Relacje małe i duże Życie w zachwycie.

Strach przed szczęściem.

By
on
1 listopada 2016

Strach przed szczęściem.

„To nie radość czyni nas wdzięcznymi; to wdzięczność czyni nas radosnymi.

David Steindl-Rast

Mam strach przed szczęściem. Że jak jest dobrze i się za bardzo tym stanem owijam, to zaraz to wszystko zniknie. Jest dobrze teraz, mimo tego, że czasami czarne dziury, ale jak siedzisz na chmurze, to całościowo jest naprawdę dobrze. Ze sobą też. Nareszcie jasny kierunek, po kryzysach i nadmiarze. Nareszcie wiadomo, co co chodzi, że wystarczy, żeby było prościej, żeby było więcej i spokojniej.

Wstaję wcześnie rano, karmię kota, siebie kawą, potem budzę dzieci, turlają się jeszcze pod kocem. Patrzę na ich buzie, powściągliwość słowną starszego B i niekończące się opowieści młodszej. Jest dobrze. Jesteśmy zdrowi, dni tocza się bez pośpiechu, pogoda zmusza do bycia bliżej. Jest śmiesznie, miękko. I jestem szczęśliwa. Jestem. Zataczając rękami okrąg. Granice mego świata. Powietrze w płucach, oddycham bardzo głęboko.

Jestem szczęśliwa. Nie narzekam dużo, czasem mam fochy i małe-wielkie-słabsze chwile, wszystko w granicach rozsądku.

Gdyby nie ten nagły strach, który tak często sie pojawia, że to nie może tak długo trwać. Że jest za dobrze. Że tyle razy było źle, że teraz aż się zachłystuję tym spokojem, nimi, słońcem, troche sobą, że wiem powoli, kim jestem i co jest dla mnie najważniejsze. I że nie potrzeba wiele. Boją się, że nie zasługuję. Że mi to zaraz ucieknie.

Siedem lat dlugich, siedem lat chudych, kilka stłuczonych w życiu luster, te dziecinne lęki, co zostają na wieki, choć to z rozumem nie ma nic wspólnego. Oszaleć można.

Żeby tak się móc po prostu rozleniwić tą radością, natłuścić się, żeby się nic do ciała nie przykleiło. Żeby tak w tej sferze pozostać dzieckiem, co nie przewiduje mrocznej przyszłości, tylko zastyga w momencie, kiedy jest dobrze

A tutaj, co ich stracę z oczu, to od razu lęki, wizje wypadkow, katastrof kosmicznych, swojej nagłej śmierci. I wiem i jestem świadoma, że życie to nie pasmo nieustannych sukcesów, tylko koktajl wszystkich smakow, tych gorzkich i nielubianych też.

Szukam sposobu na zastyganie w tej radości i zminimalizowanie strachu. I odkrywam poranną i wieczorną wdzięczność. Mantruję, ćwiczę. Wstaję, dotykam stopami podlogi, kot już wygięty i gotowy do drapania, myślę sobie, jest dobrze. Jestem wdzięczna za ten dzień, za moją rodzinę, ciszę, oddycham. Schody, kuchnia, kawa w samotnosci, czas na wdzięczność za bycie i spokój, za bezpieczeństwo, ciepłą przestrzeń, którą mam.

W ciągu dnia kilka chwil, głowa zadarta w niebo, skup się tu i teraz na tym co jest, ćwicz w pamięci wszystkie słodkie wspomnienia, powtarzaj je i nie pozwol im stracić kolorów.

Wieczorem to samo. Wdzięczność za cały dzień, że mogę sie poprzytulać, że mam do kogo, że słyszę szkolne opowieści i Bardzo Ważne Pytania na temat świata. Ogarniamy horyzonty, odkrywamy tajemnice, czasem nie znam odpowiedzi i to też wdzięczność, że wiem, co mam zrobić, jutro poszukać odpowiedzi. Będzie jutro, tak, na pewno pojawi sie jakieś piękne jutro. Takie jak dzisiaj.

Myślę, że ten strach przed szczęściem napędza brak skupienia i ciągły niedostatek. Niedostatek w postaci za mało czasu, za krótkie dni, za mało snu, wszystkiego za mało. I koncentrujemy się na tym, czego brakuje, zamiast  przytulać to, co jest. Chociaż mamy tak dużo rzeczy, nie widzimy często, że tego, co najbardziej potrzebne jest akurat. Twarze, spokój, poczucie przynależności. To kwestia uważności. Zauważać małe rzeczy. Nie bliżej nieokreślony projekt z przyszłości.

Żeby sie nie bać radości, trzeba się skupiac na małych rzeczach. I być za nie wdzięcznym, najczęściej jak sie da. Po prostu. Bo, jak w tym cytacie na początku, z wdzięczności bierze się radość.

 

Pozdrawiam serdecznie. Cmok.

TAGS
RELATED POSTS
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Agnes on the cloud to miejsce, gdzie nie ma kalendarza zaplanowanych publikacji, a slowletter pojawia się tylko wtedy, jeśli mam coś ważnego do przekazania. Opowiadam historię o codzienności, w której czasem jest zen, a czasem końce świata. Czasami piszę książki, zawsze mam w torbie aparat, na ogół polegam w kuchni. Codziennie bujam w obłokach.