Parenting Życie w zachwycie

Po prostu rób, co chcesz.

Przez dnia 11 listopada 2016

Po prostu rób, co chcesz.

Miałam kiedyś tak, że ze wszystkiego się tłumaczyłam. Jak nie chciałam gdzieś pójść, zamiast odmówić krótkim nie, nie będzie mnie, serwowałam reportaż pełen przeproszeń, ukłonów i tłumaczeń, a jak trafiłam na twardego rozmówcę, to i tak w końcu lądowałam tam, gdzie wcale nie chciałam. Asertywność na poziomie zero.

Nie umiałam odmawiać, robiłam tyle rzeczy wbrew sobie, żeby tylko nikogo nie skrzywdzić, że czasem aż mi trudno uwierzyć, ile ja się przez to w życiu musiałam nacierpieć. Matko, jaka ja byłam biedna, aż się muszę na chwilę nad sobą pochylić.

Z wychodzenia gdziekolwiek najbardziej lubię być w domu. Nie chodzę na firmowe imprezy, chociaż są zawsze w supermiejscu, jest superfood i alkohole leją się strumieniami. Wybieram kanapę i książkę. I tak też teraz odpowiadam na pytanie, które zawsze słyszę: wolę być w domu.

Podobnie mam z imprezami u znajomych. Zwierzę imprezowe ze mnie żadne, taka tam cmoktaczka wina przyklejona do krzesła, choć ludzi uwielbiam i spotkania z nimi też. Ale tylko tak mniej więcej do północy. To jest mój limit imprezowej wytrzymałości.

Potem moje ciało mówi dziękuję, ja też mówię dziękuję i wychodzę. Już teraz wychodzę. Kiedyś jeszcze, wyuczonym schematem z dzieciństwa, bardzo się kuliłam, bo to tak głupio w połowie imprezy, wszyscy nagle milkną, szkło zastyga w powietrzu, ja się pocę, ale co ty robisz, wychodzisz, ty, no weź się napij, jestem zmęczona, po prostu. 

Uczę się żyć prościej. Prościej oznacza też ze zdrową uwagą na siebie. Nie ciągle na świat. Moje wwiercone w mózg co ludzie pomyślą, a co za tym idzie sztuczne kompromisy, żeby nikogo nie urazić, brak lojalności wobec siebie i tego, czego ja chcę, zdetonowałam prostym i mało odkrywczym, ale w tym wieku jednak odkrywczym i uwalniającym: to moje życie, moje wybory, z akcentem na moje.

Życie nie jest skomplikowane. To dwa punkty, narodzin i śmierci, a między nimi trzeba coś napisać, czymś tą przestrzeń wypełnić. Najlepiej swoją historią. Pisaną według swoich potrzeb, nie cudzych. Jest prosto, dopóki nie zaczniemy tego komplikować myśleniem, dumaniem i zależnościami systemowymi.

Nasze całe życie jest wyborem między tym, czego chcemy, a czego nie chcemy, a robimy na skutek różnych układów, wychowania, braku odwagi albo braku świadomości, że to nasze życie i nikogo innego.

Życie nie jest zaspokajaniem czyichś potrzeb. Jest zaspokajaniem swoich. Jeśli dbasz o cudze, piszesz cudzą historię.

To świetnie umieją dzieci. Dzieci nie komplikują. Nie oznacza nie, wszystko klarowne i w jasnych kolorach. Jeśli dziecko nie ma na coś ochoty, informuje o tym. Jeśli kogoś nie lubi, też daje informację zwrotną. Jeśli nie chce na siłę siedzieć na kolanach u wujka z brodą, mówi o tym.

A potem wkraczają rodzice i mówią nie krzycz, bo pani to przeszkadza, bądź miła dla dziadka i posiedź troszkę u niego, my wiemy, co dla ciebie najlepsze.

Nie jestem za anarchią, struktura jest ważna. Ale we wtłaczaniu życiowych prawd dzieciom zapominamy, żeby je nauczyć podejmować własne, autonomiczne decyzje. W sytuacjach prostych, jak wybór butów czy czapki albo na głębszym poziomie relacji nie będę się z nim bawić, bo go nie lubię. Ma prawo. Ma prawo nie zaspokajać każdego życzenia dorosłego, jeśli narusza to jego autonomię.

Spełnianie poleceń i bycie bardzo grzecznym kończy się jak w moim przypadku: zerową asertywnością i dbaniem o dobre samopoczucie innych.

My, dorośli, mamy tyle zmartwień, tyle rzeczy o które trzeba dbać. Tyle zależności, układów, powiązanych relacji.

Upraszczaj życie. Tam, gdzie się tylko da.

Nie rób rzeczy, których nie lubisz.

Nie zmuszaj się, jeśli nie chcesz.

Jeśli coś cię uwiera, pozbądź się tego.

Jeśli coś cię przerasta, zredukuj.

Jeśli dzisiaj nie chce ci się biegać, nie biegaj.

Jeśli chcesz iść do domu, idź do domu.

Jeśli nie chcesz się z kimś spotykać, nie spotykaj się.

Jeśli ktoś cię obraził, powiedz mu o tym.

Jeśli jesteś zmęczony, idź spać.

Jeśli chcesz się nauczyć nowego języka, naucz się.

Jeśli nie chcesz czegoś robić, nie rób tego. Zajmij się tym, co lubisz.

Jeśli nie serwują miłości, odejdź od stołu.

Nie musisz być wielki i silny. Bądź po swojemu, wyraźny, dzięki własnym decyzjom, swojej własnej historii. Zacznij od drobnej zmiany.

To takie proste, a zajęło mi tyle czasu.

 

Pozdrawiam ciepło. Cmok.

 

Tagi
RELATED POSTS
  • Lubię Cię.
    Bardzo Cię lubię 🙂

  • Nie chcę, bo wolno mi nie chcieć. I to powinno wystarczyć, prawda? A jednak nie jest tak prosto. Bo kiedy w grę wchodzą ludzkie uczucia, to nagle sprawa sie komplikuje. Przynajmniej u mnie. I nagle zazdroszczę tym, którymi nie rządzi empatia. Ale też idzie mi coraz lepiej Aga 🙂 Z ta asertywnością 🙂

    • Wolno nie chcieć, masz rację, dać sobie pozwolenie na to nie. I pewnie, że nie jest prosto, ale nasze tak dla kogo jest zawsze nie dla nas samych i na dłuższą metę to jest bardzo ciążące. Ja też bym czasem tę swoją empatię w kuleczkę zwinęła i do kosza. Ale się nie da. Więc pozostaje trening. Powoli, ale widać efekty.:))

  • Ela

    Właśnie ta potrzeba zaczęcia od drobnej zmiany sprowokowała mnie do rozpoczęcia nowego bloga. Masz wiele racji i cieszę się, że pojawił się u mnie czas na to, abym nareszcie mogła powrócić do czytania Twoich wpisów. Nie potrafiłam odmawiać, zawsze się zgadzałam, nie mówiłam NIE, a gdy na to się odważyłam – jakie straszne wyrzuty sumienia mnie męczyły… To, czego nauczyłam się podczas mieszkania w Holandii przez ostatnie trzy lata, to właśnie odwaga powiedzenia, przepraszam, ale nie: nie zrobię tego, nie mam na to czasu, nie jestem od wszystkiego, nie podoba mi się to, a dlaczego muszę w taki sposób myśleć i jest mi z tym znacznie łatwiej, niż wcześniej. Uczę się tego ( ponieważ jest to proces), aby zadbać o siebie, poprzez umiejętne odmawianie. Pozdrawiam ciepło:)

    • Ja też się zawsze zgadzałam. I też bardzo znam te wyrzuty sumienia, jak mi się udało wykrzsztusić nie. Aktualnie uczę się myśleć priorytetami, co pomaga w bardziej stanowczym nie. I zgodzę się: to jest proces. Mozolny, ale warty pracy. Serdeczności:)

  • Tak sobie myślę teraz o Marice…Pani w szkole powiedziała, że jest bardzo mądra, że najładniej czyta w klasie i ma bardzo duży zasób słownictwa, chociaż jest jedną z czterech sześciolatków, czyli jedną z najmłodszych…ale…Pani też powiedziała, że jest w grupie 5 osób, które musi „ustawić” jeśli chodzi o zachowanie. Marika umie mówić „nie” i to stanowczo, czasami tak, że uszy bolą, nie lubi dzielić się swoimi kredkami, a w szkole mówią, że jak się nie będzie dzielić to nikt ją nie będzie lubił, więc ona na to, że „nie wszyscy muszą się lubić, nie wszyscy są tacy sami”… Wolałabym żeby Pani jej nie „ustawiała” mimo wszystko…

    • Masz mądrą dziewczynkę, Magda. Szkoda, że w szkołach zamiast samodzielnego myślenia i obrony własnych poglądów bardziej ceni się posłuszeństwo. Ja też moim dzieciom powtarzam jak mantrę: nie wszyscy muszą was lubić. To bardzo cenna nauka. Ja pół życia cierpiałam, bo nie byłam sobą w imię akceptacji przez wszystkich. Koszmar.
      Ucałuj Marikę. Zuch dziewczynka<3

  • Jestem tym niepokornym typek, który od dziecka mówi głośno „nie”, bez uzasadnień i tłumaczeń. Dobrze mi z tym, chociaż mam świadomość, że ta moja asertywność jest często nazywana egoizmem i brakiem wychowania. Trudno. takie życie 🙂

    • Że niby coś za coś? A ja myślę, że to świetnie mieć taką asertywność. Żyć po swojemu, bez „powinnam”. A ci, którzy nazywają to egoizmem? Pewnie sami mają z asertywnością problem;-)

  • Ula z prostoofinansach

    Nasze życie, nasze wybory 🙂 trudno jest mówić nie, choć ucząc się z każdym dniem, rokiem jest łatwiej. Kompromis i asertywność da się moim zdaniem pogodzić, byle w dobrych dla nas proporcjach 🙂

    • I to jest właśnie sztuka, Ula. W naszej ugrzecznionej kobiecej kulturze asertywność nie jest mile widziana, mężczyznom jest zdecydowanie łatwiej. Ale masz rację: dobre proporcje to klucz do pogodzenia tych spdwóch spraw. I dystans do świata i siebie:)

  • Udało ci się, tak do końca? We mnie ten dobrze wychowany chłopiec cały czas wyłazi na wierzch. Co rusz się łapię na tym, że jednak się tłumaczę. Dobrze, że to zauważam. Widzę postępy.
    Przy mówieniu „nie”, proponuję nie przekroczyć granicy w drugą stronę, bo można nieświadomie. Jeżeli komuś odmawiam, to staram się nie stosować „nie” zamykającego. Czyli aby dana wiedziała, że nie dotyczy tylko tej propozycji, a nie całości relacji.

    • Nie, Dawid, moja grzeczna dziewczynka często mówi za mnie. Też widzę postępy, to „nie” bardzo uwalnia. To cenna uwaga: nie dla konkretnej propozycji, a nie relacji. Świetne, muszę wprowadzić w życie. Pozdrawiam:)

  • Odwaga do bycia sobą – towar ciągle deficytowy… albo niezrozumiany, stąd często upychany na samym dnie… 3mam kciuki, chociaż widzę, że dobrze Ci idzie i cieszę się bardzo! A B&B już mają o tyle łatwiej – korzystają z mądrości Mamy…, potem będziesz je wspierać, umacniać i „wszystko będzie dobrze”, chociaż często niełatwo, ale -jak sama piszesz- warto! ?

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Dość wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. Codziennie rano wstaję, żeby ogarnąć życie. O tym jest ten blog. Czasem wychodzi, a czasem jest śmiesznie. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.