Rozwój

Czy traktujesz siebie serio?

Przez dnia 5 lipca 2016

Czy traktujesz siebie serio?

Traktujesz siebie serio, ale tak naprawdę, naprawdę na serio?

Zdarzają się wam chwile, kiedy przychodzi wam coś świetnego do głowy? Chcecie to ogłosić światu, pędzicie po telefon, żeby zawiadomić najlepszego kumpla albo kumpelę… i nagle STOP. 

Wewnętrzny, stanowczy głosik mówi: pogięło cię? Z czym do ludzi, to się na pewno nie uda. Wracaj do pokoiku komfortu, ale już, myk myk. 

I wracamy.

Albo macie do powiedzenia naprawdę niezłą kwestię, coś z sensem i zbogacającego dyskusję i wtedy znowu ten mały gnojek się odzywa: a kto cię tam będzie słuchał. Siedź cicho. I mniej więcej to samo, co ty, wypowiada ktoś obok i zbiera szacun ogółu.

Albo macie marzenie, ale nie. Nie, to się nie może udać. Powzdychacie i żyjecie dalej.

Albo tak bardzo, bardzo chcecie powiedzieć nie, a i tak wychodzi tak.

Albo ja. Co z pisaniem zbierałam się lat -naście. No bo: nie, no nie to przecież bez sensu. Nie, no w ogóle bądź poważna. 

A życie leci jak niezawodny kiedyś bolid Ferrari, a my za nim daleko z tyłu, nie w środku. Rzeźbimy  daleką od fascynacji codzienność, nienajlepszą pracę i o od czasu do czasu żalimy się przy small talk i smętnym drinku.

I cały czas mam wizyty gnojka w głowie, który mówi: ty, ale teraz to już tak dajesz, takie bzdury. Poza tym, kto cię w ogóle czyta i co ty sobie w ogóle wyobrażasz?…

Tylko że teraz mam gdzieś, słucham siebie i z mocnym kopem ignoruję.

Ponieważ wreszcie, całkiem niedawno dopiero, postanowiłam traktować siebie na serio. Swoje potrzeby, plany i jedno marzenie, co urodziło mi się w dzieciństwie.

Lojalność wobec kogo?

Jesteśmy lojalni wobec rodziny, przyjaciół. Mało tego, jesteśmy lojalni wobec tych, którzy nami rządzą, mówią, jak mamy żyć. Jesteśmy lojalni wobec wyznania i jesteśmy w stanie wykluczyć kogoś z rodziny, jeśli ktoś tak mocno lojalny jak my nie jest.

I wszystkiego tego uczą nas, ciągle jeszcze, rodzice. Mamy słuchać najpierw ich, a potem innych: patrz szkoła i pseudoautorytety, bo inni wiedzą, co dla nas dobre.

I tak naprawdę nikt, albo niewielu, uczy, że przede wszystkim powinniśmy brać na serio siebie. I w stosunku do siebie być lojalnym.

Naszego wewnętrznego gnojka nabywamy przede wszystkim przez wychowanie. To taki skuteczny zagłuszacz ego, dzięki któremu wyrastamy na przeciętnych obywateli dobrze  posłusznie funkcjonujących w grupie. 

Czasem jakiś tam poryw zdrowego egocentryzmu się zdarza, ale szybko zostaje storpedowany i dalej nie dzieje się nic.

Co znaczy traktować siebie samego poważnie?

To znaczy mieć do siebie szacunek. Traktować siebie samego jak wartość.

Każda książka, którą czytasz, gazeta, którą przeglądasz przy śniadaniu i film który oglądasz powstał dlatego, że ktoś potraktował siebie na serio.

Swój plan, marzenie, potrzebę wyrażenia się, zrobienia czegoś dla siebie i być może świata.

To, że czytasz teraz moje akapity świadczy o tym, że ja potraktowałam (wreszcie) siebie na serio i postanowiłam się w ten sposób, poprzez tekst, wypowiedzieć.

Każdy, kto wygląda poza poziom grupowego zadowolenia, czyli rozlanej anonimowości, traktuje siebie poważnie. Na serio.

Jeśli obejrzysz się za siebie i pomyślisz o decyzjach, których nie podjąłeś, a które były tego warte, to znaczy, że też nie traktowałeś siebie na serio.

Każda decyzja, którą podejmujesz teraz, a co do której masz męczące uczucie, że to nie do końca jest to, czego chciałeś, jest też olewaniem siebie.

Każda sytuacja, w której gnojek zamyka ci usta, twierdząc, że to, co mówisz nie ma tak naprawdę wielkiego znaczenia, to sabotaż wobec samego siebie.

Każda sytuacja, w której myślisz sobie, że jesteś do niczego, niewiele potrafisz i niczego w życiu nie osiągniesz, jest wewnętrznym sabotażem.

Każda sytuacja, w której nie potrafisz powiedzieć nie, a potem wyzywasz się od dupków i cierpisz, wiesz, czym jest?

Każda pochwała, którą słyszysz, a komentujesz: e tam, takie tam, co to takiego, miałem szczęście, jest beznadziejnym traktowaniem siebie nie na serio.

Jeśli ty nie traktujesz siebie poważnie, to kto to zrobi? System, grupa? No, może jakiś hacker na Facebooku, który w twoim imieniu wyślę do wszystkich twoich znajomych soczysty film dla rozbrykanych dorosłych. Ale przecież nie o to chodzi.

Jak storpedować gnojka?

Przez proste pytanie:

Dlaczego nie?

Dlaczego nie zacząć, dlaczego nie odezwać się? Dlaczego nie odmówić, powiedzieć stanowcze nie? Co się stanie? W najgorszym wypadku będziemy bogatsi o doświadczenie. W wersji sukcesu będziemy spełnieni.

I przez dotrzymywanie własnego słowa.

Jeśli mówisz, że coś zrobisz, nawet jeśli tylko sobie przed lustrem, zrób to. Dotrzymaj słowa sobie samemu. I zrób.

Jeśli chcesz być traktowany serio i być ze sobą szczęśliwym człowiekiem, traktuj siebie, swoje myśli, plany i uczucia na serio. 

Nie rodzimy się po to, żeby pójść do przedszkola, szkoły i do pracy, a to wszystko po to, żeby płacić podatki. 

Bo jeśli tylko po to, to ja to pieprzę.

Bardzo chcę wierzyć, że właśnie to nas odróżnia od mojego kota, że traktujemy życie jak proces. A to zakłada aktywność i świadomą konsumpcję czasu.

Pamiętajcie, żeby mówić o tym dzieciom. Codziennie. Będą szczęśliwymi ludźmi. Których świat będzie traktował poważnie i szacunkiem. I przede wszystkim oni samych siebie.

Ściskam serdecznie.

Tagi
RELATED POSTS
  • Ula z prostoofinansach

    Często, zupełnie nieświadomie, nie szanujemy siebie samego. Dziwne to bardzo, ale prawdziwe… Nikt nigdy nie powiedział nam, że mamy się szanować, doceniać, słuchać… NO I NAJWYŻSZA PORA , że TY to powiedziałaś 🙂 Może posłucha to nasze małe ja….
    Aga my czytamy 🙂 Czekamy na kolejne teksty. Zakrzycz gnojka 😉

    • Ula, tak dziękuję serdecznie… No nie nauczył nas nikt. Że życie to proces i dobrze,zawsze można być zawsze gotowym na wyzwanie. Możesz zacząć, kiedy tylko chcesz. Tak Fitzgerald pisał. Uwielbiam.
      I dziękuję za piękne, szczere wsparcie❤️

    • Asia – Matka w Kratkę

      Piękne – zakrzycz gnojka?

  • Asia – Matka w Kratkę

    Aga, jak ja to znam z autopsji… Bez sensu, strata czasu, właściwie po co… A jakimś czas temu powiedziałam temu gnojkowi?, wewnętrznemu krytykowi – stop. I jak czuję iskierkę zainteresowania, idę za nią:) I dużo na tym skorzystałam, nauczyłam, zrobiłam ciekawe rzeczy, zaangażowałam się w wartościowe inicjatywy. Moje pytanie jest prawie takie jak Twoje „A czemu by nie?”

    • Asia, gratuluję:) my tak mało mamy zaufania do siebie i coś mi się wydaje, że my kobiety bardziej. Bo nie do tego nas przygotowują, żebyśmy zdobywały świat. I cieszę się, że u Ciebie gnojek dostał kopa. Tak samo jak u mnie. Taki sukces w dorosłym życiu to radość jak w dzieciństwie:) szczera, motywująca i gotowa do eksploracji życia, nareszcie:)
      Pozdrawiam serdecznie.

  • No wiem … Ta całą teorię znam bardzo dobrze Aga. I byłam do kwietnia w 100% pewna, że mój „mały gnojek” już spłonął na stosie, pochowałam go z osikowym kołkiem wbitym w serce, albo przynajmniej przeprowadził się na Madagaskar. A tutaj nagle, w kwietniu, ktoś otworzył drzwi i skurczybyk stanął w progu z walizkami. Zatrzasnęłam mu te drzwi prosto we wredny ryj, ale jak tylko je delikatnie uchylam, próbuje się wcisnąć. I chyba jak nie widzę to wchodzi i siada obok mnie. Bo czuję znów jego obecność. Oddech na moich plecach i znów trudno mi zrobić krok do przodu. Znasz jakieś czary- mary na to? 🙂 Chętnie przygarnę 🙂 te czary. Jakieś woo- doo na tego „gnojka”, który czyha w moim ogrodzie. Buziaki !!!

    • Słuchać intuicji Basiu? Swojego ciała? My tak je pomijamy, a to przecież barometr naszych strachów i sił… Ja znowu wracam do moich wschodnich filozofii, to mnie tak wycisza. Dzisiaj piękną rozmowę z L. Kołakowskim, dawną,mznalazłam, podeślę Ci. Budująca. ❤️

  • Sprzątnęłaś mi temat na wpis! 😉 Ale jeszcze kiedyś go napiszę, a na razie – napawam się Twoją bajką, któa jest zupełnie, jak moja!

  • Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Patrząc na moje życie stosunkowo od niedawna biorę siebie na serio. Odsuwałam od siebie przede wszystkim dwie pasje, które w dzieciństwie sprawiały mi tyle radochy! Pisanie i rysowanie. Ale i po prostu życie. Rodzice byli, i są dumni, ale pewnie wpływ otoczenia miał tu ogromne znaczenie – ugięłam się i wiadomo co dalej. Uratowało mnie kilka spraw – to, co ważne ciągle we mnie jest i przez lata nie dawało o sobie zapomnieć. Do tego sprawnie działająca intuicja, która stale mówiła, że coś jest nie tak, że nie tędy droga, i hej, męczysz się dziewczyno, więc trzeba to zmienić. Uświadomić sobie, że nie można się stale deptać, to jedna z najważniejszych życiowych lekcji. Więc biorę się na serio, nie odsuwam marzeń i przestaję się męczyć 😉 Jeszcze raz dziękuję za wpis. Świetnie, że Ty też wiesz już co i jak 😀

Aga Krzyżanowska
Wiedeń/ Świdnica

Pisarka z szafy. Zero orientacji w terenie, w kuchni podobnie. Wysoka wrażliwość i mocna wiara w sens bycia przyzwoitym. W dużej torbie wiele małych rzeczy i aparat. Wielbicielka codzienności bez pośpiechu. Znaki szczególne #nofilter. Witaj, Czytelniku.