z kimś, kto potrzebuje dnia na buty:D zachwyt:))))

  • Mężczyźni męczą się z wyborem w innych dziedzinach – na przykład przeróżnych gadżetów. Ale, gdy naprawdę chcesz kupić coś porządnego, przydatnego, wygodnego i aby dobrze wyglądało, to wśród pieryliona podobnych rzeczy, tej jednej nie znajdziesz. A jak raz znajdziesz, to akurat tę serię wycofają po kilku latach z produkcji i musisz szukać od nowa. Tak miałem z butami trekingowymi, gdy raz znalazłem idealne, to zaraz potem zaprzestano produkcji.
    Dobrze, że z dżinasami nie mam problemu – ten sam sklep od lat, te same rozmiary zawsze na mnie pasują i nie jest to Zara, której szczerze nie lubię…

    • O tak, tak, rzecz idealna, która nagle znika ze sklepów i zostaje zastąpiona ponoć lepszą. I potem smutek:/ moja koleżanka, jak jej w drogerii powiedziano, że jej ukochany krem jest już wycofany, objechała całe miasto i wykupiła wszędzie, gdzie tylko był dostępny:D
      Z dżinsami mam podobnie, dlatego mogę kupować online, co dodatkowo upraszcza życie. A co do Zary: dla sportowców trudno coś tam znaleźć:P

      • W Zarze dla faceta trudno cokolwiek znaleźć, chyba, że ogoli się całe ciało i obficie posmaruje kremem, wtedy w ich spodnie nogi może bym wcisnął 🙂

      • 😀 Tak właśnie myślałam, Dawid:))) i mam bardzo podobne wnioski i odczucia;-) moja połowa też tam nawet nie zagląda;-)

      • Świetnie rozumiem Twoją połowę :-))))

  • To jest metoda! Podziwiam, bo jak jestem już galerii to zaliczam większość sklepów. Na szczęście byłam tam rok temu ;).

    • Wow! Szacunek, Magda! Ja się ciągle obijam, bo mam obok. Ale jestem twardzielką i się nie daję:))

  • Taaak. Ja też dzisiaj się złamałam ;( kupiłam dwie książki. Ale jedna o zupach, a druga Stephen King … No jak mogłam się oprzeć? A co do ciuchów, też w tym roku wyprzedaż z kartką, czyli dwie proste kiecki na wiosnę i jedne dżinsy. Kurczę i potrzebuję płaszcza, ale może nie chcę? 😀 Ciumek <3

    • Ale książki się nie liczą, są poza nawiasem i to jest osobna kategoria:D ale zupy i King?;-) dobre:)) wyprzedaż z kartką to jest metoda! Kradnę. Buziaki<3

  • Blanka Kolago-Szymczak

    Eh, znam ten ból… Najpierw żeby ukrócić te galerie, które pożerają czas przerzuciłam się online, ale to nie dało rezultatu. Skróciło czas, ale nie zakupy. W końcu stałam się świadomym konsumentem bo sfiksowałam na slow. I te świadome wybory zmieniły moje życie
    Dzielę się tym na blogu i daje mi to dużo radości bo też pomaga trwać przy wybranej drodze. Pozdrawiam serdecznie

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.