Miejski zen

B jak bliskość.

By on 2 grudnia 2016

B jak bliskość.

bądź przy mnie blisko

bo tylko wtedy

nie jest mi zimno

Halina Poświatowska

Żyjemy w świecie, w którym wszystko się rozłazi, szybko psuje i jest do zastąpienia. Nie naprawia się. Nie tylko sprzętów. Relacje też po gwarancji, indywidualnie ustalonej, podlegają wymianie. Bo tak jest szybciej i prościej.

Nie chce nam się inwestować w długotrwałe związki. Bycie razem, blisko, to ciężka praca. Wymaga poświęcenia i kompromisów. Łatwiej jest rozpocząć nową relację, bo na haju zakochania i z motylami w brzuchu wszystko odbywa się samo.

Mamroczemy na ołtarzu, że na dobre i na złe i do śmierci, by rezygnować najszybciej, jak się da, bo tak jest wygodniej. Tymczasem mamy pierwotną potrzebę bliskości. Druga litera prostego alfabetu, B.

Bliskość. Potrzebna, żeby mieć poczucie przynależności. Wartości siebie, nawet sensu. Może się wydawać, że jesteśmy samowystarczalni, ale nie jesteśmy. Mamy trzy rodzaje głodu. Struktury, celowości i tego, żeby ktoś nas pogłaskał. Powiedział, że dobrze, że jesteśmy, przytulił, dosłownie. Tego się nie składa w miesiąc. Bliskość wymaga zaangażowania, pracy, słuchania i obecności.

Bliskość jest byciem bez powodu. Jest zaufaniem, jest, tak, tu też, akceptacją, jest wspólną obecnością bez oczekiwań. Bliskość nie jest tankowaniem energii, kiedy jest deficyt, jest byciem równolegle. Bez argumentów dlaczego.

Jest niezbędna. Tak bardzo u dzieci. Bez tego nie mogłyby przeżyć. U nich jest mocna, cielesna, u nas często w zakamarkach związku na dalekim miejscu na liście codziennych spraw do załatwienia. My, dorośli, nie gubimy jej, tylko odstawiamy na bok na rzecz bardziej racjonalnych argumentów. Wspólnego bycia, dbania o dom, zarabiania na niego, regulowania wspólnych interesów, wieczornego zmęczenia. Ale bliskość nie odbywa się  materialnie. Jest między słowami. Między dotykiem.

Bliskość jest kilkunastoma minutami dziennie. Razem. Patrząc na siebie i słuchając. Nie: co tam słychać? Ale: co naprawdę słychać? Kim jesteś dzisiaj? Co masz w głowie?

Bliskość nie jest zawsze czułością dotyku. Jest wrażliwością na głos i jego niuanse. Bliskość jest zaufaniem. Jest tak bardzo potrzebna, żeby trwało. I żeby się rozwijało.

Bliskość odkrywa, że życie odbywa się poza rzeczami, a w środku długiego oddechu.

Miękkie, ważne słowo.

TAGS
RELATED POSTS
  • Miękkie ważne słowo i takie nijak do wyjaśnienia. Dla mnie bliskość to tabletka, którą ktoś mi przyniesie, gdy widzi, że boli mnie głowa. I to, że mogę pojęczeć gdy jest mi smutno i nikt mnie nie zgani. Ciepłe nóżki dziecka pod kołdrą. Herbata, którą ktoś mi przyniósł prosto pod nos. Bliskość jest jak NEVERENDING STORY. To kawałeczki codzienności. Z nich utkana jest bliskość. Ta moja.

    • O to, to, że nikt nie zgani i nie oczekuje, że będziesz zawsze mocna. Neverending story, kawałki, fragmenty, skrawki, z których robi się życie. Ważne tak bardzo<3

  • Strach przed utratą bliskości spędza mi ostatnio sen z powiek. Niedługo przeprowadzimy się z małego mieszkania do wielkiego, nowego domu i wreszcie każdy z nas będzie miał własny kąt do odpoczynku, pracy i zabawy… Jednak zamiast się cieszyć czuję, że przeraża mnie ta atrata fizycznej bliskości.

    Bliskość jest zaufaniem – chyba powinnam to sobie cześciej powtarzać 😉

    • Może dlatego, że to zmiana?… może tu jest lęk? I paradoksalnie wszyscy się przybliżą wobec tej zmiany?:-) dać sobie i reszcie czas na nowe miejsce. Tak myślę, że bliskość jest miedzy przestrzenią i od niej niezależna. Jest i też się przeprowadzi;-) trzymam mocno kciuki<3

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.