Wpisy

O maratonach, karierze i skąd się biorą dzieci.

By
on
29 września 2016

O maratonach, karierze i skąd się biorą dzieci.

Sheryl Sandberg, ta, która stoi na czele Fejsbuka, porównała kiedyś życie zawodowe kobiet i mężczyzn do maratonu. Zaczynają we dwoje, ramię w ramię, by gdzieś około jego połowy, gdzie następuje kryzys, gdzie oboje słabną, kompletnie się rozejść. On ma zadyszkę, ale słyszy dopingujące go okrzyki dasz radęjeeeee, jestes świetny i w końcu dumny i happy dobiega do mety. Zbiera gratulacje. Ona też słabnie, ale supportu nie ma. Co najwyżej komentarze kariery się zachciało, to masz, trzeba było w garach siedzieć. W większości przypadków ona nie dobiega i wraca do garów i dzieci.

Sandberg w jednym z wywiadów opowiadała też, że jak jej Mark Zuckerberg zaproponował pracę na szczycie Fejsbuka i zaprosił do zarządu firmy w pięknym, lśniącym biurowcu na samej górze, to okazało się, że nie ma tam damskiej toalety. Nikt nie przewidział, że szefem firmy może być kobieta. W 21 wieku. W Stanach Zjednoczonych Ameryki, nie w Pipidówie na końcu świata.

Myślę sobie, że ten maraton to nie tylko w życiu zawodowym, ale tak po prostu, zwyczajnie w codziennym życiu. Zaczynamy razem jako para na starcie, by zacząć się różnić od siebie w momencie, kiedy pojawiają się dzieci. Tak mniej więcej to zawsze jest punkt krytyczny związku. Często on po prostu biegnie dalej, a ona dysząc i zaciskając zęby, ciągnie wózki z pieluchami, wychowaniem, sobą i psem. Albo jakimkolwiek innym zwierzęciem.

Jeśli mężczyzna decyduje się robić karierę, ma support w kumplach, rodzicach, mało tego, sam sobie jest największym supportem, wierzy w siebie, w końcu jest facetem.

Jak ty, kobieta, chcesz robić karierę, realizować pasje, to nie wspiera Cię nikt poza przyjaciółką, jeśli taką masz. Nawet ty sama jesteś sobie przeszkodą, bo masz ciągłe wyrzuty sumienia, że nie ogarniasz wystarczająco-w twoich oczach-dzieci i garów i słyszysz opinie, że jesteś zachłanna i że w tym wieku albo nie w tym wieku, że wymyślasz. Support dostajesz, jak Ci się nie uda, czyli mówiłem albo -śmy, że za dużo na siebie bierzesz, po co ci to było.

Jeśli facet nagle chce zmiany w swoim życiu i w sobie i zaczyna uprawiać triatlon albo robić kurs nurkowania, to jest to oczywiste, że chce to robić i robi. Idzie biegać, jeździć, pływać tak często, jak tego potrzebuje. Jeśli kobieta nagle chce uprawiać triatlon albo robić kurs nurkowania, to wali się system. Nic nie działa. Dupa. Katastrofa kosmiczna. Dom nie działa. Dzieci nie działają. Związek też nie działa.

I ona często  ten triatlon uprawia tylko w marzeniach. Bo nie ma odwagi i żadnego wsparcia i okrzyków publiczności.

My kobiety niby jesteśmy już tak wyedukowane, tyle osiągnęłyśmy przecież, możemy pracować jak mężczyźni, grać w piłkę nożną, głosować i jeździć autem. Padamy z tych osiągnięć na zawał i ryczymy w poduszki z braku sił (nie)godząc wcale często pracy i dzieci. I jeszcze ciągle jesteśmy nie takie. Za grube, za chude, za stare, winne za źle wychowane dzieci, za nieudane związki. Jak siedzimy tylko w domu, to znaczy, że nic nie robimy, jak kochamy pracę i mamy od czasu do czasu opiekunkę, to niedobre z nas matki.

Facet na placu zabaw z dzieckiem jest rozczulający i taki wspaniały, kobieta w tej samej sytuacji, niewidzialna, tak zwykła.

I nie są temu winni mężczyźni, w końcu ktoś ich wychował na pewnych siebie, tylko my same. Bo nie mówimy głośno, że jesteśmy, halo, moja praca jest coś warta, a to też praca w domu, ma wartość. To jest mega ciężka robota. Nie chwalimy się, że jesteśmy w czymś świetne, bo zaraz usłyszymy, że jesteśmy zarozumiałą pindą. Nie mówimy głośno mam cię w dupie i co o mnie myślisz, tylko usiłujemy się wcisnąć w rozmiar 34, bo tak dyktują męscy projektanci mody.

Godzimy się na nieudane związki i pogardę, bo zarabiasz mniej, więc się nie odzywaj.

I często jeszcze w podobnym stylu, czyli dziewczynki są grzeczne, a chłopcy nie płaczą, wychowujemy nasze dzieci. Żeby nie było, że jestem taka świetna i mnie to nie dotyczy, ja też jestem durna i jadę, nagle zauważyłam, tymi stereotypami, jak moja babcia i matka. Starszy B mnie ostatnio zabił tekstem, że przecież od opróżniania zmywarki to jest mama, a nie tata, widząc tatę jak to robi. A młodsza  B ochoczo  garnie się do pomagania mi przy śniadaniu, bo ty to zawsze robisz, podczas gdy starszy słucha muzy i do głowy mu nie przyjdzie, żeby zaproponować pomoc. Skucha.

Myślę o nas, kobietach, dzisiaj też w kontekście dyskusji, która właśnie się przetacza przez nasz kraj, a chyba i nawet przez Europę.

Dyskusji o zmianie prawa aborcyjnego. Która jest w gruncie rzeczy dyskusją o wolności. Nie jestem za aborcją. Uważam, że sam fakt podjęcia takiej decyzji bądź konieczności wykonania aborcji, jest wystarczająco traumatyczny i nie wolno, nie ma się prawa kobiety za to karać.

Mam za sobą aborcję, moja pierwsza ciążę poroniłam, musiałam ją usunąć. A gdybym nie mogła?

Ciało się goi szybko, gorzej z duszą.

Która z nas to przeżyła wie, czym jest ta trauma i ten dramat.  Ale jestem za wolnością wyboru. Bo za zaostrzeniem tego prawa stoi ograniczenie wolności, kontrola społeczeństwa i trzymanie nas za mordy, a to trąci totalitaryzmem.

Jestem też za czarnym protestem. To piękna inicjatywa, wow, my kobiety jak co, to naprawdę umiemy się zjednoczyć.

Tylko tak czytam teraz na Fejsbuku komentarze, radość z tego, że coraz więcej kobiet i miast się przyłącza. Cenię autorytet Krystyny Jandy i Doroty Wellman. Też mnie to cieszy, bo kiedyś pisałam o (nie) solidarności jajników, a to daje nadzieję, że jednak tak nie jest.

I czytam te zachwyty i widzę lajki i aplauz, jak jakiś męski pracodawca pisze, że w jego przedsiębiorstwie panie mogą wziąć wolne i o on też jest za.

.

.

.

A wiec jednak Sheryl Sandberg ma rację. Maraton, półmetek i kryzys, wysiadka. Dalej nie biegniemy razem. On ma aplauz, uznanie środowiska, połechtane ego. My wychodzimy na ulicę. A jak nic to nie da, to na końcu usłyszymy, no i po co wam to było, przecież mówiłem albo -śmy, że to nie nic nie da.

Skoro ci wszyscy fajni faceci, którzy pozwalają nam wziąć w poniedziałek wolne i nas tak wspierają, a którzy są przeciw tym niefajnym facetom, którzy chcą nam zabrać wolność i samodecydowanie o naszym ciele, dlaczego oni też nie wyjdą z nami na ulicę?

.

.

Czy my te dzieci, do cholery, robimy sobie same?

Czyli naprawdę jak w maratonie?

Pozdrawiam zamyślona.

TAGS
RELATED POSTS
Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.

Chcesz moją książkę?
Prosto i uważnie na co dzień
Instagram
  • ...summer goes away and part of my soul goes away too... every year...
.
bye bye summer🌿
.
have a wonderful last summer day, lovelies
  • “Dogs are here to remind us life really is a simple thing: You eat, sleep, take walks, lie in the sun when you can, and pee when you must. That’s about all there is. They are quick to forgive trespasses and assume strangers will be kind.” Jonathan Carroll, from 'The Marriage of Sticks'
.
... and they teach you everyday what it means to really love...
.
have a lovely day, lovelies🌿
  • Life is what we make of it. Travel is the traveler. What we see isn’t what we see but what we are.”
Fernando Pessoa, The book of Disquiet
.
have a wonderful September Sunday lovelies🌿
  • Pretty city in the morning... I love this early light...
.
Two days ago I broke my arm. I can’t do much, photographing is not the easiest one now. But I can read as much as I want:) yesterday I started again “The Artists Way” by Julia Cameron. Two years ago I was not ready for this book but now I can’t stop! It is a beautiful book. Each of us has an artist inside of us... amazing reading for the first autumn evenings...
.
have a wonderful Wednesday lovelies🌿
  • „Paradise has never been about places. It exists in moments. In connection. In flashes across time”.
Victoria Erickson
.
have a wonderful day lovelies🌿
  • Hello September ☀️please be good for us🌿
.
have a wonderful weekend lovelies 💙

Śledź mnie!

Zapisz się!